fot. pixabay.com

Echa skandalicznego ataku mediów z niemieckim kapitałem na prezydenta Polski

Nie milkną echa skandalicznego ataku dziennika „Fakt” na prezydenta Andrzeja Dudę. Publikacji gazety z niemieckim kapitałem sprzeciwiają się działacze opozycji w czasach PRL-u. Jak mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, polskie społeczeństwo musi być wyczulone na przekaz mediów z obcym kapitałem.

Mija tydzień od skandalicznej publikacji dziennika „Fakt”. Gazeta z niemieckim kapitałem na okładce zamieściła zdjęcie prezydenta z opisem przestępstw, jakich dopuścił się mężczyzna skazany za pedofilię. Okładka dziennika sugeruje nawet, że to prezydent dopuścił się tych niecnych czynów – podkreśliła działaczka opozycji w czasach PRL Ewa Tomaszewska.

– Fałsz ten polegał na montażu wypowiedzi związanych z niegdysiejszym czynem przestępczym popełnionym przez inną osobę z fotografiami naszego prezydenta – zaznaczyła działaczka opozycji w czasach PRL.

Skazany mężczyzna odsiedział cały wyrok. Prezydent, na prośbę pokrzywdzonych, ułaskawił mężczyznę jedynie z zakazu zbliżania się. „Fakt” kwestionując decyzję prezydenta ingeruje w kampanię wyborczą – podkreślił Andrzej Duda.

– Ten oszczerczy atak to jest po prostu podłość. To jest najgorszego gatunku, brudna kampania – mówił prezydent.

Według socjologa dr. Jerzego Żurko, „Fakt” chciał podważyć postulaty prezydenta.

– Prezydent Andrzej Duda w kampanii wyborczej podkreślał swoją niezgodę na tolerowanie pedofilii w jakiejkolwiek formie – wskazał rozmówca TV Trwam.

W liście do prezydenta redaktor naczelna dziennika „Fakt” Katarzyna Kozłowska broni swojej redakcji.

„Uruchomił Pan wobec polskich dziennikarzy gigantyczną machinę nienawiści, wmawiając ludziom, że działamy na rzecz obcego państwa” – napisała Katarzyna Kozłowska.

Socjolog Mateusz Schmidt zaznaczył, że ten list nie jest zaskoczeniem.

– Występują w obronie swoich miejsc pracy, swoich interesów, których pilnują. To są osoby, które są najemnikami dla właściciela do wykonywania pewnych zadań – tłumaczył socjolog.

Na stronie internetowej „Die Welt”, należącej do tego samego koncernu co „Fakt”, redaktor naczelny Ulf Poschardt zamieścił artykuł zatytułowany „Musimy porozmawiać, panie Duda”. W jego ocenie prezydent Polski prowadzi kampanię przeciwko niemiecku wydawnictwu i dziennikarzom. Szefa państwa polskiego krytykuje też Niemieckie Stowarzyszenie Dziennikarzy.

„Krytyczne i niezależne relacjonowanie jest zadaniem dziennikarzy i nie ma znaczenia, czy pasuje to prezydentowi w jego kampanii” – napisał Frank Uberall, prezes niemieckiego stowarzyszenia.

Jak podkreślił na antenie TV Trwam prezes PiS Jarosław Kaczyński, jego partia nie zamierza sterować mediami. Polskie społeczeństwo musi być bardziej wrażliwe na sterowanie mediów przez obcy kapitał – dodał.

– Każde szanujące się państwo pilnuje tego, żeby media były w rękach obywateli tego państwa czy też instytucji tego państwa. Przypomnę, że w Niemczech raz wykupiono niepierwszorzędny dziennik „Berliner Zeitung” i w Niemczech wybuchła z tego powodu straszna awantura – zauważył  Jarosław Kaczyński.

W Polsce cyklicznie powraca sprawa repolonizacji mediów. Niestety, temat ten regularnie zamiera. Atakom na prezydenta stanowczo sprzeciwiają się działacze opozycji w czasach PRL.

– W kampanii wyborczej atakuje się w sposób brutalny, kłamliwy polskiego prezydenta, który stara się o reelekcję – podkreślił przewodniczący komitetu „Suwerenni” Adam Borowski.

Pod listem skierowanym do redaktora naczelnego „Die Welt” podpisało się 85 byłych działaczy opozycji, m.in. Krzysztof Bąkowski, który skrytykował redaktora „Die Welt” za ingerowanie w kampanię wyborczą w Polsce.

– Wybory w Polsce nie są Pana sprawą i nie są sprawą niemieckich mediów. Proszę szanować suwerenność polskiego społeczeństwa – akcentował działacz opozycji w czasach PRL.

Działacze opozycji przypominają, że do dziś państwo niemieckie nie zapłaciło obywatelom polskim należnego zadośćuczynienia za krzywdy wyrządzone w czasie II wojny światowej. To powinno być misją niemieckich mediów.

TV Trwam News

drukuj