fot. PAP/Paweł Supernak

Jan Józef Kasprzyk o więźniach Stutthof: Wiara w wolną Polskę trzymała ich przy życiu

Poddawani byli najgorszym – jakim można było sobie wyobrazić – warunkom, ale nie tracili ducha. Ci, którzy przeżyli Stutthof mówią, że to, co ich trzymało przy życiu, to wiara i nadzieja w to, że Polska kiedyś odzyska niepodległość – mówi Jan Józef Kasprzyk o ofiarach pierwszego obozu koncentracyjnego zbudowanego przez Niemców na ziemiach polskich.

Dokładnie 78 lat do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Sztutowie trafili pierwsi więźniowie. Było to około 150 Polaków i Żydów z Gdańska. Dzień 2 września jest oficjalnie uznawany za początek funkcjonowania obozu.

2 września 1939 roku mieszkańcy Pomorza, mieszkańcy Gdańska, ci, którzy myśleli, czuli po polsku, stanowiąc największe zagrożenie dla okupanta niemieckiego – tak byli traktowani – zostali przewiezieni do obozu Stutthof, obozu, który powstawał jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Miejscowa ludność przygotowywała tam miejsce dla Polaków, którzy w wyniku agresji niemieckiej utracili swoją państwowość i znaleźli się tam – wskazuje w rozmowie z TV Trwam News p.o. szefa Urzędu Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk.

Stutthof był pierwszym i najdłużej istniejącym obozem koncentracyjnym zbudowanym przez Niemców na terytorium obecnej Polski. W czerwcu 1944 stał się obozem masowej zagłady. Był częścią niemieckiego planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”.

Ofiary poddawane były największym, najgorszym – jakim można było sobie wyobrazić – warunkom, ale nie tracili ducha. Ci, którzy przeżyli Stutthof, mówią, że to, co ich trzymało przy życiu, to wiara i nadzieja, że Polska kiedyś odzyska niepodległość. Pamiętamy dzisiaj o tych ofiarach – w 78. rocznicę pierwszego transportu do pierwszego niemieckiego obozu koncentracyjnego zbudowanego na ziemiach polskich – podkreślił Jan Józef Kasprzyk.

Liczbę więźniów, którzy przeszli przez Stutthof, szacuje się na ponad 110 tys. 49 tys. to kobiety i dzieci. Ofiarami niemieckich zbrodni padło tutaj od 63 do 65 tys. ludzi.

RIRM

drukuj