fot. twitter.com/lormiak

Kpt. Ł. J. Warmijak w „Naszym Dzienniku”: Dziękuję za modlitwę tysiącom ludzi w imieniu nas, przebywających na statkach różnych bander na całym świecie

Bardzo pokrzepiające jest to, że ludzie chcą drugiemu pomóc, jak tylko mogą, a modlitwa ma ogromną moc. Dziękuję za nią tysiącom ludzi w imieniu nas, przebywających na statkach różnych bander na całym świecie. Zatoka Perska, gdzie pływam obecnie, patrząc przez pryzmat ataków pirackich czy działań wojennych, nie jest jedynym niebezpiecznym miejscem na morzu… Jest Afryka Zachodnia (Zatoka Gwinejska), rejony Somalii, Morze Południowochińskie… codziennie statki są atakowane, porywane, są ofiary śmiertelne – powiedział w rozmowie z red. Jackiem Sądejem z „Naszego Dziennika” kapitan żeglugi wielkiej Łukaszem Jerzym Warmijakiem.

***

Za pośrednictwem mediów społecznościowych zwrócił się Pan z prośbą o modlitwę o bezpieczeństwo marynarzy w rejonie Zatoki Perskiej. Z jakim odzewem spotkał się ten apel?

– Szczęść Boże! Niesamowity odzew! Zupełnie niespodziewany! Patrzę teraz na statystyki postu, które pokazują ponad 80 tysięcy wyświetleń i ponad 4 tysiące interakcji! A wysłałem prośbę, mając zaledwie 328 obserwujących moje skromne konto… Bardzo pokrzepiające jest to, że ludzie chcą drugiemu pomóc, jak tylko mogą, a modlitwa ma ogromną moc. Dziękuję za nią tysiącom ludzi w imieniu nas, przebywających na statkach różnych bander na całym świecie. Zatoka Perska, gdzie pływam obecnie, patrząc przez pryzmat ataków pirackich czy działań wojennych, nie jest jedynym niebezpiecznym miejscem na morzu… Jest Afryka Zachodnia (Zatoka Gwinejska), rejony Somalii, Morze Południowochińskie… codziennie statki są atakowane, porywane, są ofiary śmiertelne.

Informował Pan również o zamiarach wpłynięcia do cieśniny Ormuz na drodze do Emiratów. Jak wiemy, cieśnina Ormuz jest strategicznym miejscem dla przepływających tam amerykańskich okrętów wojennych. Jak obecnie wygląda sytuacja pod względem bezpieczeństwa w tym rejonie.

– Na morzu nie zauważyłem specjalnego ruchu okrętów wojennych. Warto zaznaczyć, że nie widać floty US Navy w portach, gdzie zazwyczaj amerykańskie okręty cumują. Oznacza to, moim zdaniem, rzeczywiście podwyższony stan gotowości. Zauważyłem też wzmożoną aktywność radiową irańskiej marynarki wojennej, która wywołuje pływające wzdłuż brzegów Iranu statki, wzywając je do identyfikacji. Jest to normalna procedura na całym świecie, ale teraz wyraźnie zwiększono częstotliwość wywoływań. Nasz statek został wywołany sześć razy w ciągu 24 godzin. Obserwuję też dość dużo wojskowych helikopterów patrolujących przestrzeń powietrzną nad Dubajem.

Cieśnina Ormuz jest miejscem, przez które przepływa wiele tankowców transportujących ropę naftową z Zatoki Perskiej. Czy rejon ten jest w szczególny sposób chroniony?

– Niczego takiego gołym okiem nie widać. Dozór na pewno prowadzony jest z powietrza i elektronicznie, kontrolowane są transakcje ropą.

Jakie nastroje towarzyszą marynarzom? Czy wyczuwa się większe napięcie?

– W obecnej dobie dostęp do informacji nawet na statku na morzu jest dość szeroki, mamy internet, co prawda dość ograniczony (wysoka cena za satelitarny przesył danych), ale pozwala śledzić sytuację na bieżąco, jest dostęp do mediów społecznościowych i poczty elektronicznej. W mojej załodze są ukraińscy oficerowie i filipińscy marynarze. Jestem jedynym Polakiem na statku. Jak się Państwo domyślacie, fakt zestrzelenia ukraińskiego pasażerskiego samolotu przez siły irańskie wzmógł stres u moich oficerów, a ostrzelanie rakietami baz w Iraku i groźba innych akcji odwetowych z obu stron konfliktu jest obecna w rozmowach wśród załogi. Z drugiej strony rutynowe zajęcia, duży nawał pracy i jednak względny spokój dookoła nie pozwalają na roztrząsanie spraw „światowych”. Na pewno moment powrotu do domu samolotem będzie jedną z takich stresujących sytuacji dla każdego z nas.

https://twitter.com/lormiak/status/1216252332293468160

Jak sobie Pan radzi ze stresem?

– Redukowanie stresu w moim przypadku to modlitwa i praca, to stare, sprawdzone od wieków „ora et labora”. Jako kapitan staram się też, aby załoga nie miała dodatkowych powodów do stresu. Zaopatrzenie kuchni jest na dość dobrym poziomie, kucharz gotuje smacznie. Przeżywaliśmy święta Bożego Narodzenia na morzu. Zorganizowaliśmy wieczerzę wigilijną, którą rozpoczęło czytanie Ewangelii o narodzeniu Pana Jezusa w języku tagalog (filipiński), po rosyjsku i angielsku. Zaangażowałem do tego starszego oficera i szefa kuchni. I pomodliliśmy się wspólnie „Modlitwą Pańską” i „Pozdrowieniem Anielskim”, każdy w swoim języku w intencji naszych najbliższych, innych marynarzy i nas samych. O bezpieczeństwo w domu i w pracy. Potem już była wieczerza i telefony do domu.

Przez kilka miesięcy będzie Pan poza domem. Jakie są Pana oczekiwania związane z pobytem na statku? Czego się można spodziewać w czasie spędzonym poza Ojczyzną?

– Oczekuję bezpiecznego, spokojnego pływania, dobrze wykorzystanego czasu wolnego: mam ze sobą serię konferencji o. Włodzimierza Zatorskiego z Tyńca o pokorze, o modlitwie, o duchowości benedyktyńskiej, która jest mi bardzo bliska. Statek to w sumie taki „świecki klasztor” – to znaczy, może być więzieniem, a może być też miejscem, gdzie spotkam Boga.

Na zakończenie, tym razem za sprawą „Naszego Dziennika” proszę Czytelników o modlitwę za marynarzy. Najbardziej o ich szczęśliwy powrót do domu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj