fot. flickr.com

KE prosi Bułgarię o zawieszenie budowy jej odcinka South Streamu

Komisja Europejska poprosiła władze w Sofii, by Bułgaria do czasu aż zapewni przestrzeganie prawa, zawiesiła budowę swego odcinka gazociągu South Stream, który omija Ukrainę. Poinformował o tym we wtorek rzecznik KE ds. konkurencji Antoine Colombani.

W poniedziałek KE uruchomiła procedurę o naruszenie unijnego prawa wobec Bułgarii. Ma to związek z wyborem inwestora bułgarskiego odcinka gazociągu South Stream. KE uważa, że Bułgaria złamała zasady wewnętrznego rynku unijnego dotyczące przyznawania zamówień publicznych.

– Naszą główną obawą jest to, że firmie South Stream Bułgaria, ustanowionej dla tego projektu, przyznano kontrakt na projekt, finansowanie, budowę i zarządzanie gazociągiem bez transparentnej, konkurencyjnej procedury, która jest oczekiwana w takim przypadku – wyjaśnił zastrzeżenia KE Colombani.

Dodał, że obawy KE budzi też zapis w umowie międzyrządowej Bułgarii i Rosji w sprawie South Streamu, pozwalający na preferencyjne traktowanie spółek rosyjskich i bułgarskich przy przyznawaniu kontraktów podwykonawcom przez South Stream Bułgaria. Ponadto ogłoszenia o przetargach w tej sprawie nie byłyby publikowane w oficjalnym dzienniku.

Bułgarskie władze odrzuciły zarzuty KE, zapewniając jednocześnie, że wymagania unijne są spełnione; ma to potwierdzić misja KE, która przybędzie do Sofii 13 czerwca. Jednocześnie podkreślono, że South Stream stał się „zakładnikiem konfliktu ukraińsko-rosyjskiego”.

Umowy międzyrządowe dotyczące gazociągu South Stream podpisało z Rosją sześć krajów UE: Bułgaria, Węgry, Grecja, Słowenia, Chorwacja i Austria. W grudniu 2013 roku KE zaleciła renegocjację tych porozumień, bo są one sprzeczne z trzecim pakietem energetycznym UE. Umowy te – w opinii KE – dają nadmierne prawa Gazpromowi, jak np. zarządzanie gazociągiem, wyłączny do niego dostęp, ustalanie taryf przesyłowych. Do rozmów z rosyjskim rządem w sprawie zmiany umów w imieniu tych sześciu krajów została upoważniona KE, ale rozmowy na politycznym szczeblu zostały zamrożone ze względu na działania Rosji na Ukrainie.

W ubiegłym tygodniu w Sofii podano oficjalne wyniki ogłoszonego w grudniu 2013 roku przetargu na budowę bułgarskiego odcinka South Streamu. Wygrało go konsorcjum rosyjskiego Strojtransgazu i pięciu bułgarskich spółek. Firma stojąca na czele konsorcjum, Strojtransgaz, należy do biznesmena Giennadija Timczenki, który został objęty sankcjami USA po aneksji Krymu przez Rosję.

Liczący 3600 km South Stream to wspólny projekt Gazpromu i włoskiej firmy ENI, który ma zapewnić dostawy rosyjskiego gazu do Europy Środkowej i Południowej z pominięciem Ukrainy. Przepustowość South Streamu ma wynieść 63 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Rura ma prowadzić z Rosji przez Morze Czarne do Bułgarii, a następnie do Serbii, na Węgry, do Austrii i Słowenii. Ma to być kolejny, po Nord Stream, rurociąg omijający Ukrainę. Bułgarski, lądowy odcinek South Streamu długości 540 km, ma mieć trzy stacje kompresorowe i jedno, 59-kilometrowe, odgałęzienie.

W niedzielę komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger uzależnił realizację planów budowy przez Gazprom gazociągu South Stream od postawy politycznej Rosji w kryzysie na Ukrainie.

PAP/RIRM

drukuj