[Jestem w Kościele] Aborcja – współczesna segregacja ludzkich istnień
Jednym z największych błędów popełnianych w dyskusji nt. aborcji jest skupianie się na argumentach natury religijnej, podczas gdy wcale nie trzeba być człowiekiem wierzącym, aby sprzeciwiać się zabijaniu nienarodzonych. Zaprzeczanie temu, że nowe życie ludzkie zaczyna się od zapłodnienia jest porównywalne z głoszeniem poglądu, iż ziemia jest płaska. Nic więc dziwnego, że wielu zwolennikom aborcji tak trudno o uczciwość intelektualną i otwarte przyznanie, iż domagają się oni w istocie prawa do unicestwiania ludzkiego życia.
Niektórzy bardziej sprawni retorycznie aborcjoniści tłumaczą swoje stanowisko w ten sposób, że co prawda od zapłodnienia mamy do czynienia z nowym życiem, jednak embrion/płód nie jest jeszcze człowiekiem. Tu podają oni różne momenty „początku człowieczeństwa”. W rzeczywistości jednak każdy moment poza poczęciem będzie arbitralny, bo pytanie o to, od kiedy mamy do czynienia z osobą ludzką, jest pytaniem filozoficznym, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Dlatego też zgodnie z zasadą moralnej ostrożności już samo istnienie prawdopodobieństwa, że embrion jest człowiekiem, jest wystarczającym powodem, aby przyznać mu ludzką godność i objąć go pełną ochroną prawną. Analogicznie – jeśli myśliwy nie wie czy w krzakach jest zwierzę czy człowiek, nie powinien do niego strzelać.
Dehumanizacja całych grup społecznych to niechlubne dziedzictwo ludzkości. Zwolenników zabijania dzieci nienarodzonych poprzedzili przecież chociażby rasiści. Z całą mocą i przekonaniem głosili oni hasła odczłowieczające swoich współobywateli tylko ze względu na inny kolor skóry. Podobnie rzecz się miała z niemieckimi nazistami, którzy z kolei odczłowieczali Żydów. Jedni i drudzy mieli po swojej stronie większość, a nawet podpierali się „autorytetami” naukowymi.
Dzisiaj mamy do czynienia z analogiczną dyskryminacją z tą tylko różnicą, że odbywa się ona z powodu cech fizycznych nienarodzonego dziecka. No bo jak inaczej odebrać chociażby takie twierdzenia jak: nie przypomina człowieka/ma tylko kilka milimetrów wielkości/jest chory, uszkodzony, zdeformowany/nie czuje bólu/nie może samodzielnie funkcjonować. Wszystkie te „argumenty” mają na celu dehumanizację poczętej istoty, która ma takie samo prawo do życia jak każdy inny człowiek. Czy naprawdę chcemy dziś stosować kryteria rodem z najgorszych totalitaryzmów?
Większe pretensje niż do zaciekłych zwolenników aborcji na życzenie mam jednak do tych, którzy uważają się za umiarkowanych, centrowych i kroczących trzecią drogą (do których dołączyli ostatnio bezobjawowi prawicowcy z prawem i sprawiedliwością na sztandarach). Oni wprawdzie nie postulują najbardziej barbarzyńskich rozwiązań, a jednak nie widzą żadnej niekonsekwencji w tym, że przyznają, iż aborcja to zło i zniszczenie ludzkiego życia, a jednocześnie chcą przywrócić prawo do zabijania dzieci np. z Zespołem Downa. W takich sprawach nie da się stać w rozkroku i oszukiwać sumienia potrzebą jakiegoś zgniłego kompromisu.
Żyjemy w świecie, w którym większe oburzenie wywoła człowiek, który powie, że nie lubi zwierząt, niż osoba, która nie lubi dzieci. Jaka rysuje się przed nami przyszłość, skoro wszystko zmierza ku temu, aby uczynić z nas społeczeństwo nienawidzące dzieci? Społeczeństwo egoistów, hedonistów i utylitarystów.
Wojciech Grzywacz



