„Brainroty” nie tylko dla młodych
Absurdalne amalgamaty zwierząt, roślin i przedmiotów, groteskowe memy oraz skandaliczne historie generowane przez sztuczną inteligencję – tak wygląda jeden z najnowszych trendów internetowych określany mianem „brainrotów”. Choć wielu kojarzy go jedynie z młodzieżowymi memami, zjawisko to ma znacznie poważniejszy wymiar. Masowo produkowane przez AI opowieści o skandalach, zbrodniach i dramatach rodzinnych coraz częściej trafiają również do dorosłych odbiorców.
Epidemia „gnicia mózgów”
Trójnogi niebieski rekin w trampkach, a w tle włoska rymowanka mająca być tak wulgarna i obraźliwa, jak tylko się da. Człowiek-kłoda z kijem bejsbolowym. Nosacz-drzewiec z ogromnymi stopami. Krokodyl-bombowiec popełniający zbrodnie wojenne na Bliskim Wschodzie. Absurdalne filmy o antropomorficznych kotach, gdzie krzywda dzieci odgrywa główną rolę. Wszystko stworzone za pomocą generatywnej sztucznej inteligencji (AI).
„Brainroty” (ang. „gnicie mózgu”), bo o nich mowa, opanowały internet, zajmując w nim stałą niszę, inspirując niezliczoną ilość memów oraz wpływając na język młodego pokolenia. Oczywiście nie zabrakło też osób, które chciały spieniężyć tę surrealistyczną modę. Absurdalne kreatury trafiły na stragany w popularnych miejscowościach turystycznych, na okładki zeszytów, karty do gry i różnorakie gadżety – jak niegdyś postacie z Minecrafta, My Little Pony czy Pokémonów, ale w przeciwieństwie do nich nieobjęte w żaden sposób prawami autorskimi należącymi do wielomiliardowych firm, a tym samym łatwiejsze do produkcji i dystrybucji.
Absurd najbardziej uniwersalnym rodzajem humoru
Nie sposób nie zauważyć, że internauci kochają absurd. Jeszcze przed erą „brainrotów” na szczytach popularności były absurdalne internetowe memy, takie jak „E”, czyli fotomontaż przedstawiający twórcę Facebooka i prezesa firmy Meta, Marka Zuckerberga z głową lorda Farquaada ze „Shreka” i twarzą youtubera Markipliera, opatrzony opisem składającym się wyłącznie z rzeczonej litery. Choć ten mem, jak twierdzi jego autor, miał pierwotnie konkretny kontekst, gdyż funkcjonował jako żart zrozumiały tylko dla grona jego znajomych, to po wypłynięciu do sieci całkowicie go stracił. Nie zaszkodziło to jednak jego śmieszności – wręcz przeciwnie. „E” było zabawne ze względu na brak sensu. Nie sposób więc dziwić się, że „brainroty”, szczególnie te przedstawiające absurdalne istoty opatrzone narracją audio w języku włoskim, znalazły tylu entuzjastów, zwłaszcza wśród ludzi młodych. Absurd jest bowiem uniwersalnym typem humoru – nie wymaga znajomości danych realiów, tekstów kultury czy języka, by go zrozumieć.
Nie tylko głupkowate memy
Wbrew stereotypowi „brainroty” to zjawisko szersze niż tylko młodzieżowe memy i absurdalne filmiki. Coraz częściej przybierają one formę masowo produkowanych opowieści audiowizualnych o charakterze obyczajowym, sensacyjnym lub quasihistorycznym, generowanych przez sztuczną inteligencję i obliczonych na wywołanie w odbiorcy konkretnych emocji. Wpisuje się to w szerokie pojęcie, jakim są „pomyje AI” (ang. „AI slop”), o których więcej [tutaj].
W przeciwieństwie do rekina w trampkach czy małego antropomorficznego kota wpadającego do garnka z gotującą się zupą, w tym przypadku nieco trudniej zorientować się, że to również rodzaj „brainrotu”, a nie historie opisujące rzeczywiste wydarzenia.
„Brainroty” jak telenowele i tabloidy
„Brainroty”, których odbiorcami docelowymi są ludzie dorośli, bazują na atmosferze skandalu. Napotkać możemy m.in. twory o charakterze sensacyjno-obyczajowym, przedstawiające historie zdrad, dramatów rodzinnych, bankructw i zemsty. Mają one na celu wywołanie oburzenia lub współczucia, a ich fabuła swoją groteskowością przypomina tę znaną z oper mydlanych i paradokumentów. Jednak w przeciwieństwie do nich, przedstawione zdarzenia są prezentowane tak, jakby były prawdziwe. Przybierają one bardzo często formę narracji audiowizualnej całkowicie wykreowanej za pomocą AI. Za narratora służy syntezator czytający tekst wygenerowany przez sztuczną inteligencję, a ilustrujący opowieść pokaz slajdów również składa się z obrazów również będących jej wytworem.
Innym popularnym rodzajem „brainrotów” dla starszego odbiorcy są montaże wideo o tematyce sądowo-kryminalnej. Tutaj zdarza się, że wykorzystywane są prawdziwe nagrania fragmentów rozpraw sądowych, które ilustrują podkoloryzowaną lub całkowicie fikcyjną historię, opisującą bardzo często jakieś szokujące przestępstwo. Jest to niewątpliwie żerowanie na popularności treści z gatunku tzw. true crime, czyli najczęściej amatorskich lub półprofesjonalnych filmów dokumentalnych i reportaży na tematy dotyczące głośnych zbrodni – choć w przypadku kryminalnych „brainrotów” powinniśmy raczej mówić o „fake crime”.
Podgatunkiem obu powyższych formatów są „brainroty” dotyczące celebrytów. Tutaj bohaterami historii opisujących podkoloryzowane lub zmyślone skandale i sprawy sądowe są znani aktorzy, piosenkarze, influencerzy itp. Pod tym względem „brainroty” te przypominają tabloidy.
Historię piszą… algorytmy sztucznej inteligencji
Nietrudno zauważyć, że tego rodzaju twory próbują wpisać się w trendy oparte na zainteresowaniach dużych grup odbiorców. Poza życiem celebrytów i tematami kryminalnymi, popularnością wśród internautów cieszy się również historia, szczególnie dotycząca wojen. W tym przypadku mamy do czynienia ze szczególnie perfidnym przypadkiem „brainrotów”, ponieważ w pogoni za „kliknięciami” powodowanymi sensacją powielają one mity i nierzadko zakłamują historię. Dodatkowo bywają one ilustrowane obrazami wygenerowanymi przez AI, stylizowanymi na rzeczywiste zdjęcia z epoki. W dobie coraz lepszej jakości obrazów wytwarzanych przez sztuczną inteligencję, coraz trudniej odróżnić zdjęcia prawdziwe od spreparowanych. Należy zwrócić w tym przypadku uwagę na swoistą banalność zła. Fałszowanie historii w tym przypadku nie jest wynikiem polityki rządów czy interesów danych ugrupowań, lecz jedynie chęci łatwego zarobku.
Algorytmy nie bez winy
Treści, które można określić jako „pomyje AI” lub „brainrot”, są bardzo często produkowane masowo i udostępniane przez sieci powiązanych ze sobą kont. Generują one przy tym ogromne liczby wyświetleń. Nie bez winy są w tym przypadku algorytmy, na podstawie których funkcjonują media społecznościowe. Według badań przeprowadzonych przez firmę Kapwing, których wyniki opublikowano pod koniec ubiegłego roku, aż 21-33 proc. treści proponowanych nowym użytkownikom serwisu YouTube (a więc będącym dla algorytmów tabula rasa) to „pomyje AI” i „brainroty”. Od pewnego czasu wiadomo, że promują one te treści, które wywołują w odbiorcach emocjonalne reakcje, a najbardziej „klikalny” jest gniew. Dlatego też nie powinna dziwić popularność wszelkich opowieści audiowizualnych o dramatach rodzinnych i zbrodniach.
Warto być czujnym
Nie wszystko, co jest w internecie, jest prawdą. Tego rodzaju stwierdzenie zdaje się oczywistością, ale warto przypomnieć, że ludzki umysł domyślnie przyjmuje informacje jako prawdziwe. Dlatego też za każdym razem, kiedy trafimy na jakąś sensacyjną historię, działającą na nas emocjonalnie, powinniśmy się zastanowić nad tym, skąd możemy wiedzieć, że jest to prawda. Robotyczny głos lektora, chwytliwy tytuł rodem z tabloidu oraz zbyt idealne i ekspresywne zdjęcia powinny „zapalać lampkę ostrzegawczą” w naszym mózgu, bo oto właśnie mogliśmy zostać odbiorcą „brainrotu”. Co więcej, najpewniej na skutek naszej interakcji z tego rodzaju tworem, algorytmy zaczną proponować nam podobne treści. Pamiętajmy, by sprawdzać informacje, na jakie trafimy, w różnych źródłach. Internet daje nam ku temu mnóstwo narzędzi – od wyszukiwarek po modele AI. Dzięki temu, gdy trafimy na szokujące doniesienia o celebrycie, polityku czy fakcie historycznym, możemy z łatwością zweryfikować przekazywane w nich tezy.
Szymon Górko/radiomaryja.pl




