Członkowie SLD chcą odwołania Leszka Millera

Leszek Miler przeprasza tych, którzy poczuli się zawiedzeni kandydaturą Magdaleny Ogórek. Sam jednak nie podaje się do dymisji, mimo że to on wskazał panią Ogórek na kandydatkę w wyborach prezydenckich. 

Dymisji Leszka Millera domaga się cześć działaczy partyjnych. O wyborach prezydenckich 2015 roku SLD chce jak najszybciej zapomnieć.

– Ogórek Magdalena Agnieszka – 353 tys. – 2,38 proc. liczby głosów ważnych – ogłosił Wojciech Hermeliński, przewodniczący PKW.

Tak słaby wynik kandydatki Sojuszu wymagał rozliczeń. O to apelował do władz zawieszony członek SLD Grzegorz Napieralski. Dziś wybory podsumował zarząd partii.

– Zarząd uznał, że wynik uzyskany przez panią Magdalenę Ogórek jest dalece niewystarczający – podkreśla Leszek Miller.

Prawe 6 godzin trwało rozliczanie osób odpowiedzialnych za nieudaną kampanię prezydencką Magdaleny Ogórek

– Przepraszamy tych, którzy tą kandydaturą poczuli się zawiedzeni – powiedział Leszek Aleksandrzak, szef sztabu wyborczego Magdaleny Ogórek.

Dlaczego kandydatka zgłoszona osobiście przez Leszka Milllera wypadła tak słabo?

– Odeszła od wartości lewicowych, nie głosiła poglądów lewicowych, głosiła program do lektoratu, który przejął Paweł Kukiz – twierdzi  Leszek Aleksandrzak.

Magdalena Ogórek twierdzi, że to SLD nie pomagało jej w kampanii.

– Myślę, że trzeba wybaczyć osobie, która nie wygrała – zaznacza Włodzimierz Czarzasty z SLD.

Skutek 6-godzinnych rozliczeń nie jest nadzwyczajny.

– Podałem się do dymisji z wiceprzewodniczącym SLD. To jest moja decyzja – zakomunikował Leszek Aleksandrzak.

Cześć działaczy SLD, głównie samorządowców, próbowała wymusić dziś na przewodniczącym SLD odejście, bezskutecznie.

Leszek Miller chce zjednoczyć lewicę. Na razie jego ugrupowanie w sondażach nie przekracza progu wyborczego.

TV Trwam News/RIRM

drukuj