fot. PAP/EPA

Wybory w Japonii

Japończycy głosują w niedzielę w przedterminowych wyborach parlamentarnych. Premier Shinzo Abe zdecydował się rozwiązać izbę niższą (Izbę Reprezentantów) w połowie kadencji i zwrócić się do elektoratu o wotum zaufania dla swej polityki gospodarczej.

Wielu japońskich wyborców nie rozumiało początkowo, dlaczego Abe tak postąpił. Jego Partia Liberalno-Demokratyczna (PLD) ma w koalicji z partią Nowe Komeito wygodną większość w obu izbach parlamentu, więc przedterminowe wybory wielu uznało za ryzykowną zagrywkę. Poza tym abenomika – polityka gospodarcza nazwana tak od nazwiska premiera – nie może się na razie poszczycić spektakularnymi rezultatami. Co więcej, Abe ogłosił przedterminowe wybory, gdy okazało się, że gospodarka japońska po raz kolejny popadła w recesję.

Celem abenomiki jest położenie kresu nękającej Japonię od kilkunastu lat deflacji i stagnacji gospodarczej przez zwiększanie podaży pieniądza (luzowanie ilościowe), podnoszenie wydatków budżetowych i wprowadzanie reform strukturalnych. Ogłaszając przedterminowe wybory, premier poinformował jednocześnie, że polecił swym ministrom opracowanie kolejnego pakietu bodźców gospodarczych.

Sondaże pokazują, że Abe trafnie ocenił nastroje społeczne. Nie wyklucza się, że PLD może liczyć na ponad 300 mandatów w Izbie Reprezentantów, w której zasiądzie 475 deputowanych (o pięciu mniej niż obecnie, co jest rezultatem reorganizacji okręgów wyborczych). Partie opozycyjne są zbyt słabe, by zagrozić dominacji PLD. Nie są w stanie zaoferować realistycznej alternatywy dla abenomiki. Opozycyjna Partia Demokratyczna poprawi może nieco swój stan posiadania, ale sondaże pokazują, że daleko jej będzie do zdobycia w niedzielnych wyborach 100 mandatów, co deklarowała jako cel w kampanii wyborczej.

Z najnowszych sondaży wynika nawet, że PLD może znacznie umocnić swą pozycję, zdobywając 317 mandatów, tzw. złotą większość, pozwalającą w razie konieczności uchylać decyzje Izby Radców (izby wyższej parlamentu).

„To są wybory bez wyboru” – podsumowuje sytuację Tomoaki Iwai, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Nihon. Zastrzega jednak, ze frekwencja może się okazać rekordowo niska.

Abe zapowiedział, że odkłada do kwietnia 2017 roku drugą, planowaną na październik 2015 r. podwyżkę podatku od sprzedaży z 8 proc. do 10 proc. Ekonomiści wskazują, że pierwsza podwyżka (z 5 proc. do 8 proc.) dokonana w kwietniu br. była przyczyną recesji. Gospodarka japońska skurczyła się w drugim i trzecim kwartale br.

Znaczna większość społeczeństwa, podobnie jak i kilku najbliższych doradców premiera, była przeciwna podwyżce podatku od sprzedaży. Abe jest w trudnej sytuacji, ponieważ musi uniknąć wrażenia, że odchodzi od reformy fiskalnej mimo ogromnego długu publicznego. Zapowiedział, że druga podwyżka podatku od sprzedaży „z pewnością” zostanie wprowadzona, ale dopiero w kwietniu 2017 roku. W przedterminowych wyborach Japończycy mają odpowiedzieć, czy akceptują takie rozwiązanie.

Jeśli potwierdzą się prognozy, Abe zapewni dominację PLD na następne cztery lata. Jest to dla niego istotnie nie tylko ze względów gospodarczych. W przyszłym roku czekają go niepopularne w społeczeństwie japońskim decyzje, takie jak powrót do energetyki jądrowej (po katastrofie w Fukushimie w 2011 roku wyłączono wszystkie elektrownie atomowe) i ustawowe umocowanie nowej roli japońskich sił zbrojnych. Łatwiej będzie mu realizować te zamierzenia, nie mając w perspektywie wyborów w 2016 roku.

Przed Fukushimą deklarowanym przez władze celem było zwiększenie udziału energetyki jądrowej w bilansie energetycznym kraju z 30 proc. do 50 proc. Po tragicznej katastrofie z marca 2011 pojawiła się perspektywa całkowitego odejścia Japonii od energii atomu, ale premier Abe odciął się od takich planów, mimo że popierało je wielu Japończyków. Eksperci nie wykluczają, że elektrownie atomowe będą dostarczać 20-25 proc. energii elektrycznej zużywanej w Japonii. Abe wielokrotnie podkreślał, że bez elektrowni atomowych gospodarka japońska nie byłaby w stanie przetrwać. Rząd będzie też musiał zdecydować, czy budować nowe elektrownie atomowe.

Rząd Abego przyjął w lipcu nową interpretację pacyfistycznej konstytucji japońskiej, napisanej pod kierunkiem USA po drugiej wojnie światowej. Konstytucja zezwala na użycie japońskich sił jedynie w samoobronie. Jednak w myśl nowej interpretacji dozwolone ma być teraz podjęcie działań w ramach tzw. zbiorowej samoobrony, czyli użycia siły w obronie zaatakowanych sojuszników. Japońska opinia publiczna jest w tej kwestii mocno podzielona.

Premier opowiada się za znowelizowaniem artykułu 9. ustawy zasadniczej tak, by Siłom Samoobrony jednoznacznie nadać status regularnych sił zbrojnych.

PAP

drukuj