Klęska głodu w Sudanie Południowym

Organizacje humanitarne ostrzegają, że w ciągu najbliższych tygodni może zostać ogłoszona klęska głodu w Sudanie Południowym. Twierdzą, że na śmierć narażonych jest 4 mln ludzi, a 50 tys. dzieci może umrzeć w skutek niedożywienia jeszcze w tym roku.

Ksiądz Waldemar Cisło, dyrektor Sekcji Polskiej Organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie  zaznacza, że jest to efekt nieustającej wojny domowej i braku struktur państwa.

– Pamiętajmy, że wielu z tych ludzi wróciło do niczego. Tam nie było pól, bo nie było sensu uprawiać, cokolwiek się zasiało to przyszły wojska i spaliły. Zwierząt nie było sensu hodować, bo były kradzione, więc ludzie nie mieli niczego, dosłownie wrócili z niczym i teraz nastąpiła jeszcze wojna domowa. Problem polega na tym, że tam nie ma żadnych struktur, tam było bodajże  kilka kilometrów drogi asfaltowej w stolicy kraju, nawet nie ma wykształconej kadry, która by mogła prowadzić szpitale, prowadzić urzędy. Sytuacja bez wyjścia, nie wiadomo jak tym ludziom pomóc – powiedział ks. Waldemar Cisło.

Zdaniem Edmonda Muleta, zastępcy sekretarza generalnego ONZ do spraw operacji pokojowych, w Sudanie Południowym trwa obecnie największa operacja humanitarna na świecie. Jednak ze względu na brak możliwości i wystarczających funduszy, trudno jest zaspokoić ogromne potrzeby ludności.

Od grudnia 2013 roku, gdy w Sudanie Południowym wybuchł konflikt między armią rządową a żołnierzami lojalnymi wobec byłego wiceprezydenta kraju, zginęło już kilkadziesiąt tysięcy osób, a ponad 1,5 mln uciekło ze swoich domów.

Wojna domowa doprowadziła do zastoju przemysłu wydobywczego ropy naftowej, jedynej dziedziny gospodarki, która do tej pory dawała nadzieje na ekonomiczne usamodzielnienie się nowego państwa.

RIRM

drukuj