J. Dziedziczak: Polacy na wschodzie to partnerzy, a nie kłopot

Jan Dziedziczak, wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w rozmowie z red. Robertem Knapem we wczorajszym „Polskim Punkcie Widzenia” w Telewizji Trwam podkreślał, że obecna ekipa rządząca w stosunkach z Polonią i Polakami na wschodzie wprowadza normalność, czyli traktuje naszych rodaków poza granicami kraju, jako swoich równorzędnych partnerów, a nie zbędny kłopot.

Minister zaznaczył, że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zmieniła się filozofia względem Polaków za granicą.

Dotychczas – takie mam wrażenie również, jako wieloletni poseł z Komisji Łączności z Polakami za Granicą – że dla poprzednich rządów Polonia, Polacy na wschodzie to był kłopot. My kończymy z taką filozofią. Dla nas Polonia i Polacy na wschodzie to są partnerzy państwa Polskiego. […] Z jednej strony, jako państwo Polskie jesteśmy zobowiązani do pomagania im. Do inwestowania w edukację naszych rodaków, w kulturę, w media polonijne. Partnerstwo polega też na tym, że od tej drugiej strony się wymaga. Wszyscy Polacy mają dbać o polskość, o interes Polski. Dlatego prosimy Polonię na świecie: dbajcie o dobre imię Polski, bądźcie naszymi ambasadorami, walczcie z kłamstwami na temat swojego kraju – apelował Jan Dziedziczak.

Dbanie o dobry wizerunek Polski za granicą to taki – jak mówił podsekretarz stanu w MSZ – współczesny patriotyzm XXI w. Polska powinna dbać o swoich rodaków poza granicami kraju, ale ma też prawo od nich wymagać. Doskonałym przykładem na to, ile można w ten sposób zdziałać jest postawa Polonii amerykańskiej w drugiej połowie lat 90. XX w. kiedy to nasi rodacy mieszkający na stałe w USA bardzo przyczynili się do tego, że Polska została przyjęta do struktur Paktu Północnoatlantyckiego.

Inne podejście od poprzedników obecnego rządu premier Beaty Szydło do sprawy Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju w Ministerstwie Spraw Zagranicznych jak podkreśla Jan Dziedziczak jest widoczne niemal od pierwszych godzin po wejściu nowej ekipy do gmachu ministerstwa.

Przypomnę, że pierwszą decyzją MSZ – w zasadzie na kilka godzin po wejściu do gabinetów był nakaz o ewakuacji naszych rodaków z terenów zagrożonych wojną na Ukrainie. Tym pokazaliśmy naszym rodakom, że są dla nas ważni, że o nich pamiętamy. W trudnych chwilach mają oni kraj, do którego mogą się schronić. Ta decyzja ukazała także Polakom w kraju, że właśnie na tym polega solidaryzm, że w trudnej chwili sobie pomagamy. Wreszcie, co jest bardzo ważne pokazaliśmy tą szybką akcją państwom naszego regionu, że Polska jest krajem poważnym, który w kryzysowej sytuacji nie zawiedzie – zaznaczał podsekretarz stanu w MSZ.

Inną sprawą, w którą bardzo mocno zaangażowała się nowa ekipa Ministerstwa Spraw Zagranicznych to chęć pomocy polskiej młodzieży mieszkającej na Litwie. Jan Dziedziczak zaznaczał, że Ci młodzi ludzie niestety od dłuższego czasu są poddawani nieprzyjaznej procedurze, która bardzo dziwi polskie MSZ.

Pamiętajmy, że Polacy na Litwie są obywatelami Litwy, którzy płacą podatki tak jak wszyscy inni obywatele tego kraju i tak jak wszyscy w tym kraju mają prawo do edukacji. Niestety wbrew umowie polsko-litewskiej z 1994 r., wbrew standardom Rady Europy. Wreszcie wbrew standardom Unii Europejskiej Polacy na Litwie mają utrudnione – od jakiegoś czasu – nawet bardzo utrudnione swobodne nauczanie w języku polskim tych przedmiotów, których chcieliby się uczyć – akcentował wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Wiceminister Jan Dziedziczak podkreślał, że resort, w którym pracuje jest świadomość, że proces naprawiania tego problemu jest bardzo długi. Kwestia sporna nauczaniu w języku polskim na Litwie pojawiła się od okresu wprowadzenia u naszych północno-wschodnich sąsiadów nowej ustawy edukacyjnej w roku 2011.

Ta ustawa utrudnia realnie działalność polskich szkół. Wprowadziła różne przepisy uniemożliwiające nauczanie niemal wszystkich przedmiotów w języku polskim. Spowodowała również to, że teraz nie możliwe jest zdawanie matury w języku polskim, co jest bardzo istotne. Tak naprawdę jest to ewidentny mechanizm litwinizacji naszej młodzieży.

Sekretarz stanu w MSZ zauważył, że dzisiaj mówi się o tym, że problemami Polaków na Litwie jest choćby pisownia nazwisk, pisownia ulic. Ale jak zaznaczał to ważny problem, lecz nie kluczowy dla naszych rodaków na Litwie.

Pamiętajmy żebyśmy temu mechanizmowi uproszczającemu całą sytuację nie ulegali. Najważniejszą rzeczą bezdyskusyjnie jest edukacja. Edukacja i potem długo nic. Następnym problemem jest reprywatyzacja, która jest zadziwiającym mechanizmem w UE, gdzie obywatele Litwy, litewskiego pochodzenia dostają działki w dobrym miejscu, w ramach oddawania zagrabionego przez Sowietów majątku, a obywatele Litwy, polskiego pochodzenia dostają działki w gorszej lokalizacji. To jest mechanizm – nie używając mocnych słów – który kojarzy mi się z zupełnie innymi czasami. Dopiero później jest bardzo ważny temat – ale tak jak podkreślam po edukacji i reprywatyzacji – kwestii pisowni polskich nazwisk i nazw ulic – zaznaczał wiceszef MSZ.

W dłuższej perspektywie, jak mówił Jan Dziedziczak, takie przeszkody w polskiej edukacji mogą spowodować tak jak miało to miejsce w regionie Kowna, że polskość z tych terenów zniknie prawie zupełnie.

Ciekawe jest to, że pani prezydent Litwy jest bardzo zaangażowana w różne, nawet najmniejsze programy z Unii Europejskiej – a była przecież przez lata komisarzem europejskim – ale akurat w promowaniu mniejszości narodowej jakoś tego standardu Unii Europejskiej na Litwie nie widać. My to zmienimy. Wiemy, że wszelkie nasze działania nie przyniosą efektu z dnia na dzień, ale na tym nie polega skuteczna dyplomacja. Chcemy, żeby polskie dzieci miały w tej trudnej sytuacji, choć trochę łatwiej. Stąd też bezprecedensowa decyzja polskiego rządu i MSZ-tu o przyznaniu 500 zł dla wszystkich dzieci polskiego pochodzenia kształcących się w pierwszych klasach i w ostatniej dwunastej. To ma być pomoc, ale też sygnał pokazujący, że warto uczyć się w polskich szkołach. Warto wybierać tą trudniejszą drogę, drogę pod prąd, bo w życiu jest coś ważniejszego niż tylko komfort – powiedział w rozmowie w TV Trwam Jan Dziedziczak.

Wiceminister dodał, że taka kwota w perspektywie całego budżetu jest bardzo małym gestem, ale to sygnał, że Polska nie zapomniała o swoich rodakach, którzy przecież z kraju nigdy nie wyjechali. To granica został przesunięta nie z ich winy. Takimi typu gestami nasz kraj daje do zrozumienia, że jest państwem poważnym. Jan Dziedziczak podkreślił, że na takie gesty pozwalają sobie tylko kraje, które mają pewną międzynarodową renomę.

Całość rozmowy do zobaczenia pod [linkiem]

RIRM

drukuj