fot. PAP/Adam Warżawa

D. Murawiec: Zaniedbania Wód Polskich i brak inwestycji w całą infrastrukturę melioracyjną oraz przeciwpowodziową na Żuławach Wiślanych teraz po deszczu nawalnym zebrały żniwo

Deszcz nawalny wystąpił 28 i 29 lipca, czyli wydawać by się mogło, że to już było bardzo dawno temu i że sytuacja na pewno do tego czasu została rozwiązana. Jednak nie, ponieważ zaniedbania Wód Polskich, które już od wielu lat w zasadzie są widoczne, czyli nieczyszczenie rowów melioracyjnych, brak hakowania, odmulania, a także brak inwestycji w całą infrastrukturę melioracyjną i przeciwpowodziową na Żuławach Wiślanych, teraz właśnie po deszczu nawalnym zebrały żniwo. Tyle dziesiątek tysięcy hektarów naszych upraw zostało zalanych. Ponieśliśmy ogromne straty – akcentował Damian Murawiec, rolnik oraz uczestnik Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników, w programie „Wieś to też Polska” na antenie TV Trwam.

Pod koniec lipca br. przez Żuławy i Powiśle przeszły ulewy, które zniszczyły wiele upraw rolnych. Z raportów Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego wynika, że poszkodowanych zostało ponad 800 gospodarstw. Sytuacja rolników jest bardzo trudna.

– Deszcz nawalny wystąpił 28 i 29 lipca, czyli wydawać by się mogło, że to już było bardzo dawno temu i że sytuacja na pewno do tego czasu została rozwiązana. Jednak nie, ponieważ zaniedbania Wód Polskich, które już od wielu lat w zasadzie są widoczne, czyli nieczyszczenie rowów melioracyjnych, brak hakowania, odmulania, a także brak inwestycji w całą infrastrukturę melioracyjną i przeciwpowodziową na Żuławach Wiślanych, teraz właśnie po deszczu nawalnym zebrały żniwo. My jako rolnicy z Żuław, z części Żuław Gdańskich, Malborskich czy Elbląskich, jesteśmy bardzo mocno poszkodowani. (…) Tyle dziesiątek tysięcy hektarów naszych upraw zostało zalanych i to uprawy zbożowe, rzepak, warzywa – w zasadzie cały wachlarz upraw polowych został zalany i przez to ponieśliśmy ogromne straty – wskazywał Damian Murawiec.

Agencja Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa zapowiedziała wsparcie dla poszkodowanych rolników. Do 24 października właściciele gospodarstw mogli składać wnioski o pomoc. 27 października ruszył kolejny nabór.

– W piątek zakończył się nabór pomocowy, który dotyczył pomocy dla gospodarstw, dla rolników konkretnych działek, jakie zostały wytypowane przez zdjęcia satelitarne. Mieliśmy nadzieję, jak zostało to ogłoszone i otrzymaliśmy informację, iż 23 tysiące hektarów jest objęte zdjęciami radarowymi, (…) że ta pomoc będzie sprawiedliwa. (…) Okazało się, że większość z tych najbardziej zalanych działek w ogóle nie jest widoczna i nie są one zakwalifikowane do pomocy. (…) Startuje drugi nabór pomocowy. Pomoc będzie wypłacana na podstawie protokołów szacowania strat. (…) Całe szczęście, że ten nabór jest, ponieważ będzie można skorygować pomyłki, które zostały poczynione w pierwszym naborze ze zdjęć satelitarnych – wyjaśnił poszkodowany rolnik.

Gość TV Trwam miał wiele zastrzeżeń do Wód Polskich w związku z przerwaniem wałów przeciwpowodziowych, w wyniku czego tamtejsze gospodarstwa uległy zniszczeniu.

– Wiele kanałów odprowadzających wodę z Żuław Wiślanych jest po prostu niedrożnych. Żuławy Wiślane to jest 1700 kilometrów kwadratowych i na całym terytorium Żuław znajduje się 118 stacji pomp. Każda stacja pomp odpowiedzialna jest za swój polder i z całego polderu siecią rowów melioracyjnych woda doprowadzana jest właśnie do stacji pomp. Stacja musi wypompować wtedy wodę z polderu na zewnątrz. (…) Wieloletnie zaniedbania doprowadziły do tego, że nawet w miejscach, gdzie stacje pomp mogły funkcjonować i mogłyby teoretycznie wypompowywać wodę, to nie miały gdzie, ponieważ wypompowywały ją do niedrożnego kanału. Woda się piętrzyła i wtedy wylewała się na nasze pola – tłumaczył uczestnik Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników.

Zdaniem Damiana Murawca Wody Polskie nie przygotowały się na sytuację mimo prognoz pogody, które przewidywały ulewy w tamtym obszarze. Dodał, że sam deszcz nie miał aż takiego wpływu na przelewanie się wałów, bo – jak wskazał – było to od 120 do 220 litrów wody metr kwadratowy.

– Okazuje się, że coś innego zawiodło. Nie to, że taka pogoda, taki deszcz i nie dało się nic zrobić. To było raptem od 120 do 220 litrów na metr kwadratowy. (…) Nie było podjęcia działań, żeby wypompować wodę do poziomów minimalnych, do takich, jak tylko to jest możliwe. (…) Jak deszcz padał 28 (lipca – red.), to jeszcze w nocy, gdy już stan wody w różnych rowach, (…) za które odpowiadają Wody Polskie, podnosił się i zaczynał się problem, to w wielu miejscach, na wielu stacjach pomp nie wydawano zleceń, żeby stacje pracowały na 100 procent wydajności. (…) To nie deszcz nawalny, który padał, spowodował to, że zrobiły się zastoiska, tylko woda wylała się z głównego kanału, który powinien odprowadzać wodę, a on doprowadził tę wodę na moje pole. (…) Jako rolnicy postulujemy, (…) żeby politycy w polskim parlamencie bardzo mocno pochylili się nad naprawieniem, nad uzdrowieniem sytuacji melioracyjnej i przeciwpowodziowej na Żuławach Wiślanych – przekonywał gość programu.

Zobacz reportaż TV Trwam „Po stronie prawdy: katastrofa na Żuławach”.

 

radiomaryja.pl

drukuj