fot. pixabay.com

Hiszpania: premier zaproponował, by prawo do tzw. aborcji wpisać do konstytucji

Premier Hiszpanii, Pedro Sanchez, zaproponował w piątek, by prawo do tzw. aborcji wpisać do konstytucji. Według socjalistycznego rządu miałoby to stanowić zabezpieczenie przed postępowaniem ewentualnych rządów z udziałem prawicy.

Pedro Sanchez ogłosił na portalu X, że socjalistyczny rząd, którym kieruje, zamierza przedłożyć parlamentowi wniosek o wpisanie do konstytucji prawa do „dobrowolnego przerwania ciąży”.

„Ten rząd nie cofnie się ani o krok w kwestii praw społecznych” – zastrzegł premier, który oskarżył centroprawicową, opozycyjną Partię Ludową (PP) o sprzymierzenie się z prawicą, reprezentowaną przez ugrupowanie Vox.

Inicjatywa Sancheza jest odpowiedzią na zatwierdzenie w środę w radzie miasta Madrytu przez PP i Vox środka zobowiązującego służby zdrowia do informowania kobiet rozważających tzw. aborcję o tak zwanym „syndromie poaborcyjnym”.

Socjalistyczny rząd chce „zapobiegać rozpowszechnianiu wprowadzających w błąd lub sprzecznych z nauką informacji na temat aborcji” – dodał premier.

Jak zauważył dziennik „El Pais”, Sanchez swoją propozycją chce wywrzeć presję na PP, aby zmusić tę partię do jasnego określenia się w kwestii aborcji.

„W PP są duże wewnętrzne podziały w tej kwestii” – dodała gazeta.

Ostatnie sondaże pokazują wzrost poparcia dla prawicowej partii Vox, która może liczyć nawet na 15-20 proc. głosów. Z kolei Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) Sancheza straciła w sondażach po ujawnieniu kilka miesięcy temu skandalu korupcyjnego wśród niektórych członków jej kierownictwa.

W badaniach poparcia dla partii politycznych prowadzi PP, wyprzedzając niekiedy PSOE niemal o 10 punktów procentowych.

Tzw. aborcja jest legalna w Hiszpanii od 1985 r. Jeżeli parlament zatwierdzi wpisanie prawa do tzw. aborcji do konstytucji, Hiszpania będzie drugim krajem na świecie, który to uczyni. W zeszłym roku na taki krok zdecydowała się Francja.

Jednak rząd Sancheza nie ma nawet zwykłej większości w Kongresie Deputowanych, niższej izbie parlamentu, a do zmiany konstytucji potrzeba trzech piątych głosów w obu izbach.

PAP

drukuj