fot. instagram.com

Chciałem przełamać passę środowiskową i zrobić płytę z innego świata niż rap – wywiad z Marcinem „Pawbeatsem” Pawłowskim (video)

Dlaczego od trzech lat nie produkuje już muzyki do utworów innych artystów? Co inspiruje najbardziej i z czym trzeba radzić sobie podczas robienia nowego projektu? Kiedy ukaże się pierwszy klip z płyty „OUT”? Zapraszamy na rozmowę z Marcinem „Pawbeatsem” Pawłowskim, producentem muzycznym, multiinstrumentalistą i kompozytorem.

„Jako artysta jestem dosyć zamknięty. Wiem, w którą stronę idę i czasami trudno wpłynąć mi nawet samemu na siebie. Chciałem zrobić coś takiego, że wydam płytę albo dwie płyty rapowe i przełamię tę passę środowiskową – zrobię płytę, która jest z zupełnie innego środowiska, z innego świata. I to właśnie jest ta płyta: >>OUT<<”.

Wojciech Heron: Wielu z Twoich fanów, którzy pochodzą z Bydgoszczy – skąd pochodzisz również Ty – miało pretensje, że ten koncert odbywa się w Toruniu. Wyjaśniłeś, że jest w tym jakaś Twoja idea. Co chcesz przez to osiągnąć, pokazać?

Marcin Pawłowski: To też wynika z tego, że my zagraliśmy w Bydgoszczy, w ciągu ostatnich lat, kilkanaście koncertów. Pomyślałem, że i tak w tym roku zagramy kilka i może fajnie byłoby spróbować sprowokować bydgoszczan do przyjazdu do Torunia na mój koncert, pokazać, że nie ma żadnych niesnasek między tymi miastami i my się w zasadzie lubimy. Ja bardzo często przyjeżdżam do Torunia – czy to na imprezy, czy na koncerty, sam byłem studentem w Toruniu. Wydaje mi się, że sztucznie pompowany konflikt – niekiedy przez media, niekiedy przez ludzi – nie istnieje. Tym samym zapraszam jakichś toruńskich artystów, żeby zrobili w Bydgoszczy swój koncert premierowy. Na pewno nie jest to łatwe, bo jest to walka z łatką, ze stereotypem, ale moim zdaniem wyjdą z tego same dobre rzeczy.

W. H.: Sam pomysł na najnowszą płytę urodził się dość dawno, bo jeszcze za czasów „Utopii”. Po drodze były inne projekty – „Orchestra” i „Chakra”. Ile więc trwały prace nad samą płytą „Pawbeats OUT” – od pisania i tworzenia muzyki po pisanie tekstów i nagrania studyjne?

M. P.: Kompozycje na płytę zbieram w zasadzie przez całe życie. Na moich płytach są utwory zbierane, że tak powiem, z różnych czasów. Na „Orchestrze” był na przykład utwór dziesięcioletni. Na tej płycie jest kilka utworów, które powstały jeszcze przed „Utopią”. W czasie tworzenia „Utopii”, widząc jak rośnie popularność tego projektu jeszcze przed premierą, wiedziałem, że chciałbym zrobić coś takiego, że wydam płytę albo dwie płyty rapowe i przełamię tę passę środowiskową i zrobię płytę, która jest zupełnie z innego środowiska, innego świata. I to właśnie jest ta płyta.

W. H.: Przy „Orchestrze”, co zapowiedziałeś podczas swojej konferencji, która się wtedy odbyła, chciałeś być obecny przy każdym nagraniu. Mówiłeś, że to nie miała być płyta robiona „przez internet”. To się udało? Jak było przy najnowszym krążku?

M. P.: To mi się udaje w zasadzie przy każdej płycie, bo naciskam, żeby ta współpraca nie była totalnie zdalna, choć niekiedy nie jest to możliwe, bo niektórzy są tak przyzwyczajeni, że chcą nagrywać sami siebie. Prowokowałem też spotkania po to, żebyśmy mogli się poznać z ludźmi, z którymi nagrywam. Muzyka ludzi, których zaprosiłem na tę płytę jest dla mnie jako człowieka ważna. Odczuwam wrażliwość idącą od tych artystów i pomyślałem, że chciałbym z nimi coś wspólnego zrobić. (…) Na koncercie pojawią się goście z mojej nowej płyty, czyli np.: duet XXANAXX, Novika, Marika, Marcelina, Pola Rise, Robert Cichy, a także goście z moich poprzednich płyt, czyli Kali, Zeus, VNM.

W. H.: Na swoim fanpage’u na Facebooku napisałeś: „zanim zaczniesz pracować, tworzyć czy generalnie robić to, co Ciebie określa, pozbądź się frustracji – będzie lepiej dla odbiorców, dla osób, z którymi pracujesz i dla Ciebie”. Ty byłeś w stanie takiej frustracji? Musiałeś się jej pozbywać przy tworzeniu tej płyty?

M. P.: Oczywiście! Ja w ogóle bardzo często jestem w stanie takiej frustracji, takiego „doła”, kiedy myślę, że kiedy jestem w tym stanie, to nie powinienem w ogóle tworzyć. Od trzech lat nie ma mnie w ogóle na płytach rapowych, ja to z dnia na dzień po prostu przerwałem, pomijając moje projekty – „Chakrę” i „Orchestrę”. Na inne płyty nie dawałem w ogóle muzyki, dlatego że potrzebowałem robić pełne projekty, spójne w całości, a nie pojedyncze utwory na dane płyty.

W. H.: Czym tę frustrację zastąpiłeś?

M. P.: Podróże inspirują mnie do życia i odcinają od świata rzeczywistego. Podróżuję bardzo często w taki sposób, że biorę plecak i z tym plecakiem wędruję gdzieś w miejsce, które jest dla mnie totalnie egzotyczne – jak Japonia, Jordania czy Mongolia. Zresztą moment, w którym ja zdecydowałem, że płyta „OUT” musi wyjść i to już jest ten czas, że trzeba zapraszać gości, nastąpił dwa lata temu, kiedy zdecydowałem się wejść na wulkan Fudżi i powiedziałem sobie, że jak wejdę, to zacznę pracować nad tą płytą.

W. H.: Jakiego brzmienia mamy się spodziewać na płycie „OUT”?

M. P.: Brzmienie to jest chyba coś w okolicach muzyki popowej i może alternatywnej, ale myślę, że nadal jest to spójne. Jak się posłucha tych trzech płyt – „Utopii”, „Orchestry” i „OUT” – to będzie to taka spójna trylogia. Trochę nieświadomie zbudowana, ale jednak spójna brzmieniowo.

W. H.: Twoi fani przyzwyczaili się do „nocnej zmiany” na Facebooku, podczas której dbasz o kontakt z nimi. Jak duże ma to dla Ciebie znaczenie?

M. P.: To jest bardzo ważne. W pewnym momencie przestałem mieć, nazwijmy to, „kontrolę” nad tym, kto słucha tej muzyki, bo ona stała się w jakimś stopniu popularna. Ja jestem, przynajmniej osobowościowo, niszowy i taka mainstreamowa otoczka była mi obca. Chciałem zbudować społeczność, która jest na tyle świadoma i na tyle bliska mi – a moja muzyka bliska im – że zaczynamy się kojarzyć. Cała ta grupa, która jest na „nocnej zmianie” to jest właściwie sprowokowanie stworzenia jakiejś społeczności.

W. H.: W jaki sposób ten kontakt kształtuje Ciebie jako artystę, ale też jako człowieka?

M. P.: Chyba bardziej jako człowieka. Jako artysta jestem dosyć zamknięty. Wiem, w którą stronę idę i czasami trudno wpłynąć mi nawet samemu na siebie. Jako człowieka na pewno, bo trochę się otwieram. Poznając nowych ludzi, poznaję wiele nowych tematów i sytuacji.

W. H.: Nawiązałeś bliższą relację z którymś z Twoich fanów?

M. P.: Jest taki człowiek, który przyjeżdżał na nasze koncerty z Norwegii. Specjalnie kupował bilety na dwa dni i wracał. Swego czasu napisał do mnie, że gdybym kiedykolwiek chciał przyjechać do Norwegii, np. nagrać klip, to mam się do niego odzywać. Po jakimś czasie wyszło tak, że będę nagrywał klip do utworu „INSOMNIA”, który – jak przypuszczam – wyjdzie jakoś za miesiąc. Nagrywaliśmy go w Norwegii. Paweł ugościł całą ekipę filmową, jeździliśmy po kraju, zrobiliśmy setki kilometrów, więc ewidentnie z nim jakiś kontakt się zawiązał.

W. H.: Jak długo trwały próby do samego koncertu na żywo?

M. P.: Przy tej płycie zdecydowałem, że granie symfoniczne muszę odłożyć na bok i spróbuję zagrać bardziej band’owo, więc w tej mamy pełny band – raczej muzykami solowymi, a nie grających jednym głosem filharmoników. Te próby trwają już od jakiegoś czasu, natomiast jesteśmy już przygotowani. Jest to kawał przygotowań, nie tylko w zespole; każdy oddzielnie tez sobie rozpisuje pewne rzeczy, chociażby aranżacyjnie. Kiedy spotykamy się na takiej próbie, to wszyscy są właściwie „ready to go”.

W. H.: Zalążek tego projektu pojawił się już około trzy lata temu. Wybiegasz już w przyszłość i myślisz nad kolejnym czy planujesz raczej swoim zwyczajem gdzieś wyjechać, odpocząć i zatęsknić za muzyką?

M. P.: W zasadzie chciałbym udać się w podróż i wybrać, na który z tych projektów, które mam w głowie – bo mam ich jak zwykle ileś – przyjdzie czas. Bo ja czekam na to, żeby przyszedł czas na album, który muszę zrobić, ale muszę poczuć mobilizację – że chciałbym go skończyć i już „wypuścić”.

Wojciech Heron

drukuj