fot. PAP/Tomasz Gzell

Brak zgody na łamanie standardów w Ministerstwie Sprawiedliwości

Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiada, że każdy prawnik resortu, który nie dochowuje standardów musi liczyć się z konsekwencjami i odpowiedzialnością dyscyplinarną, a nawet karną. To odpowiedź na medialne publikacje mówiące o zaangażowaniu byłych już pracowników ministerstwa w hejtowanie sędziów w internecie.

We wtorek dymisję z funkcji wiceministra sprawiedliwości złożył sędzia Łukasz Piebiak. Przyjął ją premier. Portal Onet ujawnił, że sędzia Piebiak miał uczestniczyć w akcji dyskredytowania innych sędziów, którzy sprzeciwiali się reformie sądownictwa. Były już wiceminister wszystkiemu zaprzecza i zapowiada, że wystąpi na drogę sądową. W środę z resortu usunięty został sędzia Jakub Iwaniec. Według medialnych doniesień, on też miał hejtować sędziów. Jego sprawą zajmie się rzecznik dyscyplinarny na wniosek ministra Zbigniewa Ziobry.

– Jak tylko dotarły do mnie informacje o tym, że sędziowie w Ministerstwie Sprawiedliwości mogli naruszać standardy natychmiast podjąłem decyzję o ich odwołaniu. Nie akceptuje tego rodzaju zachowań. Za każdym razem, jeśli w przeszłości dojdzie do mnie informacja, że którykolwiek z sędziów z jakiejkolwiek byłby strony mógł uczestniczyć w tego rodzaju procederze zawsze, będę działał tak samo stanowczo, to jest będę odwoływał z Ministerstwa Sprawiedliwości, wszczynał postępowanie dyscyplinarne, a jeśli będą ku temu przesłanki, będzie prowadzone postępowanie karne – mówi Zbigniew Ziobro.

Natychmiastowe odwołanie sędziów z ministerstwa nie satysfakcjonuje opozycji. Grzegorz Schetyna domaga się od Jarosława Kaczyńskiego dymisji ministra Zbigniewa Ziobry.

– Jeżeli takiej decyzji do końca tygodnia nie będzie, będzie wniosek o odwołanie ministra Ziobry – wskazuje Grzegorz Schetyna.

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Anna Czerwińska odpowiada krótko.

– Nie ma takich planów, żeby minister Ziobro był odwołany – zaznacza.

Platforma próbuje wykorzystać sytuacje i przekonuje, że konieczne jest rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości.

– To jest postulat rozdzielenia prokuratury od ministra sprawiedliwości. On już był wdrożony przez PO, jeszcze za poprzednich rządów – podkreśla politolog Bartosz Brzyski.

Prawo i Sprawiedliwość obiecało, że to zmieni i tak się stało po wyborach –dodaje Bartosz Brzyski.

Rozdział jest konieczny w obecnej sytuacji – przekonuje Grzegorz Schetyna.

– Dzisiaj doszło do absurdalnej sytuacji, że to właśnie minister Ziobro, prokurator generalny, będzie sędzią we własnej sprawie – mówi lider PO.

– Są odpowiednie bezpieczniki wbudowane w system. Jest możliwość wyłączenia się prokuratora generalnego. Są prokuratorzy. Jest ostatecznie nadzór nad decyzjami prokuratur – podkreśla zastępca rzecznika Prawa i Sprawiedliwości Radosław Fogiel.

Podkreśla, że rozdział byłby niezgodny z konsytuacją. Stowarzyszenie sędziów polskich Iustitia, którego członkowie mieli być hejtowani w internecie, domaga się komisji śledczej, wyboru nowej Krajowej Rady Sądownictwa oraz – podobnie jak Platforma – rozdziału funkcji prokuratura generalnego i ministra sprawiedliwości.

– Prokuratura pozbawiona kontroli ministra jest dużo bardziej podatna, by poszczególne gałęzie prokuratury zostały uwikłane w lokalne interesy, kliki – dodaje Radosław Fogiel.

To, że eksperyment pozostawienia prokuratury bez właściwej kontroli miał negatywne skutki – na słynnych już taśmach prawdy przyznał najbliższy współpracownik Donalda Tuska, Paweł Graś. Polityk powiedział, że państwo pozbawiło się w ten sposób środków działania. Także Andrzej Seremet, który był prokuratorem generalnym za rządów PO-PSL mówił, że takie rozwiązanie nie było idealne.

– Ten model wymagał uzupełnienia. Prokuratorzy czasami się chowali za niezależnością – podkreśla były prokurator generalny Andrzej Seremet.

Doprowadziło to między innymi do Afery Amber Gold. Zaniedbania prokuratorów, których nikt nie nadzorował, były ewidentne. Potwierdziła to komisja śledcza – przypomina poseł Zbigniew Gryglas.

– W wyniku tej afery kilkanaście tysięcy Polaków straciło swoje oszczędności, dlatego naprawdę nie dążymy do tego systemu, który się nie sprawdził – mówi Zbigniew Gryglas.

Sprawą sędziów, którzy nie pracują już w Ministerstwie Sprawiedliwości, zajmuje się niezależna prokuratura. Czeka ich też postępowanie dyscyplinarne.

TV Trwam News/RIRM

drukuj