Arch. Instytutu Prymasowskiego

Maryjne ścieżki Prymasa

Nie sposób zrozumieć powojennej historii Polski, zaskakującego wyboru na Stolicę Piotrową Jana Pawła II – bez Prymasa Tysiąclecia. Co było siłą jego duszpasterstwa, jego niezwykłego oddziaływania, że przeszedł do historii jako Prymas Tysiąclecia, Ojciec Narodu, Niekoronowany Król Polski, Prymas Zawierzenia?

Rozmawiałem kiedyś z kierowcą Prymasa Tysiąclecia, wożącym wcześniej kard. Augusta Hlonda, o ostatnich jego chwilach. „Gdy umierał Prymas Hlond, spojrzał na nas i powiedział: ’Odwagi, nie bójcie się, zwycięstwo przyjdzie, ale gdy przyjdzie – będzie to zwycięstwo Matki Najświętszej…’”. I oto po odejściu kard. Hlonda Prymasem Polski został młodziutki biskup z Lublina – Stefan Wyszyński. Jako pierwszy Prymas umieścił w herbie biskupim wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej. Gdy pytano go o to, powtarzał, że Maryja nie tylko jest ozdobą jego pieczęci biskupiej, ale przede wszystkim jest programem jego życia i posługi.

Od początku prymasostwa Stefana kard. Wyszyńskiego władze komunistyczne robiły wszystko, aby zniszczyć jego i Kościół w Polsce. Podjęto nawet próby zamachu na życie Prymasa. Rok 1953 to apogeum walki z Kościołem. Zamknięto wiele małych seminariów, domów zakonnych. Rozwiązano wszystkie organizacje katolickie, przejęto wydawnictwa katolickie. Wycofano naukę religii ze szkół oraz zapowiedziano zamknięcie wyższych seminariów i powołanie jednego – państwowego. Wielu przełożonych zakonnych pytało wtedy Prymasa: „Co to teraz będzie?”. Prymas odpowiadał: „Nie wiem, co będzie, ale wiem, Kto jest. Jest Bóg, a my w Nim!…”. Ogromny ciężar odpowiedzialności przygniatał Prymasa. Pewnego razu ktoś z najbliższych współpracowników spytał go, dlaczego jest przygnębiony. Odpowiedział: „…bo widzisz, dziś znowu kamienie, same kamienie…”. Mimo to nie rozpaczał, lecz zastanawiał się, jak uratować Kościół w Polsce. „Oglądam się za niezawodną i skuteczną Pomocą. Wskazał Ją nam Bóg, a potwierdził Kościół święty, gdy na uroczystość Królowej Polski i Matki Bożej Jasnogórskiej włożył w usta nasze słowa modlitwy: ’Boże, któryś w Najświętszej Maryi Pannie nieustanną pomoc dla obrony Narodu naszego ustanowić raczył…’”.

Program zawierzenia

14 lutego 1953 r. w obecności dwojga współpracowników dokonał osobistego aktu zawierzenia Maryi. „W pewnym momencie podczas Mszy św. twarz Księdza Prymasa rozpromieniła się przedziwnym światłem, radością i pokojem”. Po Mszy św. podeszli do Prymasa i zapytali o to. Prymas spojrzał im w oczy i powiedział: „DZIŚ WSZYSTKO POSTAWIŁEM NA MARYJĘ”. W czasie modlitwy błagał: „Maryjo, widzisz, co się dzieje z Kościołem Twojego Syna! Uratuj go. Pomóż mi, pomóż…”. Jak wspominała Maria Okońska: „…wiedziałam, że Ksiądz Prymas znalazł ratunek dla udręczonego Kościoła w Polsce i dla Narodu. Czułam, że ten moment wyznacza jego prymasowskie drogi aż do końca życia”.

Zawierzenie stało się programem życia Prymasa Tysiąclecia, źródłem i natchnieniem wszystkich jego późniejszych działań duszpasterskich. Niektórzy twierdzili, że Ksiądz Prymas „roztrzaska się o tę ludową maryjność”, a on do końca życia nie wątpił o słuszności maryjnej drogi. „Mogłem pomylić się na różnych drogach, ale na pewno nie pomyliłem się na tej jednej, jedynej: Jasnogórskiej. […] Następcom nie zostawiam żadnego programu, ale jeżeli jaki program – to Ona”.

Wkrótce po akcie zawierzenia aresztowano Prymasa. W czasie jego odosobnienia przypadała okrągła rocznica 300-lecia obrony Jasnej Góry i złożenia przez króla Jana Kazimierza ślubów królewskich. Ksiądz kardynał zdał sobie sprawę, że przed trzystu laty król z ówczesnym Prymasem zastanawiali się nad tym, jak uwolnić Naród z podwójnej niewoli: najazdu obcych sił i niedoli społecznej… Dostrzegł analogię sytuacji. Uznał, że trzeba na nowo zawierzyć Maryi i złożyć odnowione śluby, wtedy Polska zostanie uratowana.

W ostatnim miejscu odosobnienia Prymasa, w Komańczy, warunki izolacji zelżały. Mogli go odwiedzać najbliżsi. Wtedy to dzięki Marii Okońskiej i Janinie Michalskiej ksiądz kardynał napisał tekst odnowionych ślubów. W liście do generała paulinów prosił, aby odczytał je ks. bp Michał Klepacz. Gdyby nie mógł, niech to zrobi inny biskup, a jeśli żaden biskup nie będzie mógł ich odczytać – niech to uczyni ojciec generał. A gdyby wszyscy ojcowie paulini i inni księża zostali „przeszkodzeni” – niech przeczyta „kuchcik jasnogórski – byleby tylko śluby zostały złożone”. Ksiądz Prymas wiedział, że ludzie mogą się bać, nie móc, ale wierzył, że „jeśli Matka Boża usłyszy tę wielką miłość do siebie – nie będzie milczała”. Oddając tekst ślubów Janinie Michalskiej, powiedział, aby najpierw, zanim przekaże go ojcu generałowi, pokłoniła się w jego imieniu Pani Jasnogórskiej: „Jak wejdziesz na Jasną Górę, nie rozmawiaj z nikim, pochyl się, ucałuj proch pielgrzymi w kaplicy […]”.

Naród przed swoją Królową

Treść ślubów wstrząsnęła ówczesnym przeorem o. Jerzym Tomzińskim. Dotykała najważniejszych spraw życia małżeńskiego, rodzinnego, społecznego, narodowego. Przekazując śluby, Prymas złożył niejako dobrowolną ofiarę z odzyskania wolności. „Po tym, to już mnie na pewno nie wypuszczą…” Ale nie zważał na siebie. Jeszcze przed aresztowaniem powiedział, że „wszystko zawierzył Maryi, a purpura biskupia powinna przypominać temu, który ją nosi, że w razie konieczności winien przelać swoją krew za Chrystusa”. W czasie uwięzienia modlił się: „Jeśli Ci to potrzebne, zabij mnie, byleby tylko Kościół w Polsce i Naród był wolny, żył i pracował dla Twojej Chwały”.

Niektórzy wierzyli, że Prymas odzyska wolność i osobiście poprowadzi uroczystości na Jasnej Górze. Tak się jednak nie stało. Ale i z tego Prymas uczynił ofiarę: „Czułem, że wielką chwałę Królowej Polski ktoś musi okupić. Że za nowy Jej triumf wśród ludu wierzącego trzeba wiele zapłacić. Że duchowe odrodzenie Narodu, podjęte w Jej Imię na progu Tysiąclecia musi bardzo kosztować…”.

Ksiądz Prymas złożył śluby dziesięć minut wcześniej, niż składano je na Jasnej Górze, był szczęśliwy. Maria Okońska wspominała: „Jeszcze nigdy Ojca takiego nie widziałam. Spytałam go: – Ojcze, co się z Ojcem dzieje? Prymas odpowiedział: – Marysiu, śluby złożone, śluby złożone!… – Potem dodał – […] jakiś ogromny ciężar, który gniótł mnie przez kilka ostatnich lat, spadł mi z ramion i z serca. Jestem wyzwolony!”. A gdy do Komańczy przyszła informacja o przebiegu uroczystości, o rzeszach pielgrzymów, Prymas powiedział: „Ten lud zaświadczył, że Królowa Polski jest najbardziej popularną postacią w życiu Narodu. […] Oddziaływania Jasnej Góry na życie Narodu nie da się sprowadzić do płytkiej dewocji. […] Jasna Góra jest wewnętrznym spoidłem życia polskiego, jest siłą, która chwyta głęboko za serce i trzyma cały Naród w pokorze i mocnej postawie wierności Bogu, Kościołowi i jego hierarchii. Pamiętaj, Marysiu, że w Jej imię można się zwrócić do Narodu z każdą sprawą Bożą i prosić o wszystko, Naród nie odmówi, jeśli prośba będzie skierowana w Jej imię. Na to Imię otwiera się w Polsce każde serce…”.

Dwa miesiące później Prymas odzyskał wolność. Znów stał się głosem Kościoła, najwyższego autorytetu. Na Miodową przyjechał z wielką wizją duszpasterską. „Te Śluby muszą dotrzeć do każdego Polaka. […] Nie o to chodzi, żeby urządzić wielką uroczystość… Obietnice: ’królowo Polski przyrzekamy’ – muszą zostać wcielone w życie. […] Naród musi się wewnętrznie przemienić, żeby mógł się piąć wzwyż. Nie chcemy pełzać po ziemi…”.

Jednocześnie zależało Prymasowi, aby „cały Naród nawiedził swoją Królową”. Wiedząc, że nie jest to wykonalne, postanowił: „Poprosimy Matkę Bożą, aby niejako zeszła ze swojego Jasnogórskiego Tronu i odwiedziła wszystkie swoje dzieci tam, gdzie żyją, w ich parafiach…”. Ktoś stwierdził, że jeśli Maryja w swoim wizerunku ruszy w Polskę, to komunizm padnie. Maryja w wiernej kopii wyruszyła z Jasnej Góry z „rewizytą” do każdej parafii w Polsce.

Prymas uczynił treść Ślubów Jasnogórskich wielkim programem moralno-społecznej odnowy Polaków, przedmiotem dziewięcioletnich rekolekcji narodowych (tzw. Wielkiej Nowenny) przygotowujących do obchodów 1000-lecia Chrztu Polski. Ludzie różnych stanów i zawodów masowo przyjeżdżali na Jasną Górę. Każda grupa związana z danym przyrzeczeniem oddawała się Matce Bożej.

Zwycięstwo przyszło

Wielka Nowenna na rocznicę 1000-lecia Chrztu Polski zakończyła się uroczystym ślubowaniem Polaków i oddaniem się w niewolę miłości Maryi, Matki Kościoła, za wolność Kościoła w Polsce i świecie. Papież Paweł VI chciał przewodniczyć tym uroczystościom. Zamierzał podarować Pani Jasnogórskiej złotą różę papieską, ale komunistyczne władze nie wpuściły go do Polski. Legatem papieskim na tę uroczystość został Prymas. Oddanie w niewolę Maryi zostało złożone. Jego zewnętrznym wyrazem były dwa dokumenty Milenijnego Aktu Oddania Polski, podpisane przez biskupów. Jeden w srebrnej tubie umieszczono przy Obrazie Jasnogórskim, a drugi przekazano Pawłowi VI. Papież uznał ten akt obok chrztu Mieszka I za najwyższej rangi w życiu Narodu Polskiego. Napisał do Prymasa, Episkopatu i Narodu Polskiego w specjalnym breve, że żaden naród w świecie chrześcijańskim nie dokonał tego, czego Polacy dokonali w czasie Millennium 3 maja 1966 roku. Ocenił to jako akt najwyższej wiary, który swoim oddziaływaniem obejmuje cały Kościół powszechny. Dlatego złożył go przy grobie św. Piotra. „Zaprawdę, nie mogliście wspanialej uczcić tysięcznej rocznicy owego dnia, kiedy to Polska przyjęła skarby religii chrześcijańskiej i poddała się pod najsłodsze jarzmo Chrystusa i Jego Matki […]. Bądźcie pewni, że w ten sposób katolicka Polska zostaje związana ze Stolicą Apostolską jeszcze ściślejszym węzłem i coraz głębiej zapada w serce tego, który będąc Następcą św. Piotra, zapragnął być razem z wami, aby wziąć osobiście udział w owych uroczystościach […]”.

Komunistyczna władza z lękiem analizowała skutki maryjnego duszpasterstwa księdza Prymasa. Gdy Kościół w Czechach czy na Węgrzech niszczał (skutecznie rozkładany) – w Polsce kwitł. Powołano więc przy IV Departamencie MBP ds. Walki z Kościołem specjalną komórkę operacyjną do rozpracowywania maryjności Księdza Prymasa. Prowadzono walkę z kultem maryjnym głoszonym przez Prymasa. Rozpisano konkurs wśród pracowników MBP na paszkwile antymaryjne.

Dziś mija 35. rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia. Patrząc z perspektywy czasu, nie sposób nie zauważyć, że jednym z owoców jego zawierzenia był Jan Paweł II – Papież Zawierzenia. Można powiedzieć, że Prymas Tysiąclecia stał się Janem Chrzcicielem pontyfikatu Jana Pawła II. Historia zatoczyła krąg. Paweł VI nie mógł ofiarować Pani Jasnogórskiej swojej papieskiej złotej róży, ale zrobił to jego następca Jan Paweł II – syn polskiej ziemi.

Podczas pierwszej audiencji papieskiej Prymas Tysiąclecia wyznał (zwracając się do ks. kard. Augusta Hlonda): „Meldujemy Tobie, radosny Przyjacielu z Ojczyzny Niebieskiej, trwający dzisiaj na kolanach przed Świętą Bożą Rodzicielką: ’Zwycięstwo’, które ukazałeś, krzepiąc nas na duchu – przyszło!”. Jan Paweł II zaś wyjaśnił, że jego pontyfikat jest owocem wiary i zawierzenia Prymasa Tysiąclecia – „nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem; jego heroicznej miłości i zawierzenia bez reszty Matce Kościoła; owocem Jasnej Góry i całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie, który związany jest Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”.

Umierającego Prymasa Tysiąclecia nawiedziła Matka Boża w kopii Jasnogórskiego Obrazu, a on słabnącym głosem wyśpiewywał Jej chwałę pieśnią „Chwalcie łąki umajone”…

W rocznicę śmierci Prymasa Tysiąclecia oraz w 1050-lecie Chrztu Polski warto zapytać, co w nas zostało ze spuścizny Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego, z jego duchowo-moralnej konstytucji – Jasnogórskich Ślubów Narodu. Co w nas zostało z jego zawierzenia, umiłowania Ojczyzny, szacunku do życia i drugiego człowieka i tej wywalczonej przestrzeni wolności, abyśmy mogli piąć się wzwyż, a nie pełzać po ziemi?

Piotr Kordyasz

Nasz Dziennik

drukuj