fot. flickr.com

Kary do 3,5 roku więzienia za produkcję i handel dopalaczami we Wrocławiu

Na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 3,5 roku pozbawienia wolności skazano osoby zajmujące się produkcją i handlem dopalaczami we Wrocławiu. W ocenie prokuratury, ta grupa mogła wprowadzić do obrotu środki odurzające o wartości 6,7 mln zł.

Osiem osób oskarżonych o produkcję i handel dopalaczami usłyszało w poniedziałek wyroki przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu. Ich proces ruszył w lipcu 2018 roku, wcześniej zapadły już wyroki skazujące wobec innych członków tej zorganizowanej grupy przestępczej, która miała, w ocenie prokuratury, sprzedać w sumie około 225 tys. opakowań dopalaczy o łącznej wartości 6,7 mln zł.

Grupa handlarzy dopalaczami miała działać we Wrocławiu i jego okolicach od 2014 r. do czerwca 2017 r. Tworzyło ją – według prokuratury – kilkanaście osób.

Najsurowszy wyrok 3,5 roku więzienia usłyszał w poniedziałek jeden z szefów grupy Robert K., który musi jeszcze zapłacić 30 tys. zł grzywny – wnioskowali o zwolnienie ich z aresztu.

Na dwa lata więzienia skazany został Marcin Z., który wprowadził na rynek ponad 17 tys. saszetek z dopalaczami o wartości ponad 500 tys. zł. Musi zapłacić 10 tys. zł grzywny i orzeczono wobec niego przepadek 21 tys. zł, który uzyskał z handlu dopalaczami.

Piotr L. również usłyszał wyrok dwóch lat więzienia i 10 tys. zł grzywny, a Piotr K. karę 2,5 roku więzienia, 10 tys. zł grzywny oraz przepadek 32 tys. zł. Na półtora roku więzienia został skazany Łukasz K., na rok Łukasz G., a na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata Małgorzata K.

Rok więzienia, 30 tys. zł grzywny i przepadek 32 tys. zł to kara dla Radosława B., który wynajmował tej grupie lokal przy ul. Oleśnickiej we Wrocławiu, który był powszechnie znany jako miejsce handlu dopalaczami.

Grupa przestępcza miała – zdaniem prokuratury – produkować i wprowadzać do obrotu szkodliwą substancję o nazwie „Mały Turbo Pochłaniacz Wilgoci”. Handel nim miał się odbywać w kilku miejscach we Wrocławiu.

Według prokuratury, jedna saszetka tego narkotyku zawierała od kilkudziesięciu do nawet kilkuset miligramów substancji chemicznej o nazwie N-etyloheksedron. Jest ona zaliczana do grupy syntetycznych katynonów, substancji o silnym działaniu psychoaktywnym. Po jej zażyciu, działa podobnie jak kokaina czy ekstazy.

Jak podano, z doświadczenia klinicznego biegłego opiniującego w tej sprawie, a jednocześnie lekarza zespołu specjalistycznego pogotowia ratunkowego wynika, że osoby przyjmujące tzw. dopalacze coraz częściej zażywają pochodne katynonów.

„Po przyjęciu tych związków prezentują najczęściej dramatyczny obraz skrajnego pobudzenia z halucynacjami, agresją, zburzeniami koordynacji ruchowej, z szeregiem zaburzeń somatycznych takich jak: przełomy nadciśnieniowe, hipertermia, zaburzenia rytmu serca z bardzo szybką akcją serca” – ocenił biegły lekarz.

N-etyloheksedron stanowi substancję niebezpieczną dla życia lub zdrowia ludzi w rozumieniu art. 165 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego.

PAP

drukuj