Donald Tusk nie spełnił kolejnej obietnicy – PiS składa w Sejmie własny projekt ustawy o podniesieniu drugiego progu podatkowego do 180 tys. złotych
Prawo i Sprawiedliwość, w kontrze do premiera Tuska, składa w Sejmie własny projekt ustawy o podniesieniu drugiego progu podatkowego, ale do 180 tys. złotych. Minister finansów, po tym jak zaprezentował swój plan, musi tłumaczyć się w mediach z niespełnionych obietnic – między innymi tej dotyczącej kwoty wolnej.
Podniesienie drugiego progu podatkowego do 180 tys. zł było jednym z trzech postulatów ogłoszonych przez Prawo i Sprawiedliwość przed wakacjami. W poniedziałek partia przypomniała o swojej ofercie na wybory. Złożyła propozycję w Sejmie.
– (Nie ma w niej – przyp. red.) żadnych innych kombinacji w podatku dochodowym i w ogóle w podatkach – mówił dr hab. Przemysław Czarnek.
To, jak argumentowali politycy największej partii opozycyjnej, odróżnia ich ofertę od oferty premiera Tuska. Szef rządu zaproponował podniesienie drugiego progu do 130 tys. i nową 24-procentową stawkę w przedziale od 130 do 150 tys. Zmiana ma nic nie kosztować budżetu, bo towarzyszy jej podwyżka podatków dla firm.
– My jesteśmy odpowiedzialni za budżet – przekonywała poseł Dorota Łoboda z KO.
Tak poseł Dorota Łoboda tłumaczyła, dlaczego 130 tys., a nie 180 tys. złotych. Prawo i Sprawiedliwość odpowiedziało, że wszystko ma policzone. Poseł Zbigniew Kuźmiuk wyliczał, że odpowiedzialność rządu za budżet sprowadza się do wyłomu w ściągalności podatków.
– W pierwszym roku działalności tej ekipy zabrakło, w stosunku do planu, 56 mld dochodów podatkowych, w drugim roku 42 mld – wskazał dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.
PiS chce szukać pieniędzy na własną reformę – łącznie w ofercie partii są wskazane trzy źródła finansowania.
– Restrukturyzacja tzw. pożyczki SAFE na SAFE Polski zero procent – oznajmił poseł Jarosław Wieczorek z PIS.
Co – według posła Jarosława Wieczorka – pozwoli zaoszczędzić pieniądze, jakie przez pierwsze lata funkcjonowania programu SAFE wydamy na odsetki, czyli – jak policzyła partia – dodatkowo od 4 do 6 mld zł rocznie. Trzecim źródłem jest podatek od nadmiarowych zysków banków.
– W czasie przedwyborczym każdy licytuje i będziemy teraz mieć festiwal obietnic rozmaitych – mówiła poseł D. Łoboda z KO.
Prawo i Sprawiedliwość, gdy rządziło, przed wyborami w 2023 roku podniosło kwotę wolną do 30 tys. zł, drugi próg do 120 tys. i obniżyło PIT do 12 procent. Koszty tych zmian przerzuciło na przedsiębiorców. Zmiany w składce zdrowotnej, co przyznała sama partia, były błędem. Platforma chciała wykorzystać potknięcie PiS-u, bo nie dość, że obiecała kwotę wolną do 60 tys. zł, to jeszcze zaproponowała powrót do wcześniejszych rozwiązań i możliwości odliczania składki zdrowotnej.
Poseł Zbigniew Kuźmiuk zwrócił uwagę, iż było to oszustwo wyborcze ministra finansów.
– Twierdził, że ma to dokładnie policzone i w ciągu 100 dni tę kwotę wolną wprowadzi – stwierdził pos. Zbigniew Kuźmiuk.
Tak wyglądał plakat wyborczy Andrzeja Domańskiego, który dziś mówi, że chciał podwyżki kwoty wolnej.
Praca musi się opłacać. Dlatego po wygranych wyborach przeprowadzimy radykalną obniżkę podatków poprzez podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. To jest konkret. Jako #CzłowiekOdGospodarki gwarantuję, że dopilnuję dla Was tej sprawy w Sejmie.
15 października proszę o… pic.twitter.com/EGhcEyRYI5
— Andrzej Domański (@Domanski_Andrz) October 10, 2023
Ważniejsze miało być zwiększenie wydatków na obronę.
– Ta różnica wystarczyłaby do tego, żeby sfinansować m.in. kwotę wolną – przekonywał minister Andrzej Domański.
Plakat ministra – na platformie X – datowany jest na październik 2023 roku. Wojna na Ukrainie trwała od dawna i wszyscy wiedzieli, że Polska potrzebuje zbrojeń, a wydatki na obronę będą rosły skokowo. Zastępca szefa kancelarii premiera, Jakub Stefaniak, wybrał inną drogę tłumaczenia, dlaczego nie dotrzymano obietnic.
– Te wszystkie rzeczy, które dzisiaj proponujemy, są także prostowaniem sytuacji po PiS-owskim Polskim Ładzie – powiedział Jakub Stefaniak.
Rząd, prostując Polski Ład, chce podnieść CIT z 19 na 22 proc. i m.in. uczynić ryczałt mniej atrakcyjną propozycją rozliczania się przedsiębiorców – dlatego oferta premiera to też podwyżka podatków. Minister finansów, broniąc się przed zarzutami o zrzucanie kosztów na firmy, sięgnął pamięcią wstecz.
– My projekt dotyczący składki zdrowotnej przedstawiliśmy, przeprowadziliśmy przez parlament. Został zawetowany przez prezydenta – mówił minister finansów.
Przez prezydenta Andrzeja Dudę, ale – po pierwsze – różnił się on od wyborczych zapowiedzi i – po drugie – według Pałacu Prezydenckiego pogłębiał zapaść w służbie zdrowia, co oznacza, że koszty zrzucał na najuboższych.
– Łatwiej byłoby, gdyby prezydent grał z nami do jednej bramki – stwierdził Jakub Stefaniak.
Tego dziś oczekuje koalicja od głowy państwa, ale współpracownicy prezydenta w rządowej propozycji zmian w podatkach dopatrują się podstępu.
– Środki, które zaoszczędzimy przy zmianach w podatku PIT, będziemy musieli oddać, bo wzrosną ceny usług czy produktów – podsumował rzecznik prezydenta RP, dr Rafał Leśkiewicz.
Prezydent złożył obietnicę, że nie podpisze żadnej ustawy podnoszącej podatki w Polsce. Reforma neutralna dla budżetu okazała się w międzyczasie reformą na plus dla Narodowego Funduszu Zdrowia, który ma zyskać na niej dodatkowe 2 mld złotych.
TV Trwam News


