fot. PAP/EPA

Boliwia pochłonięta kryzysem politycznym po dymisji prezydenta

Lider boliwijskiej opozycji obwołała się tymczasową prezydent kraju. Jej decyzja ma związek z dymisją prezydenta Evo Moralesa, któremu zarzuca się sfałszowanie wyników prezydenckich.

Niespełna miesiąc temu, Boliwijczycy ruszyli do urn. Prezydentem po raz kolejny został Evo Morales, który od 13 lat nieprzerwanie rządzi krajem. Jego reelekcja wywołała falę protestów.

– Miejmy nadzieję, że Bóg wybaczy prezydentowi Evo Moralesowi to, co zrobił Boliwijczykom. Śmierć, morderstwa i gwałt kobiet. Tylko Bóg wie, kto za to wszystko zapłaci – mówiła Veronica Ramos, obywatelka Boliwii.

Opozycja oskarżyła Moralesa o sfałszowanie wyników głosowania. Poważne nieprawidłowości w tej sprawie wykazał także raport Organizacji Państw Amerykańskich. Po jego publikacji, Evo Morales postanowił podać się do dymisji. Wczoraj przyleciał do Meksyku, gdzie otrzymał azyl polityczny.

– Drodzy bracia i siostry, zdajecie sobie sprawę z mojej wygranej w pierwszej turze wyborów 20 października tego roku. Niestety, po ogłoszeniu wyników, rozpoczął się w naszym kraju zamach stanu. Przeszliśmy przez te trzy tygodnie, jednak na ostatnim etapie policja przyłączyła się do tego zamachu – powiedział Evo Morales, były prezydent Boliwii.

Po decyzji Moralesa, liderka boliwijskiej opozycji, będąca jednocześnie wiceprzewodniczącą Senatu Jeanine Anez ogłosiła się tymczasową prezydent Boliwii, wzywając do jak najszybszego rozpisania kolejnych wyborów prezydenckich.

– Ze względu na ostateczną nieobecność prezydenta i wiceprezydenta, zgodnie z tekstem i znaczeniem konstytucji, jako przewodniczącą izby senatorów, natychmiast przejmuję prezydencję państwa – oznajmiła Jeanine Anez, tymczasowa prezydent Boliwii.

Deklaracja ta nastąpiła na sesji parlamentu. I to mimo braku kworum. Obrady zbojkotowali politycy lewicowej partii Evo Moralesa. Co spotkało się z natychmiastową reakcją byłego prezydenta.

– Nastąpił najbardziej przebiegły i najbardziej ohydny zamach stanu w historii: prawicowa senator ogłosiła się przewodniczącą Senatu, a następnie tymczasowym prezydentem Boliwii bez kworum legislacyjnego, otoczona grupą wspólników i chroniona przez wojsko i policję, które represjonują lud – napisał Evo Morales, były prezydent Boliwii

To niesłuszne oskarżenia – podkreślił politolog Karolina Jargut.

– Senator Anez ogłosiła swoja decyzję opierając się na zapisach konstytucji. W przypadku, kiedy wszyscy następcy Moralesa zrezygnowali ze swojej funkcji, kolejna jest właśnie ona. Tą decyzję potwierdził Trybunał Konstytucyjny i w tym wypadku kworum, którego nie było, nie było wymagane – mówiła Karolina Jagut.

W obronie Moralesa na ulice wyszli jego zwolennicy. Poparcie dla byłego przywódcy wyraziło także rosyjskie MSZ, które zarzuca opozycji – i tu cytat – „rozpętanie fali przemocy”.

– W tym przypadku taka obrona Moralesa nie może oznaczać nic innego, jak wyrażenie poparcia dla jego rządów i jego prezydentury, i tego, że Rosja bardzo by chciała, aby ponownie on został prezydentem – podkreśliła politolog.

Unia Europejska apeluje o zachowanie w kraju spokoju i wysyła do Boliwii swoich obserwatorów.

 

TV Trwam News

drukuj