Blisko 4 tys. protestów wyborczych trafiło do Sądu Najwyższego
Blisko 4 tys. protestów wyborczych trafiło do Sądu Najwyższego. Choć termin ich składania minął w poniedziałek, to wciąż rejestrowane są skargi nadesłane drogą pocztową.
2 czerwca po zakończeniu II tury głosowania, PKW ogłosiła, że Karol Nawrocki został wybrany na urząd prezydenta RP. Odpowiednie sprawozdanie jednak z poprawką o incydentach w trakcie głosowania PKW przekazała do Sądu Najwyższego, który rozstrzygnie o ważności wyborów.
Wcześniej jednak musi on rozpatrzyć protesty wyborcze. Wśród nich będą te złożone przez komitet wyborczy Rafała Trzaskowskiego oraz polityków PO. Do podobnych działań politycy partii rządzącej zachęcali też swoich wyborców, sugerując potrzebę weryfikacji wyniku wyborów prezydenckich.
Politolog dr Aleksander Kozicki ocenił, że w ten sposób wprowadza się atmosferę nieufności i podważa zaufanie obywateli do państwa.
– Przeliczenie głosów nie będzie rzutować na wynik wyborczy, natomiast wprowadza atmosferę przede wszystkim nieufności i podgrzewa kryzys zaufania, który i tak już jest bardzo duży i w Polsce jest wielopłaszczyznowy. Wzajemnie sobie jako Polacy nie ufamy. Jesteśmy bardzo podatni na to, żeby rozpalić prawdziwy konflikt polityczny przez czynniki zagraniczne, które będą we własnym interesie dyskontować nieład w Polsce i anarchię – zaznaczył dr Aleksander Kozicki.
Do Sądu Najwyższego docierają już ostatnie skargi na przebieg wyborów drogą pocztową. Na wydanie orzeczenia o ważności wyborców prezydenckich Sąd Najwyższy ma czas do 2 lipca.
RIRM




