fot. A.Kulesza/ Nasz Dziennik

Kanadyjski więzień sumienia

Z Garrym Breitkreuzem, posłem Izby Gmin Parlamentu Kanady, członkiem parlamentarnego zespołu pro-life, rozmawia Piotr Falkowski

Jak w tej chwili wygląda sytuacja Mary Wagner, działaczki pro-life, którą można uważać za więźnia sumienia?

– Jeśli chodzi o tę straszną sprawę, to Mary jest wciąż w więzieniu. Zaoferowano jej zwolnienie, jeśli wpłaci 10 tys. dolarów [kanadyjskich] kaucji. Odmówiła, ponieważ uznała, że jest to sposób, żeby jej zamknąć usta, gdyż cała sprawa zostałaby zawieszona. Poza tym gdyby zaakceptowała ten układ, a potem znowu modliła się przy klinice aborcyjnej, trafiłaby automatycznie do więzienia, a kaucja by przepadła. Wybrała inne rozwiązanie. Chce zmusić władze, żeby prowadziły tę niewygodną dla nich sprawę. Zamiast wyciszenia na niskim poziomie, chciałaby, żeby sprawa dotarła do Sądu Najwyższego. Zależy jej też na jak największym nagłośnieniu sprawy. Mogę powiedzieć, że ona poświęciła swoje życie i wolność dla ochrony nienarodzonych w naszym kraju poprzez zwrócenie na ten problem uwagi społeczeństwa i władz państwowych. Bardzo podziwiam jej odwagę.

Trudno zrozumieć, jak do czegoś takiego może dojść w wolnym, demokratycznym kraju. Przecież tu nie chodzi już tylko o aborcję, ale i o niekwestionowaną przez wszystkie siły polityczne wolność słowa.

– Mi też trudno jest to zrozumieć. Niedawno nasz parlament ogłosił 2 kwietnia Dniem Jana Pawła II. I jednocześnie jest sprawa Wagner, bardzo niewygodna dla rządu. Dlatego ten sam parlament uchwalił też ustawę, która zakazuje wszelkich akcji antyaborcyjnych w odległości 50 metrów od centrów aborcyjnych. Wlicza się w to nie tylko głośne wznoszenie haseł, wręczanie ulotek czy trzymanie plakatów, ale także głośną modlitwę, eksponowanie dewocjonaliów itp. Uważa się, że to narusza dobre samopoczucie kobiet korzystających z usług tych klinik. To czarna plama na naszym państwie.

Polacy żywo interesują się losem Mary Wagner. Jak jeszcze możemy ją wspierać?

– Chciałbym wyrazić wdzięczność Czytelnikom „Naszego Dziennika” za listy wysyłane do Ambasady Kanady w Warszawie. Zapewniam, że ma to wielkie znaczenie moralne i przyczynia się do zwycięstwa naszej wspólnej sprawy. Bardzo doceniamy wszelkie zainteresowanie sprawą Mary, wysoko oceniamy współpracę z polskimi politykami i obrońcami życia. Wiemy, że sprawa życia ma w Polsce pewnego i silnego sojusznika. Jestem w Polsce na zaproszenie posła Jana Dziedziczaka, przewodniczącego polskiego zespołu parlamentarnego ds. ochrony życia, i poseł Jadwigi Wiśniewskiej, współprzewodniczącej Polsko-Kanadyjskiej Grupy Parlamentarnej. Wiemy o wielu działaniach, listach i rozmowach polskich parlamentarzystów z politykami i dyplomatami Kanady. To dobry i właściwie jedyny sposób, żeby pomóc, gdyż bardzo trudno byłoby w jakikolwiek sposób wpłynąć na ustawodawstwo.

Jak sprawa Wagner jest odbierana w społeczeństwie kanadyjskim? Czy kwestia aborcji jest przedmiotem debaty publicznej?

– Niestety, jest z tym bardzo źle. Większość ludzi w ogóle nie rozumie, co się stało w związku z Mary Wagner, katoliczką, która nikogo nie skrzywdziła. Główne media nie informują o tej sprawie, więc mało kto wie cokolwiek. Gdyby to się zmieniło, spodziewałbym się, że ludzie byliby sprawą poruszeni i zaczęli wywierać presję, by coś zmienić, gdyż bardzo ceni się u nas wolność słowa. Jednak w kwestii poszanowania ludzkiego życia jest jeszcze wiele do zrobienia. Społeczeństwo jest bardzo zsekularyzowane. Ludzie nie rozumieją znaczenia argumentów za życiem, natomiast są bardzo mocno przekonani, że aborcja to prawo kobiety.

Może Pan opowiedzieć o działaniach kanadyjskiego zespołu parlamentarnego pro-life?

– W Kandzie od 1988 r. nie mamy żadnego prawa dotyczącego aborcji i można ją przeprowadzać bez jakichkolwiek ograniczeń. W niektórych stanach budżet refunduje nawet dzieciobójstwo w prywatnych klinikach. To są kwestie, którymi się zajmujemy. Poza tym nie chodzi tylko o aborcję, ale i prawo starszych ludzi do życia, które jest zagrożone eutanazją, gdyż w parlamencie i ta kwestia jest podnoszona pod hasłem „prawa do śmierci”. Nasz zespół liczy prawie 40 posłów [na 308]. To ci najbardziej zdecydowani, ale popiera nas więcej parlamentarzystów, myślę, że większa część rządzącej Partii Konserwatywnej [łącznie ma 161 mandatów]. Zespół jest zasadniczo ponadpartyjny, ale obecnie są w nim tylko członkowie Partii Konserwatywnej, chociaż wiem, że po naszej stronie jest też kilku członków [lewicowej] opozycji.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski

drukuj