fot. PAP/Paweł Supernak

Donald Tusk nie spełnił kolejnej obietnicy – PiS składa w Sejmie własny projekt ustawy o podniesieniu drugiego progu podatkowego do 180 tys. złotych

Prawo i Sprawiedliwość, w kontrze do premiera Tuska, składa w Sejmie własny projekt ustawy o podniesieniu drugiego progu podatkowego, ale do 180 tys. złotych. Minister finansów, po tym jak zaprezentował swój plan, musi tłumaczyć się w mediach z niespełnionych obietnic – między innymi tej dotyczącej kwoty wolnej.

Podniesienie drugiego progu podatkowego do 180 tys. zł było jednym z trzech postulatów ogłoszonych przez Prawo i Sprawiedliwość przed wakacjami. W poniedziałek partia przypomniała o swojej ofercie na wybory. Złożyła propozycję w Sejmie.

 – (Nie ma w niej – przyp. red.) żadnych innych kombinacji w podatku dochodowym i w ogóle w podatkach – mówił dr hab. Przemysław Czarnek.

To, jak argumentowali politycy największej partii opozycyjnej, odróżnia ich ofertę od oferty premiera Tuska. Szef rządu zaproponował podniesienie drugiego progu do 130 tys. i nową 24-procentową stawkę w przedziale od 130 do 150 tys. Zmiana ma nic nie kosztować budżetu, bo towarzyszy jej podwyżka podatków dla firm.

– My jesteśmy odpowiedzialni za budżet – przekonywała poseł Dorota Łoboda z KO.

Tak poseł Dorota Łoboda tłumaczyła, dlaczego 130 tys., a nie 180 tys. złotych. Prawo i Sprawiedliwość odpowiedziało, że wszystko ma policzone. Poseł Zbigniew Kuźmiuk wyliczał, że odpowiedzialność rządu za budżet sprowadza się do wyłomu w ściągalności podatków.

– W pierwszym roku działalności tej ekipy zabrakło, w stosunku do planu, 56 mld dochodów podatkowych, w drugim roku 42 mld – wskazał dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.

PiS chce szukać pieniędzy na własną reformę – łącznie w ofercie partii są wskazane trzy źródła finansowania.

– Restrukturyzacja tzw. pożyczki SAFE na SAFE Polski zero procent – oznajmił poseł Jarosław Wieczorek z PIS.

Co – według posła Jarosława Wieczorka – pozwoli zaoszczędzić pieniądze, jakie przez pierwsze lata funkcjonowania programu SAFE wydamy na odsetki, czyli – jak policzyła partia – dodatkowo od 4 do 6 mld zł rocznie. Trzecim źródłem jest podatek od nadmiarowych zysków banków.

– W czasie przedwyborczym każdy licytuje i będziemy teraz mieć festiwal obietnic rozmaitych – mówiła poseł D. Łoboda z KO.

Prawo i Sprawiedliwość, gdy rządziło, przed wyborami w 2023 roku podniosło kwotę wolną do 30 tys. zł, drugi próg do 120 tys. i obniżyło PIT do 12 procent. Koszty tych zmian przerzuciło na przedsiębiorców. Zmiany w składce zdrowotnej, co przyznała sama partia, były błędem. Platforma chciała wykorzystać potknięcie PiS-u, bo nie dość, że obiecała kwotę wolną do 60 tys. zł, to jeszcze zaproponowała powrót do wcześniejszych rozwiązań i możliwości odliczania składki zdrowotnej.

Poseł Zbigniew Kuźmiuk zwrócił uwagę, iż było to oszustwo wyborcze ministra finansów.

– Twierdził, że ma to dokładnie policzone i w ciągu 100 dni tę kwotę wolną wprowadzi – stwierdził pos. Zbigniew Kuźmiuk.

Tak wyglądał plakat wyborczy Andrzeja Domańskiego, który dziś mówi, że chciał podwyżki kwoty wolnej.

Ważniejsze miało być zwiększenie wydatków na obronę.

– Ta różnica wystarczyłaby do tego, żeby sfinansować m.in. kwotę wolną – przekonywał minister Andrzej Domański.

Plakat ministra – na platformie X – datowany jest na październik 2023 roku. Wojna na Ukrainie trwała od dawna i wszyscy wiedzieli, że Polska potrzebuje zbrojeń, a wydatki na obronę będą rosły skokowo. Zastępca szefa kancelarii premiera, Jakub Stefaniak, wybrał inną drogę tłumaczenia, dlaczego nie dotrzymano obietnic.

– Te wszystkie rzeczy, które dzisiaj proponujemy, są także prostowaniem sytuacji po PiS-owskim Polskim Ładzie – powiedział Jakub Stefaniak.

Rząd, prostując Polski Ład, chce podnieść CIT z 19 na 22 proc. i m.in. uczynić ryczałt mniej atrakcyjną propozycją rozliczania się przedsiębiorców – dlatego oferta premiera to też podwyżka podatków. Minister finansów, broniąc się przed zarzutami o zrzucanie kosztów na firmy, sięgnął pamięcią wstecz.

– My projekt dotyczący składki zdrowotnej przedstawiliśmy, przeprowadziliśmy przez parlament. Został zawetowany przez prezydenta – mówił minister finansów.

Przez prezydenta Andrzeja Dudę, ale – po pierwsze – różnił się on od wyborczych zapowiedzi i – po drugie – według Pałacu Prezydenckiego pogłębiał zapaść w służbie zdrowia, co oznacza, że koszty zrzucał na najuboższych.

– Łatwiej byłoby, gdyby prezydent grał z nami do jednej bramki – stwierdził Jakub Stefaniak.

Tego dziś oczekuje koalicja od głowy państwa, ale współpracownicy prezydenta w rządowej propozycji zmian w podatkach dopatrują się podstępu.

– Środki, które zaoszczędzimy przy zmianach w podatku PIT, będziemy musieli oddać, bo wzrosną ceny usług czy produktów – podsumował rzecznik prezydenta RP, dr Rafał Leśkiewicz.

Prezydent złożył obietnicę, że nie podpisze żadnej ustawy podnoszącej podatki w Polsce. Reforma neutralna dla budżetu okazała się w międzyczasie reformą na plus dla Narodowego Funduszu Zdrowia, który ma zyskać na niej dodatkowe 2 mld złotych.

TV Trwam News

drukuj