fot. abpgadecki.pl

Ks. abp Gądecki: Świętość to uśmiech życzliwości dla sąsiada

Ks. abp Stanisław Gądecki w homilii 1 listopada wskazywał na to, że świętość to miłość ujawniająca się w rzeczach małych. – „To matka i ojciec z miłością pochyleni nad dzieckiem. To codzienna praca w kuchni. To uśmiech życzliwości dla sąsiada. To dobroć w szkole i w biurze. Święci nie muszą mieć studiów, nie muszą robić kariery, nie muszą posiadać wielkich talentów, ale jedno muszą posiąść w stopniu doskonałym – kulturę codziennego życia” – mówił Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Pełny tekst homilii:

Ks. abp Stanisław Gądecki

Uroczystość Wszystkich Świętych (Poznań, cmentarz na ul. Bluszczowej – 1.11.2015).

Homilia

Pierwszego dnia listopada obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych. Dzień ten – podobnie jak każda uroczystość w Kościele – ma charakter radosny. Dziś bowiem czcimy tych wszystkich, którzy osiągnęli już wieczne szczęście w niebie. Dziękujemy Bogu za ich życie na ziemi i przykład, jaki nam zostawili. Za orędownictwo za nami przed Bożym tronem. Wspominamy nie tylko oficjalnie beatyfikowanych i kanonizowanych, ale także wszystkich anonimowych wiernych zmarłych, którzy nie zostali kanonizowani, a mimo to oglądają Boga „twarzą w twarz”. Tylko Bóg bowiem jest w stanie dojrzeć świętość tam, gdzie człowiek nawet nie podejrzewa jej istnienia.

Jutro natomiast będziemy obchodzić Wspomnienie Wiernych Zmarłych. W tajemnicy tych dwóch dni Kościół wspomina wszystkie swoje zmarłe dzieci, tak te, które osiągnęły już niebo, jak i te, które go jeszcze nie osiągnęły. Dlatego teraz chciałbym powiedzieć kilka słów o dwóch sprawach; o Kościele w niebie i Kościele na ziemi.

KOŚCIÓŁ W NIEBIE  

Najpierw Kościół w niebie: „ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka” (Ap 7,9-10).

a. Święci nie zostali zbawieni przez swoje czyny – chociaż dokonali wiele dobrych czynów – ale zostali zbawieni przez Chrystusa: „Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka (Ap 7,10). To On nas zbawia, to On pod koniec naszego życia zaprowadzi nas za rękę – właśnie do tego nieba – gdzie są nasi przodkowie. Jeden ze Starców Apokalipsy pyta: „Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?” (Ap 7,13). Odpowiedź brzmi: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (w.14). Do nieba możemy wejść tylko dzięki krwi Baranka, dzięki Krwi Chrystusa. To krew Chrystusa nas usprawiedliwia, otwierając nam bramy nieba.

W każdym i każdej ze świętych uobecnił się – dzięki Jego Duchowi – Chrystus. To zjednoczenie z Chrystusem przemieniło – mocą miłości – ich osobowość i nadało jej już tutaj, na ziemi wymiar wieczny. Przykładem takiego zjednoczenia było życie małżonków Marii Zelii Martin i jej męża Ludwika, którzy zostali ostatnio kanonizowani  podczas trwającego synodu biskupów na temat rodziny (18.10.2015).

Święci różnymi i niepowtarzalnymi drogami zmierzali do Boga. W ich gronie są tacy, którzy przez całe życie pielęgnowali chrzcielną czystość sumienia, ale i tacy, którzy najpierw błądzili. Ludzi o trudnych charakterach, którzy wiele zła wyrządzili swoim bliźnim, lecz potem się nawrócili. Są biedni i bogaci; żonaci i nieżonaci; uczeni i analfabeci; znani światu, i tych, o których istnieniu nikt nie wiedział.

Oni są żywymi świadkami obecności Boga pośród swego ludu. Są apelem, wezwaniem Boga skierowanym do świata, aby się nawrócił i wierzył. Przez nich przemawia do nas sam Bóg (por. Lumen gentium, 50). Oni ukazują, czym jest naprawdę Kościół w swej najgłębszej istocie; aby zrozumieć głębię duchową Kościoła, musimy przyjrzeć się świętym. Oni są oni żywą apologią chrześcijaństwa. Bez ich trwałego świadectwa nauczanie Kościoła mogłoby zostać odebrane jako czysto ludzka ideologia, gdy tymczasem jest ono życiem na miarę przykładu, jaki dał nam Chrystus (por. J 14, 6).

b. Święci osiągnęli niebo. Co to znaczy? W języku biblijnym „niebo” to synonim pełni życia w Bogu. Katechizm powie: „Życie błogosławionych polega na posiadaniu w pełni owoców odkupienia dokonanego przez Chrystusa, który włącza do swej niebieskiej chwały tych, którzy uwierzyli w Niego i pozostali wierni Jego woli. Niebo jest szczęśliwą wspólnotą tych wszystkich, którzy są doskonale zjednoczeni z Chrystusem” (KKK, 1026).

Niebo jest stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia (KKK, 1024) w wieczności, która nie jest „ciągiem następujących po sobie dni kalendarzowych, ale czymś, co przypomina moment ostatecznego zaspokojenia, w którym pełnia obejmuje nas, a my obejmujemy pełnię” bytu, prawdy i miłości (Spe salvi, 12). Niebo nie jest ani abstrakcją, ani fizycznym miejscem pośród obłoków, lecz żywą i osobistą więzią z Trójcą Świętą; jest to spotkanie z Ojcem, które się urzeczywistnia w Chrystusie Zmartwychwstałym, dzięki komunii Ducha Świętego.

c. Gdy usiłujemy wyobrazić sobie ten tłum, ogarnia nas podziw i pragnienie uczczenia tych osób. Ślady tego rodzaju czci możemy dostrzec w Nowym Testamencie. Pochwały, jakie przekazuje tam Chrzcicielowi Pan Jezus (Mt 11,7-11), cześć, z jaką św. Paweł wyraża się o Abrahamie (Rz 4,18-22) i Melchizedeku (Hbr 5,6; 7,1-4), podziw dla bohaterskiej śmierci św. Szczepana (Dz 6-7) – to wszystko są wyrazy wiary pierwotnego Kościoła nie tylko w to, że osoby te są zbawione i cieszą się niebem, ale również w to, że mają one szczególną moc wspierania swoich braci na ziemi.

Inaczej mówiąc, dziękujemy za życie tych, którzy prawdziwie wypełnili powołanie do jakiego został wezwany każdy i każda z nas: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,2). Pamiętajcie o wszystkich moich przykazaniach, pełnijcie je i „tak będziecie świętymi wobec swojego Boga” (por. Lb 15,40).

KOŚCIÓŁ NA ZIEMI

Dzień dzisiejszy i jutrzejszy – uroczystość Wszystkich Świętych i Wspomnienie Wiernych Zmarłych – dają nam wyjątkową sposobność do zastanowienia się nad śmiercią i życiem wiecznym.

a. Co wiemy o śmierci, poza tym, że jest konieczna? Szczerze mówiąc, niewiele. Wiemy, że jest całkowicie osobista i nieprzekazywalna. Nie można umrzeć za kogoś innego; nikt z ludzi swoją śmiercią nie uwolni od niej w sposób ostateczny drugiego człowieka. Ojciec Maksymilian Kolbe, który z własnej woli zastąpił prowadzonego na śmierć współwięźnia, uwolnił go jedynie od katów, ale nie od śmierci fizycznej. Swym heroicznym czynem darował mu dłuższe życie, ale przecież nie mu darował nieśmiertelności.

Wiemy że śmierć jest nie tylko nieuchronna, ale że nieustannie na nas czyha. A więc umieranie jest nie tylko sprawą ludzi chorych, czy starych. Od pierwszych chwil życia jesteśmy wystawieni na niebezpieczeństwo śmierci. Nikt nie jest tak młody, by nie mógł umrzeć, ani tak stary, by nie mógł przeżyć jeszcze jednego dnia. Nawet w najlepszym stanie zdrowia nie możemy czuć się wolni od pułapek śmierci. Nierzadko – w wypadkach, lub jako ofiary zbrodni – umierają ludzie cieszący się jak najlepszym zdrowiem. Jeśli się dobrze zastanowić, to od śmierci dzieli nas zawsze ten sam dystans. Zasadnicza różnica nie polega na opozycji „być zdrowym czy chorym, bezpiecznym czy zagrożonym”, ale na istnieniu lub nieistnieniu. Nie ma stanu pośredniego. Nie możemy czuć się „na wpół żywi”, bo jest to tylko figura retoryczna, gdyż póki trwa życie, wszystko da się naprawić, ale śmierć jest nieodwracalna. Choć czasami wydaje się nieprawdopodobna, zawsze jest możliwa. Konieczna, nieuchronna, nieprzekazywalna, samotna. Wszystko, co wiemy o śmierci, jest pewne, ale dzięki tej wiedzy nie staje się ona bardziej oswojona czy mniej nieprzenikniona. W gruncie rzeczy, pozostaje dla nas największą z tajemnic.

Według św. Grzegorza z Nazjanzu – śmierć chrześcijanina stanowi nieodłączną część drogi upodabniania się do Boga, która zniknie, gdy Bóg stanie się wszystkim we wszystkich: „Ten, kto stworzył każdą rzecz w mądrości, wydał to bolesne rozporządzenie jako narzędzie wyzwolenia ze złego i możliwość udziału w oczekiwanych dobrach” (De mortuis oratio, IX, 1).

b. A życie wieczne? Czy człowiek współczesny oczekuje jeszcze życia wiecznego czy też uważa, że należy ono do całkowicie przebrzmiałej mitologii? W naszych czasach, bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości, jesteśmy tak bardzo pochłonięci sprawami ziemskimi, że czasem trudno jest myśleć o Bogu jako o Panu dziejów i naszego własnego życia. Tymczasem istnienie człowieka, z samej swej natury, mierzy w coś większego, w coś, co je przerasta. W istocie ludzkiej istnieje nieprzeparte pragnienie sprawiedliwości, prawdy, pełnego szczęścia. Wobec tajemnicy śmierci, żywe jest w wielu ludziach pragnienie odnalezienia na drugim świecie swoich najbliższych. Równie silne jest przekonanie o sądzie ostatecznym, który wymierzy sprawiedliwość; oczekiwanie na ostateczną konfrontację, w której każdemu zostanie dane to, co mu się należy.

„Życie wieczne” dla nas, chrześcijan znaczy nie tylko życie, które trwa na zawsze, ile raczej nową jakość egzystencji, w pełni zanurzonej w miłość Boga, która wyzwala od zła i śmierci i pozwala nam bez końca obcować z wszystkimi braćmi i siostrami, uczestniczącymi w tej samej Miłości. Dlatego wieczność może być obecna już w centrum życia ziemskiego i doczesnego, gdy dusza – za sprawą łaski – połączona jest z Bogiem, jej ostatecznym fundamentem. Wszystko przemija, jedynie Bóg się nie zmienia. „Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca i moim działem na wieki” (Ps 72 [73], 26).

c. Dzień taki jak dzisiejszy i jutrzejszy zachęcają nas także do myślenia o nadziei. Tej nadziei, która nam towarzyszy przez całe życie. Którą od dawna symbolizuje kotwica zarzucona na brzegu Nieba. To bardzo piękny obraz; mieć serce zakotwiczone tam, gdzie są nasi przodkowie, gdzie są święci, gdzie jest Chrystus, gdzie jest Bóg. Nadzieja jest podobna do zaczynu, który poszerza naszą duszę. Potrzebujemy tego poszerzenia, ponieważ w życiu przychodzą chwile trudne, kiedy konieczna jest nadzieja dzięki której dusza idzie do przodu, spoglądając w kierunku nieba (por. papież Franciszek, Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych – 1.11.2013). Właśnie nadzieja niosąca życie jest zasadniczą treścią dzisiejszej uroczystości. Bez niej głoszone przez Pana Jezusa błogosławieństwa byłyby jedynie moralnymi zaleceniami lub mądrościowymi sentencjami – i tak właśnie są one przez wielu traktowane, jako piękne idee bez odniesienia do rzeczywistości.

d. W dzisiejszą uroczystość łatwiej też dostrzegamy, że nasza świętość nie polega często na wielkich rzeczach. Świętość bowiem to miłość ujawniająca się w rzeczach małych. To matka i ojciec z miłością pochyleni nad dzieckiem. To codzienna praca w kuchni. To uśmiech życzliwości dla sąsiada. To dobroć w szkole i w biurze. Święci nie muszą mieć studiów, nie muszą robić kariery, nie muszą posiadać wielkich talentów, ale jedno muszą posiąść w stopniu doskonałym — kulturę codziennego życia. To ona decyduje o wielkości człowieka. Kultura codziennego życia, kultura słowa, ubierania się, dyskusji i rozmowy, modlitwy. Świętość to boska kultura bycia, którą człowiek jest w stanie osiągnąć. Bo tylko człowiek o boskiej kulturze bycia, dobroci, miłości, życzliwości może zamieszkać w domu Ojca Niebieskiego. Bez tej kultury nikt nie osiąga szczęścia wiecznego. Nasze zadanie polega na tym, by promieniować kulturą, której oczekuje od nas Bóg (por. ks. Edward Staniek).

ZAKOŃCZENIE

Rozważajmy te sprawy z sercem skierowanym ku naszemu ostatecznemu przeznaczeniu, nadającemu sens naszym codziennym sprawom. Ożywiajmy radosne uczucie obcowania świętych i pozwólmy, by oni nas przyciągali ku celowi naszego istnienia: ku spotkaniu twarzą w twarz z Bogiem. Niech Maryja Panna, Królowa Wszystkich Świętych, pomaga nam w każdej chwili wybierać życie wieczne, życie w świecie zapoczątkowanym przez zmartwychwstanie Chrystusa.

abpgadecki.pl

drukuj