fot. TV Trwam

Dr R. Derewenda: „Solidarność” to zdecydowanie coś więcej niż Niezależny Samorządny Związek Zawodowy

Mimo całego systemu komunistycznego istniała solidarność międzyludzka, można było wzajemnie na siebie liczyć. „Solidarność” to zdecydowanie coś więcej niż Niezależny Samorządny Związek Zawodowy. Dziś, kiedy nawiązujemy do Porozumień Sierpniowych, to nawiązujemy właśnie do prawdziwej solidarności między Polakami, jaka miała miejsce w trudnym okresie komunistycznej Polski – mówił w poniedziałkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja dr Robert Derewenda, historyk, dyrektor oddziału IPN w Lublinie.

46 lat temu w Gdańsku podpisano Porozumienia Sierpniowe, które doprowadziły do powstania „Solidarności”.Należy jednak pamiętać, że ten masowy ruch społeczny łączący miliony Polaków w walce o swoje prawa nie wziął się znikąd. Znaczącą rolę odegrała w tym procesie Lubelszczyzna.

– Zanim był sierpień, był też lipiec i w lipcu 1980 r. mamy wielką falę strajków na Lubelszczyźnie. To tutaj doszło do podpisania pierwszych porozumień z władzą komunistyczną. W momencie, kiedy wybuchły strajki na Wybrzeżu (…) w połowie sierpnia 1980 r., na Lubelszczyźnie te strajki już się zakończyły, ale robotnicy, pracownicy lubelskich zakładów byli już po doświadczeniu walki o swoje prawa z władzą komunistyczną i obserwowano to, co dzieje się na Wybrzeżu. Zbierano również pieniądze, m.in. kolejarze lubelscy, którzy wcześniej zablokowali węzeł kolejowy w Lublinie w lipcu 1980 r., zbierali pieniądze na pomoc, na solidarność pomiędzy poszczególnymi regionami, pomiędzy różnymi zakładami. Te pieniądze były zawiezione do Gdańska. To było o tyle istotne, że w lipcu 1980 r. jeszcze nie było (…) wsparcia dla Lubelszczyzny z całego kraju. Natomiast to, co wydarzyło się w sierpniu, to już zupełnie nowa rzeczywistość, nowa sytuacja, bowiem kiedy wybuchły strajki na Wybrzeżu, to faktycznie pomoc, wzajemne wsparcie, solidarność między poszczególnymi zakładami, miała miejsce. I to była lawina, która ruszyła i której komuniści nie byli w stanie już zatrzymać – mówił dr Robert Derewenda.

Choć nieco ponad rok później komunistyczny reżim zdelegalizował „Solidarność” jako instytucję, to jednak ruchu solidarnościowego w narodzie nie udało się stłamsić.

– Mimo całego systemu komunistycznego istniała solidarność międzyludzka, można było wzajemnie na siebie liczyć, można było zastrajkować, można było postawić ludzi rzeczywiście w takiej konfrontacji wobec całego tego systemu zła. Ludzie mieli odwagę z jednej strony zastrajkować w Stoczni Gdańskiej, a z drugiej strony zaprosić również duchownych, aby przyszli do robotników, aby odprawiali Mszę św., aby spowiadali, aby razem z tymi robotnikami się modlili. To była wzajemna solidarność między robotnikami (…) a duchowieństwem, również między robotnikami a inteligencją, bo przecież bardzo wielu ludzi pojechało do Stoczni Gdańskiej wspierać, jako doradcy wspierać właśnie tych, którzy wtedy strajkowali. To miało ogromne znaczenie też dla poczucia tych ludzi, którzy jako bezbronni właściwie przeciwstawiali się całej machinie zła, całej machinie komunistycznej, bo wiedzieli, że mogą zostać w przyszłości aresztowani, że mogą zostać napiętnowani, że mogą zostać zwolnieni z pracy czy – tak jak ks. Jerzy Popiełuszko (…) – torturowani i zamordowani przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Narażano się na największe niebezpieczeństwo, a jednak ludzie wzajemnie na siebie mogli liczyć. Dzięki temu właśnie wzajemnemu zaufaniu, dzięki temu oddaniu, dzięki tym przyjaźniom, dzięki temu wsparciu (…) – choćby ludzi z Lubelszczyzny dla pracowników strajkujących na Wybrzeżu – mogła powstać „Solidarność”. Bo „Solidarność” to zdecydowanie coś więcej niż Niezależny Samorządny Związek Zawodowy – zwracał uwagę historyk.

Sam Związek był ukonstytuowaniem, sformalizowaniem pewnej idei, której fundamentem pozostawała międzyludzka solidarność.

– Dziś, kiedy nawiązujemy do Porozumień Sierpniowych, to nawiązujemy właśnie do prawdziwej solidarności między Polakami, jaka miała miejsce w tym trudnym okresie, w okresie komunistycznej Polski, [w okresie – radiomaryja.pl] zagrożenia de facto sowietyzacją nie tylko polskiej gospodarki, [ale też – radiomaryja.pl] polskiej kultury, bo przecież było wiadomo, że tutaj chodzi o funkcjonowanie narodu w naszej kulturze, w naszej tożsamości chrześcijańskiej – podkreślił dyrektor lubelskiego oddziału IPN.

Gość „Aktualności dnia” wskazał również, że Polacy upominający się o swoje prawa w sierpniu 1980 r. tworzyli łańcuch pokoleń z tymi, którzy walczyli o nie wcześniej – w roku 1956, 1968 i 1976.

Całość rozmowy z dr. Robertem Derewendą jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj