fot. PAP/Paweł Supernak

D. Tusk przed komisją: Rolą premiera nie jest sugerowanie służbom i prokuraturze, jak postępować

Rolą premiera nie jest sugerowanie służbom i prokuraturze, jak postępować – mówił przed komisją śledczą ds. afery Amber Gold Donald Tusk. Były premier nie widział błędów państwa w związku z aferą finansową, w której tysiące Polaków straciło swoje oszczędności. Według komisji, ostrzeżenie o zagrożeniu piramidą finansową mogło trafić do opinii publicznej znacznie wcześniej.

Były premier Donald Tusk to ostatni świadek, który stanął przed sejmową komisją śledczą ds. afery Amber Gold. Właściwie do ostatniego momentu nie było jednak pewne, czy stawi się na przesłuchaniu. Donald Tusk nie potwierdził swojej obecności.

W czasie przesłuchania były premier wielokrotnie zaznaczał, że o działaniach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w sprawie Amber Gold dowiedział się z dużym opóźnieniem.

– Pierwszą taką informacją, która do mnie dotarła, pierw za pośrednictwem ministra Jacka Rostowskiego i ministra Tomasza Arabskiego poprzez referowanie, natychmiast po tym przez ministra Jacka Cichockiego, który zapoznał mnie z notatką Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – mówił Donald Tusk.

– Kiedy to było? – dopytywała komisja.

– Koniec maja, początek czerwca 2012 roku – odpowiedział.

A udokumentowana wiedza ABW pochodzi z połowy 2011 roku. Jedna z notatek z sierpnia informuje, że Marcin P. wykorzystywał samolot do lotów do Hamburga, przewożąc znaczące ilości gotówki. Jak mówiła Małgorzata Wassermann, społeczeństwo można było poinformować o zagrożeniu znacznie wcześniej.

– Stał Pan jako premier w Sejmie, a Pana minister informacje niezgodne z dokumentami podawał zrozpaczonym ludziom, którzy przed chwilą stracili swoje pieniądze – wskazała Małgorzata Wassermann, przewodnicząca sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold.

– Wydaje mi się, Pani poseł, że starałem się możliwie jasno i niezbyt brutalnie powiedzieć, co sądzę o takiej metodzie insynuacji – odpowiedział Donald Tusk.

Były premier unikał odpowiedzi na pytania dotyczące braku jego nadzoru między innymi nad służbami specjalnymi. Przekonywał, że ABW nie miała obowiązku, a nawet nie powinna informować go o działaniach operacyjnych dotyczących Amber Gold. Służby państwowe miały podejmować czynności adekwatne do ich możliwości. Według adwokata Henryka Lipskiego, premier ma obowiązek kontroli służb.

– Miał obowiązek wejść w to, interesować się, wnikliwie wykonywać obowiązki, jakie na nim ciążyły w zakresie kontroli nad służbami specjalnymi. Jeżeli nie chciał ingerować z takich czy innych przyczyn, to zaniedbał swoje obowiązki – zauważył mec. Henryk Lipski.

Donald Tusk twierdził, że nie mógł ingerować również w poprawnie działającą – jego zdaniem – Komisję Nadzoru Finansowego.

– Organa państwa powołane do tego, aby zajmować się takimi sprawami, działają w tej kwestii. W związku z tym nie było żadnego powodu, aby premier zastępował te organy w tej sytuacji – powiedział były premier.

Premier o pracy swego syna Michała Tuska w liniach lotniczych OLT Express miał dowiedzieć się dopiero z wywiadu prasowego. Nie wiedział również, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dostała zakaz zajmowania się jego synem. Pytania o syna drażniły byłego premiera.

– Po co potrzebny był Marcinowi P. do współpracy syn premiera? – padło pytanie z komisji.

– Rządzicie Państwo ponad 1000 dni, nie 10 i nie 100 dni. Nie było żadnego problemu, mój syn nigdzie nie wyjechał, żeby go w tej sprawie – także w tej, którą państwo w tej chwili jakoś insynuujecie – przesłuchać – odpowiedział Donald Tusk. 

Z materiałów komisji wynika, że syn premiera Donalda Tuska był parawanem dla działalności Marcina P.

– Jak Pan wie, u mnie pracuje syn premiera, pracował w OLT. I dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył. W chwili obecnej może być tak, że ktoś nas ruszy – powiedział Marcin P. w rozmowie z Andrzejem Korytkowskim.

Jednak, zdaniem premiera, Michał Tusk był nieświadomy swojej sytuacji w firmie. Nie mógł też być kimś w rodzaju parasola ochronnego, gdyż niedługo po jego zatrudnieniu, firma upadła. Zasiadający w komisji poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza przekonywał, że przesłuchanie Donalda Tuska, to spektakl polityczny.

– To jest najważniejsze – pokazanie tych, którzy w tym postępowaniu zawinili. Bo co? Donald Tusk miał wchodzić i wyprowadzić Marcina P., czy prokuratorzy powinni podejmować takie decyzje, którzy akurat w nowej „pisokraturze” mają się bardzo dobrze – przekonywał Krzysztof Brejza.   

Donald Tusk przesłuchanie przed komisją potraktował jako starcie polityczne i wykorzystywał je do ataku na rząd i samych posłów komisji desygnowanych przez Prawo i Sprawiedliwość.

– Musielibyśmy ustalić reguły gry, czy komisja zadaje pytania – mówił były premier.

– Ja widzę, że Pan się bardzo dobrze w tym momencie bawi, ale myślę, że miliony Polaków, którzy stracili zaufanie do instytucji państwa i tysiące osób, które straciły oszczędności swojego życia, myślę, że mają zgoła inne zdanie – zaznaczył Jarosław Krajewski.

Spółka Amber Gold miała inwestować w złoto i inne kruszce. Swoich klientów zachęcała wysokim oprocentowaniem inwestycji. Upadła w sierpniu 2012 roku, nie wypłacając tysiącom klientów powierzonych jej pieniędzy oraz odsetek. Według ustaleń, firma oszukała niemal 19 tys. klientów na kwotę prawie 851 milionów złotych.

TV Trwam News/RIRM

drukuj