fot. pixabay.com

Czcicielka Bożego Miłosierdzia: Bez Maryi nie byłoby mojej drogi do Jezusa Miłosiernego. Bóg cierpliwie czekał, aż moje serce się przemieni i zechcę stanąć przed Nim w całkowitej prawdzie o sobie

Bóg cierpliwie czekał, aż moje serce się przemieni i zechcę stanąć przed Nim w całkowitej prawdzie o sobie i w zaufaniu. Jest też bardzo ważne, byśmy coraz lepiej rozumieli siebie i świat wokół nas, bo to właśnie w nas i w świecie cały czas trwa potężna walka duchowa. Do tej walki trzeba być odpowiednio przygotowanym i  trzeba ją podejmować odważnie, a szczególnie dotyczy to apostoła Bożego Miłosierdzia służącego drugiemu człowiekowi – przekonuje Alicja z Krakowa-Łagiewnik, czciciela Bożego Miłosierdzia.

***

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że Boże Miłosierdzie jest łaską, którą obdarzał mnie Pan Bóg w bardzo konkretnych sytuacjach mojego życia. Bóg czynił jednak to stopniowo, ponieważ najpierw musiał ukształtować moje serce do przyjęcia Jego wielkiego, niepojętego ludzkim sercem i rozumem Miłosierdzia.

Bóg cierpliwie czekał, aż moje serce się przemieni i zechcę stanąć przed Nim w całkowitej prawdzie o sobie i w zaufaniu. Jest też bardzo ważne, byśmy coraz lepiej rozumieli siebie i świat wokół nas, bo to właśnie w nas i w świecie cały czas trwa potężna walka duchowa. Do tej walki trzeba być odpowiednio przygotowanym i  trzeba ją podejmować odważnie, a szczególnie dotyczy to apostoła Bożego Miłosierdzia służącego drugiemu człowiekowi w skrajnych sytuacjach. Kiedy dusza ginie, to jej jedynym ratunkiem jest Boże Miłosierdzie.

Głoszenie Orędzia Bożego Miłosierdzia i praktykowanie miłosierdzia na co dzień w stosunku do siebie i bliźnich jest dla mnie trudną drogą. Po pierwsze, ciągle dorastam do większego zaufania Bogu i pełnienia Jego, a nie mojej woli (św. s. Faustyna powie w „Dzienniczku” (374): Od dziś nie istnieje we mnie wola własna. Po drugie, wciąż trudne jest dla mnie radosne przyjmowanie nieszczęść i cierpienia.  Po trzecie, ogromnym wyzwaniem bywa świadczenie miłosierdzia w stosunku do bliźniego, często poranionego człowieka, który żyje z dala od Pana Boga. Mogę powiedzieć o sobie, że Miłosierdzie Boże jest dla mnie niełatwe do praktykowania w modlitwie, słowie i uczynkach. Zwykle proszę św. Faustynę i św. Michała Archanioła o pomoc i towarzyszenie mi zanim wyruszę w drogę ku potrzebującemu.

Dwanaście lat temu tragicznie straciłam męża, poważnie zachorował mój syn, a parę miesięcy temu zmarła mi córka. Takie doświadczenia uczyniły moje życie kruchym i coraz bardziej zdanym na łaskę Pana Boga. W praktyce jestem słabym i opornym Cyrenejczykiem niosącym krzyż własny i ufam, że w jakiejś małej cząsteczce – Krzyż Chrystusa. Ciągle nie wiem, jak to się stało, że swój film o młodzieży uczestniczącej w Światowych Dniach Młodzieży w 2008 roku w Sydney zatytułowałam właśnie „Cyrenejczycy” … .

Trudne i bolesne doświadczenia nauczyły mnie, by swoje cierpienie bez zwłoki oddawać Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. To prawdziwa Arka Ocalenia siebie w tak bolesnych momentach, to najlepsze miejsce ukrycia się i umocnienia w Bogu.  Zawierzyłam siebie i rodzinę „Dwóm Sercom” już w 2003 roku, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Sydney. W 2007 roku pielgrzymowałam do Fatimy i tam zawierzyłam siebie i Rodzinę Matce Bożej Fatimskiej. By nie pozostawać z cierpieniem sam na sam, mam dostęp i uczestniczę od lat w codziennej Eucharystii.

Słowo Boże, Eucharystia, modlitwa Różańcowa i Koronka do Bożego Miłosierdzia  to najważniejsze części mojego uzbrojenia duchowego. To jest też fundament codziennej obecności Boga w moim sercu. Bez tego fundamentu  mogłabym się nie raz załamać. To jest bardzo ważne, by niezależnie od nieszczęść i cierpień, które nas spotykają – oddawać cierpienie Panu Bogu „w trybie natychmiastowym…”. Wtedy nie niesiemy ludzkich strat długo i tak boleśnie, nie tracimy radości Bożej, zachowujemy większy pokój serca i – co ważne – mamy siłę, by służyć dalej. Unikamy w ten sposób paraliżującego i niszczącego nas lęku oraz strachu. Nie tracimy także nadziei i zaufania Bogu!!! Z pewnością jest to formuła na radzenie sobie również w czasie obecnej epidemii.

Moje nie uświadomione przeze mnie współdziałanie z łaską Bożą w głoszeniu Orędzia Bożego Miłosierdzia rozpoczęło się ok. roku 2002 na Antypodach, gdzie mieszkałam wraz z mężem i dziećmi ponad 25 lat. Pamiętam, że wtedy m.in. współpracowałam z młodzieżą polonijną, której – dzięki Towarzystwu Przyjaciół KUL-u – pomagałam przyjeżdżać z Australii do Polski na kursy nauki kultury i języka polskiego. Już wtedy w Australii zaczęłam szerzej popularyzować obraz „Jezu Ufam Tobie”, Koronki do Bożego Miłosierdzia i wszelkie pomoce, informacje o Bożym Miłosierdziu.

Po śmierci męża, nieznane mi wcześniej parafie w Sydney poprosiły mnie o pomoc w przywiezieniu przeznaczonych dla nich relikwii św. Faustyny. Następne obrazy „Jezu Ufam Tobie” przekazywałam do wspólnot katolickich nawet tak odległych, jak do miasta Madang w Papui Nowej Gwinei (dzisiaj jest tam centrum kultu Bożego Miłosierdzia) czy do wspólnoty katolickiej Aborygenów w Kalumburu, w Północnej Australii, założonej ponad 100 lat temu przez misjonarzy oo. benedyktynów.

Kilka lat po utracie męża ostatecznie zamieszkałam w Krakowie-Łagiewnikach, tuż przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. To miejsce zamieszkania nie leżało w moich ludzkich planach… Tu zbudowałam kapliczkę Matki Bożej Fatimskiej. Matka Boża wyraźnie prowadziła mnie do Pana Jezusa Miłosiernego … .

W roku 2012 w moim życiu duchowym pojawiła się też Wspólnota Apostołów Bożego Miłosierdzia FAUSTINUM, prowadzona przez Siostry ZMBM w Łagiewnikach. To ważna i potrzebna formacja. Apostoł Bożego Miłosierdzia może przecież tak wiele nauczyć się od s. Faustyny, a ona pozostaje wzorem niedoścignionym w swoim zaufaniu Panu Jezusowi. Warto zaprzyjaźnić się ze św. s. Faustyną, która szczegółowo pokazała w „Dzienniczku”, jak wzrastać w ufności Bogu oraz świadczyć miłosierdzie potrzebującym.

Chciałabym też powiedzieć jeszcze coś ważnego dla mnie – bez Maryi nie byłoby mojej drogi do Pana Jezusa Miłosiernego. To Maryja najpełniej poznała tajemnicę Bożego Miłosierdzia. Dlatego warto się Jej powierzyć, by za Jej pośrednictwem skuteczniej pozyskiwać jak najwięcej łask od Jej Miłosiernego Syna dla siebie i dla tych, którym służymy. Z perspektywy czasu widzę, że moje życie tak naprawdę mocno dotykają dwa orędzia z Nieba dane nam na obecne czasy – Orędzie Bożego Miłosierdzia i Orędzie Matki Bożej z Fatimy. Anioł Pokoju z Fatimy wypowiada modlitwę zbliżoną do słów w Koronce Bożego Miłosierdzia … .

Bardzo się cieszę, że całe Wzgórza  Łagiewnickie, gdzie mieszkam, są otoczone przemożną opieką Matki Bożej Łagiewnickiej, czczonej tu w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie-Łagiewnikach (a jest to również parafia św. Faustyny. W tutejszych księgach jest zarejestrowany akt zgonu naszej wielkiej Świętej).

radiomaryja.pl/Bernadeta Grabowska

drukuj