fot. flickr.com

Bieszczadzkie GOPR interweniuje kilka razy dziennie

Trzy, cztery razy dziennie od początku wakacji interweniują ratownicy górscy w Bieszczadach. „Zazwyczaj pomagamy turystom, którzy doznali udarów cieplnych lub się odwodnili w górach” – powiedział PAP ratownik dyżurny bieszczadzkiej grupy GOPR Paweł Szopa.

„Lipiec jest tradycyjnie trochę spokojniejszy niż sierpień, aczkolwiek w tym roku turystów jest dość sporo. To sprawia, że i naszych interwencji jest więcej” – zauważył Szopa.

Przypomniał, że wybierając się w góry w upalne dni obowiązkowo trzeba założyć nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne oraz zabrać ze sobą dużo niegazowanej wody do picia, „którą należy regularnie pić”. „Jeśli tego nie robimy to możemy na tyle odwodnić się, że nie będziemy w stanie kontynuować marszu” – podkreślił ratownik.

Zwrócił też uwagę, że idąc w góry powinniśmy być przygotowani na gwałtowne zmiany pogody.

„Temperatura powietrza z ponad 30 stopni Celsjusza może w krótkim czasie spaść do 10 stopni, a wtedy następuje błyskawiczne wychłodzenie organizmu” – dodał goprowiec.

Zaapelował również o ostrożność w czasie burz.

„Jeżeli widzimy pierwsze, nawet słabe symptomy burzy to musimy, nie powinniśmy, ale musimy zejść jak najszybciej w doliny. Burza w górach rozwija się wyjątkowo szybko i jest bardzo niebezpieczna” – zauważył.

Bieszczadzka grupa GOPR liczy 208 ratowników i kandydatów na ratowników górskich.

Podczas wakacji obok całorocznych stacji ratunkowych GOPR w Sanoku, Ustrzykach Górnych i Cisnej pracują także sezonowe stacje na Połoninie Wetlińskiej oraz w Dukli w Beskidzie Niskim.

Sieć placówek GOPR dodatkowo uzupełniają punkty ratunkowe w schroniskach „Koliba” na Przysłupiu Caryńskim, „Pod Wysoką Połoniną” w Wetlinie oraz „Bacówce” pod Małą Rawką.

Ratownicy bieszczadzkiej grupy GOPR monitorują prawie cztery tys. km kw. Opiekują się turystami w Bieszczadach, Beskidzie Niskim, a także w Górach Sanocko-Turczańskich oraz na pogórzach Dynowskim i Przemyskim.

PAP/RIRM

drukuj