Ekshumacja to ostateczność

Z senator Alicją Zając, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który
zginął w katastrofie smoleńskiej, ubiegającą się o reelekcję w okręgu wyborczym
nr 57 na Podkarpaciu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kiedy w 2010 r. po wyborach uzupełniających obejmowała Pani mandat po
tragicznie zmarłym w katastrofie smoleńskiej mężu, miała Pani plan zaangażowania
się w pracę senacką na dłużej?

– Prawdę mówiąc, nie wiedziałam, jak się potoczą moje dalsze losy po
katastrofie, w której zginął mój mąż i tylu wspaniałych ludzi. Nie wiedziałam
też, czy nie odbije się to na moim zdrowiu i czy będę w stanie podołać nowym
obowiązkom. Wszystkiego musiałam się uczyć od początku, w przeciwieństwie do
innych senatorów, którzy w ławach senackich zasiadali już trzy lata, a niektórzy
kolejną kadencję. Owszem, to było trudne. Ale pomogło mi pewne doświadczenie,
jakie zdobyłam wcześniej w pracy społecznej i samorządowej. Takim sprawdzianem
była debata smoleńska, kiedy minister Jerzy Miller zdawał sprawozdanie z raportu
swojej komisji. Wytrwałam do końca, zabrałam głos, bo czułam się w obowiązku w
ten sposób uczcić pamięć tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r., również
mojego męża. Wielkim kapitałem dla mnie są także doświadczenia ze spotkań z
ludźmi i ten kapitał, bez względu na wynik wyborów, dalej poniosę w życie. Po
kilkunastu miesiącach mogę powiedzieć, że dałam sobie radę.

Startuje Pani z Podkarpacia. Jak ocenia Pani sytuację w regionie po czterech
lat rządów ekipy Donalda Tuska?

– Mamy do czynienia z zapóźnieniem gospodarczym wywołanym brakiem skutecznej
polityki, a wręcz dyskryminacją Podkarpacia przez rząd PO – PSL. Wystarczy tylko
przypomnieć, jak wiele na niekorzystnym algorytmie traci nasza służba zdrowia,
czy jak wiele traci region, któremu zabrano inwestycje w wielu dziedzinach,
chociażby przeciwpowodziowe – np. zbiornik retencyjny Kąty-Myscowa, czy
inwestycje w powiatach nadwiślańskich zaplanowane jeszcze przez rząd PiS. Dziś
widzimy, jak trudno jest nam się podźwignąć chociażby po ubiegłorocznej powodzi,
a rząd tylko niby to zauważa, zwłaszcza przed wyborami, kiedy na Podkarpacie
ściągają poszczególni ministrowie, składając kolejne obietnice bez pokrycia. To
trzeba zmienić.

A konkretnie?
– Chciałabym stworzyć coś w rodzaju grupy lobbingowej w tym dobrym znaczeniu.
Składałaby się ona z parlamentarzystów z Podkarpacia, którzy zaznaczą obecność
naszego regionu w Warszawie, będą upominać się za swoim regionem i przekonają
innych, że Polska Południowo-Wschodnia to nie Polska "B", ale Polska, która
zasługuje na więcej, godne traktowanie, niekoniecznie takie jak przez ostatnie
cztery lata. To da nam szansę dorównania innym województwom.

W kampanii PO głosi hasła "Polska w budowie", "Podkarpacie w budowie"…
– Równie dobrze możemy powiedzieć, że Polska jest w budowie od czasów
powojennych. Tymczasem już wiemy, że obiecana infrastruktura drogowa, jak
chociażby podkarpacki odcinek autostrady A-4 budowany od tylu lat, nie będzie
gotowa na Euro 2012. Rząd Donalda Tuska skreślił też z programu operacyjnego
Rozwój Polski Wschodniej drogę ekspresową S-19, z której powstanie zaledwie
7-kilometrowy odcinek Rzeszów – Stobierna. Można się przekonać, jak to wygląda w
rzeczywistości, poza hasłami propagandowymi PO – wystarczy wsiąść do samochodu i
przejechać się po Podkarpaciu.

Odmówiła Pani udziału w ostatniej identyfikacji rzeczy ofiar katastrofy
smoleńskiej. Dlaczego?

– Nie tylko ja i moja rodzina, ale także wiele innych osób nie zdecydowało się
na identyfikację rzeczy w Mińsku Mazowieckim. Z informacji, jakie uzyskałam,
wynikało, że nie było dużej szansy na znalezienie czegokolwiek. Dlatego żeby
zaoszczędzić sobie i moim bliskim kolejnych traumatycznych przeżyć,
zrezygnowałam z identyfikacji. Upłynęło zbyt dużo czasu, rzeczy te mimo pewnych
zabiegów są jednak w bardzo złym stanie. To nie daje nadziei na znalezienie
jakiejkolwiek pamiątki po moim zmarłym mężu. Dodatkowo okazuje się, co zresztą
już wcześniej przypuszczaliśmy, że wiele spraw po stronie rosyjskiej zostało
przeprowadzonych w sposób nie do końca prawidłowy i odpowiedzialny. Całe odium
tego niestety skupia się teraz na nas, rodzinach smoleńskich, które czytają
dokumenty i widzą, że są one przygotowane w sposób nierzetelny. To wszystko
sprawia, że wyobraźnia zaczyna znów pracować bardziej intensywnie, a wszystko
uśpione nieco przez upływający czas znów się budzi i na nowo zastanawiamy się,
jak naprawdę potraktowano bezpośrednio po katastrofie, a potem w Moskwie ciała
naszych zmarłych. To bolesne przeżycia, których oby nikt nie musiał doświadczać.

Wobec szokujących informacji dotyczących sekcji zwłok ministra Zbigniewa
Wassermanna, której wyniki kwestionują wiarygodność dokumentów sekcyjnych
przesłanych z Moskwy, rozważa Pani ekshumację ciała męża?

– Jeżeli zostanie podjęta decyzja o ekshumacji wszystkich ciał, to my jako
rodzina również wyrazimy na to zgodę. Natomiast jeżeli będą to pojedyncze
ekshumacje, to nie wydaje mi się, żebyśmy podjęli taką decyzję. Mój mąż nie
żyje, podobnie jak pozostałe 95 ofiar katastrofy, i tego już nie da się zmienić.
Nie wyobrażam sobie tego przeżycia, kiedy po ewentualnym otwarciu trumny
okazałoby się, że nie ma tam nawet ciała.

Rozważa Pani nawet taką możliwość?
– Wszystko jest możliwe. Przypomnę informację, że tylko kilkanaście ciał ofiar
Tu-154M było we względnie dobrym stanie. Pozostałe były w szczątkach, które
najprawdopodobniej pozbierano do worków i w tych workach złożono do trumien.
Skoro do rodzin powróciły ubrania, w których mieli być pochowani ich bliscy
zmarli, to mówiąc drastycznie, nie było kogo w nie ubrać. Tak było chociażby w
przypadku Przemysława Gosiewskiego, którego garnitur zwrócił rodzinie
przedstawiciel Żandarmerii Wojskowej bez słowa wyjaśnienia i na dobrą sprawę do
dziś nie wiadomo, w czym pochowano wicepremiera. Niestety, ciała mojego męża nie
udało się nam w ogóle zidentyfikować. Trumna z jego ciałem powróciła w ostatnim
transporcie osób, które identyfikowano na podstawie badań DNA.

Rządzący mają specyficzne podejście do katastrofy smoleńskiej. Premiera aż
mdli, gdy przypomina mu się ten temat…

– Wciąż w uszach brzmią mi słowa Donalda Tuska, który podczas pierwszego
spotkania z rodzinami powiedział, że nie chciał, aby katastrofa smoleńska
wywołała negatywny przełom w stosunkach polsko-rosyjskich. Nadal się
zastanawiam, co to znaczy i co miał na myśli, wypowiadając te słowa. Moim
zdaniem, negatywnie były i wciąż są traktowane rodziny smoleńskie, o których
rząd nie pamięta. Kontakt z prokuratorami też jest utrudniony. W kwestii
wyjaśnienia katastrofy dalej nic nie wiemy. Chcemy, by śledztwo w końcu się
zakończyło, żebyśmy mogli niejako złapać drugi oddech, bo mówiąc w przenośni –
10 kwietnia 2010 r. dla nas czas się zatrzymał. W mojej ocenie nie wszyscy,
którzy powinni się zająć wyjaśnieniem tego dramatu, należycie wykonali swoje
obowiązki.

Platforma tragedię z 10 kwietnia ub.r. potrafi wykorzystać tylko w haniebnym
spocie wyborczym, w którym szydzi się z osób wyrażających sprzeciw wobec
ewidentnych zaniedbań w jej wyjaśnianiu.

– Może zabrzmi to ostro, ale ludzie ci nie dorośli do poziomu tych, którzy
zginęli pod Smoleńskiem. Władza, która nie dąży do wyjaśnienia katastrofy, w
której zginął najwyższy przedstawiciel państwa, nie ma legitymacji, by dalej
sprawować rządy. Myślę, że kiedyś przyjdzie czas na obiektywne podsumowanie
wszystkich działań dotyczących wyjaśnienia tragedii smoleńskiej. PiS jest ciągle
krytykowane za to, że dąży do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, ale tylko to
ugrupowanie kieruje się uczuciami, które w życiu publicznym i politycznym są tak
potrzebne. Życzę tym wszystkim, którzy po niedzielnych wyborach obejmą mandaty
posłów czy senatorów, aby pamiętali, że człowiek, który jest pozbawiony
minimalnego poziomu empatii i zdrowego rozsądku, nie powinien piastować funkcji
publicznej. Tym zaś, którzy będą rządzić Polską – wierzę, że będzie to PiS –
żebyśmy wspólnie doczekali czasu, kiedy będzie można powiedzieć, że zrobiliśmy
wszystko, co tylko było w mocy, dla wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy i w ten
sposób uczcić pamięć o zmarłych z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj