fot. PAP/Abaca

Ks. kard. Philipe Barbarin: Fałszywe oskarżenia przeciwko mnie są atakiem na Kościół

Chociaż zostałem uniewinniony z faktów, które wydarzyły się na długo przed moim przyjazdem do Lyonu, to moje nazwisko pozostanie powiązane ze skandalem pedofilii księży. Może jest to cena, jaką płacę za zwycięstwo Manif pour Tous [ruch społeczny we Francji działający na rzecz obrony rodziny i jej praw-red.]? Parlament jednak nie ma prawa zmieniać naturalnego porządku. Udało mi się podnieść dzięki modlitwom wielu przyjaciół – mówi ks. kard. Philipe Barbarin, były arcybiskup Lyonu, a dziś kapelan Małych Sióstr Ubogich w jednej z francuskich diecezji. W rozmowie z portalem „La Nuova Bussola Quotidiana” przedstawia swoją medialno–sądową drogę krzyżową.

W kwietniu ubiegłego roku, co zostało przykryte całkowitym milczeniem, francuski Sąd Kasacyjny odrzucił apelację od wyroku Sądu Apelacyjnego, który w styczniu 2020 roku uniewinnił ks. kard. Philippe’a Barbarina od zarzutu ukrywania faktów wykorzystywania seksualnego nieletnich przez byłego księdza Bernarda Preynata w latach 1971-1991. Były arcybiskup – który przybył do Lyonu dopiero w 2002 roku – wyszedł z rozprawy z podniesioną głową. Sytuacja ta jednak mocno go doświadczyła. Zapoczątkowała ona we Francji bezprecedensową kampanię medialną. Po rezygnacji z kierowania archidiecezją, ks. kard. Barbarin jest dziś prostym kapelanem w domu generalnym sióstr w Saint-Pern. Jego cierpienie jako człowieka niesłusznie oskarżonego i bliskość z cierpieniem ofiar Preynatu zostało opowiedziane w książce „En mon âme et conscience” (W mojej duszy i w sumieniu), wydanej dwa lata temu we Francji.

Po jej publikacji powrócił do milczenia, poświęcając się kapłańskiej opiece nad siostrami z Saint-Pern, nad starszymi, ubogimi i seminarzystami. Niedawno we Włoszech ponownie usłyszeliśmy o ks. kard. Barbarin i o sprawie Preynata, po tym, jak ogólnokrajowa gazeta opublikowała list wysłany do niego przez ówczesnego sekretarza Kongregacji Nauki Wiary, aktualnie ks. kardynała prefekta Luisa Ladarię Ferrera. Francuski wymiar sprawiedliwości ostatecznie przyznał dwoma wyrokami, że ks. kard. Barbarin w żaden sposób nie próbował ukryć zbrodni księdza-pedofila. Ksiądz kardynał zgodził się porozmawiać z portalem „La Nuova Bussola Quotidiana”, aby przedstawić swoją medialno – sądową drogę krzyżową.

Red. Nico Spuntoni: Na ile zaangażowanie Księdza Kardynała w działalność Manif pour tous mogło mieć wpływ na medialny lincz, którego Ksiądz stał się ofiarą? Czy była to cena, jaką Ksiądz Kardynał musiał zapłacić za to zwycięstwo?

Ks. kard. Philipe Barbarin: Wiele już o tym powiedziano, ale kto to udowodni? W niektórych artykułach dotyczących mojej osoby odwoływano się do tego mojego zaangażowania. Przede wszystkim chciałbym wyjaśnić, że przyjaźnię się z wieloma osobami homoseksualnymi; wielu z nich zgodziłoby się zeznawać. Jezus prosi mnie, tak jak wszystkich swoich uczniów, abym kochał i służył każdemu, kogo stawia na mojej drodze, bez osądzania kogokolwiek. Ale jeśli pierwsza księga Biblii mówi, że „człowiek opuści ojca i matkę, a połączy się z żona i będą jednym ciałem”, to nie rozumiem, dlaczego parlament nagle miałby prawo zmienić znaczenie słowa słowo „małżeństwo”. Powiedziałem, tak jak inni, że gdybyśmy naruszyli tę twierdzę jaką jest małżeństwo, zachwiałoby to całym społeczeństwem. Ktoś wyśmiał to moje stwierdzenie, nazywając je „alarmistycznym”. I oto niecałe dziesięć lat później widzimy, że orzeczenia sądowe normalizują sytuacje tzw. „wielo-rodzicielstwa” i że u naszych drzwi staje problem macierzyństwa zastępczego (surogatki – przyp. tłum.). Wychodzę z założenia, że skoro żyjemy w demokracji, to mamy prawo wyrazić zgodę lub sprzeciw wobec projektu ustawy, jak również wobec obowiązującej już ustawy. Nieraz bywa, że sami deputowani chcą zmienić jakąś ustawę, choćby niedawno zatwierdzoną. Tak dzieje się obecnie w Zgromadzeniu Narodowym wobec ustawę o eutanazji, która zaledwie piętnaście lat temu została jednogłośnie uchwalona przez francuski parlament, a którą wielu posłów chce teraz zmienić.

Czy kiedykolwiek Ksiądz Kardynał odniósł wrażenie, że na ławie oskarżonych zasiada raczej Kościół niż ks. kard. Barbarin?

Od samego początku Kościół był sadzany na ławie oskarżonych. Gdy w 64 r. wybuchł wielki pożar Rzymu, a było to krótko po pojawieniu się w mieście chrześcijan, wówczas Neron  ich za to obwinił i kazał im za to zapłacić. Chociaż nie wszystkie oskarżenia są niesprawiedliwe i kłamliwe. Świadczą o tym niestety prowadzone ostatnio prace nad przestępstwami pedofilii popełnionymi przez księży i świeckich, zarówno w Kościele jak i w innych sferach społeczeństwa. Czas kiedy to ja zasiadałem na ławie oskarżonych jest tylko epizodem, który nie zawróci Kościoła z drogi oczyszczania i reformy którą podąża. To co najważniejsze w tej drodze, jest jeszcze przed nami. To właśnie wyznajemy w Credo: po wielokrotnie powtarzanym „wierzę”, na końcu wypowiadamy wspaniałe „oczekuję”. Tak, powstanie z martwych i życie w przyszłym świecie, w tym tkwi cała nasza nadzieja.

W książce Ksiądz Kardynał napisał, że na ulicy lub na dworcu słyszał jak był nazywany „pedofilem”. Jak udało się Księdzu to wszystko znieść? Czy mimo uniewinnienia nadal takie sytuacje maja miejsce?

W lutym 2016 roku, na początku tej medialnej burzy, w mojej modlitwie zadomowiło się ostatnie Błogosławieństwo: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie.” (Mt 5, 11-12). Jak również to, co pisze św. Paweł: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie” (1 Tes 5, 16-18). Oczywiście nie zawsze było łatwo! Tak naprawdę myślę, że to dzięki modlitwom tak wielu przyjaciół mogłem powstać i nadal wykonywać swoje obowiązki. Trzeba też powiedzieć, że wiele razy zatrzymywali mnie na ulicy ludzie, którzy mnie rozpoznawali, tak w Lyonie, jak i w Paryżu, i mówili: „Modlimy się za Ciebie, każdego dnia. Możesz na nas liczyć!”. Dzisiaj wszystko się uspokoiło, ale wielu pamięta tylko wyrok skazujący mnie przez sąd pierwszej instancji niż uniewinnienie, jakie później otrzymałem. Nawet jeśli Sąd Najwyższy potwierdził orzeczenie Sądu Apelacyjnego, o którym media lewie wspomniały, to moje nazwisko pozostanie już związane ze skandalem pedofilii księży, który w istocie jest czymś hańbiącym! Ludzie błędnie sądzą, iż podczas pełnienia posługi biskupiej, kryłem akty pedofilskie. Niewielu wie, że były to czyny dokonane dwadzieścia lat przed moim przybyciem i cała sytuacja była zarządzana przez tych, którzy kierowali diecezją trzy kadencje przede mną!

Czy to prawda, że, jak Ksiądz Kardynał pisze w książce, po pożarze katedry Notre-Dame nastroje wobec Kościoła we francuskim społeczeństwie uległy zmianie? Od obelg, których Ksiądz doświadczył na sobie za skandal z pedofilią, nastąpiło przejście do słów współczucia.

Kilku księży, głównie z Paryża, powiedziało mi, że byli publicznie obrażani i wyśmiewani na ulicy gdy tak głośno było o tych przypadkach pedofilii i jeszcze długo potem. Ale ton zmienił się po szoku jaki wywołał pożar Notre-Dame. Wtedy działo się coś odwrotnego: ci, którzy rozpoznali księdza na ulicy, często zatrzymywali się, by wyrazić swoje współczucie, wewnętrzną ranę, jaką sprawiło im to niesamowite wydarzenie: płomienie, upadek iglicy, zagrożenie dla Wieży Północnej, ogromne ryzyko podejmowane przez straż pożarną! Cały świat drżał i wibrował wobec tego widowiska i nikt nie zapomniał tamtego wieczoru Wielkiego Poniedziałku 2019 roku. I myślałem, że objawiło się w nim niesamowita prawda słów Maryi, które śpiewamy wieczorem podczas nieszporów w Magnificat: „Błogosławić mnie będę wszystkie pokolenia”! Społeczeństwo francuskie, poruszone w sercu, nagle przypomniało sobie o swoich chrześcijańskich korzeniach i o swojej nadziei.

Dochód z książki Ksiądz Kardynał postanowił przekazać ofiarom księży pedofilów i wyznał Ksiądz, że oni mają pierwsze miejsce w codziennej modlitwie Księdza Kardynała. Czy osobiście poznał Ksiądz którąś z ofiar Preynat?

Przez długi czas, ilekroć musiałem podpisać umowę z wydawcą, prawa autorskie trafiały bezpośrednio do diecezji Lyon. Kiedy więc pojawiła się prośba stowarzyszeń ofiar o moją książkę „En mon âme et conscience”, to nie ja musiałam decydować. To diecezja Lyon, za którą nie byłem już odpowiedzialny, zdecydowała, że te pieniądze trafią do ofiar. Mi również wydało się to dobrym krokiem. Co do modlitwy porannej, tak, na odwrocie kartki przedstawiającej Chrystusa na krzyżu napisałem imiona ofiar, które postawiły mnie przed sądem i wielu innych, którzy się zgłosili lub z którymi później się spotkałem. Z biegiem lat lepiej zrozumieliśmy, że te przestępstwa powodują ranę nie dającą się z niczym porównać, która – jak twierdzą niektórzy –  na da się zagoić. Cieszę się, że Kościół w wielu krajach wkracza na drogę zadośćuczynienia. To jest sprawiedliwość. W każdym razie musimy modlić się do Pana, aby uzdrowił wszystko, co może i wszystko, co musi zostać uzdrowione w każdej z ofiar.

Kilka miesięcy temu w Asyżu papież Franciszek podziękował publicznie Księdzu Kardynałowi za to, że „z godnością przeżył doświadczenie opuszczenia i nieufności”. Był Ksiądz wyraźnie poruszony. Czy kiedykolwiek czuł się opuszczony przez Kościół?

Okres, jaki przeszedłem, zweryfikował wiele moich relacji: niektóre przyjaźnie się utrwaliły, inne zakończyły. Taki sprawdzian wydobywa sprawy na jaw. Ale Kościół jest moją Matką i moją rodziną i nigdy nie czułem, , że mnie opuścił. Kilku biskupów przybyło specjalnie do Lyonu, aby okazać mi braterskie wsparcie. Co do papieża Franciszka, od którego otrzymałem swoją misję (biskupiej posługi w Lyonie – przyp. tłum.), jestem mu bardzo wdzięczny za nieustanne zaufanie, pomimo okropności, jakie o mnie mówiono. We wspominanym spotkaniu w Asyżu, zorganizowanym przez stowarzyszenie „Fratello”, wzięło udział 500-600 ubogich z całej Europy. Byliśmy także w kontakcie z ponad 20 000 innych, do których Papież skierował specjalne przesłanie. Prosiliśmy o to dużo wcześniej. Spotkanie Franciszka w mieście świętego Franciszka z ubogimi z wielu krajów było naprawdę pięknym świadectwem! I musiało to odbyć się w bliskości czasowej do „Światowego Dnia Ubogich”. Papież prosi, aby każdy biskup był w tym dniu w swojej diecezji i przyjmował ubogich, modlił się z nimi i aby spożył z nimi posiłek. Tak więc, ponieważ w niedzielę chciał być w Rzymie, zgodził się być z nimi w Asyżu w piątek rano. Chciał publicznie podziękować Etienne Villemain, który był organizatorem Dnia Ubogich, ogłoszonego przez Franciszka na zakończenie „Roku Miłosierdzia”. Potem powiedział o mnie słowo, ponieważ dostrzegł mnie przed wejściem Bazyliki Matki Bożej Anielskiej, ale widać było, że nie było to planowane! Oczywiście, że mnie to wzruszyło a nawet wprawiło w zakłopotanie. Pod koniec spotkania poszedłem aby mu podziękować.

W wieku 71 lat, pomimo bycia kardynałem, jest dziś Eminencja prostym kapelanem. Jak zmieniło się życie Księdza Kardynała w porównaniu do czasów, gdy był arcybiskupem Lyonu?

Dziś jestem kapelanem w Domu Macierzystym Małych Sióstr Ubogich w Saint Pern, między Rennes a Saint-Malo. Siostry te mają charyzmat posługiwania najbiedniejszym pośród osób starszych, a każdy z ich ośrodków nosi nazwę Ma Maison (Mój dom – przyp. tłum). Dla mnie czymś najważniejszym było znalezienie posługi prawdziwie kapłańskiej, prostej i takiej, którą zdołałbym pełnić. Miałem czas, żeby się nad tym zastanowić i dokonałem wyboru, bo dostawałem różne propozycje. Prowadzę również wykłady w Seminarium Saint-Yves w Rennes i często jestem proszony o wygłaszanie rekolekcji dla różnych grup seminarzystów, zakonnic, świeckich i księży. Oczywiście jest to zupełnie inne życie i misja niż ta, którą pełniłem w Lyonie. Ale podoba mi się to, że jest to posługa prawdziwie kapłańska, z jej radościami i wyzwaniami. Zostałem przyjęty w tej diecezji jako brat i jestem bardzo wdzięczny biskupowi d’Ornellas, który mi to umożliwił. Jak mówi św. Ignacy, musimy kochać Boga tak w zdrowiu jak i w chorobie, tak w bogactwie jak i w ubóstwie. Ważne jest, aby „wybierać” jego wolę każdego dnia. Wczoraj byłem arcybiskupem Lyonu, dziś jestem kapelanem sióstr zakonnych, księdzem, chrześcijaninem, który postępuje tak, jak jest proszony na drodze do Królestwa.

 

tłum. o. Witold Hetnar CSsR

radiomaryja.pl

drukuj