fot. Paweł Palembas

Armatorzy będą protestować w portach i przystaniach nad Bałtykiem

W portach i przystaniach nad Bałtykiem mają się dziś odbyć protesty armatorów zajmujących się połowem komercyjnym. 

Rybacy sprzeciwiają się przede wszystkim działaniom organów unijnych. Komisja Europejska zakazała od stycznia połowu dorsza we wschodniej części Morza Bałtyckiego. Jednocześnie nie wypłaca rekompensat, które były zapowiadane.

Armatorzy komercyjni chcą wesprzeć polskie władze w nacisku na UE, a także prosić o pomoc rządową – tłumaczy Marek Szypulski z Darłowskiej Grupy Producentów Ryb.

– Młyny Unii mielą bardzo powoli, więc nie spodziewamy się szybkiej reakcji. Ten proces ma podwójny wymiar. Ma on wesprzeć naszego ministra, żeby UE ten problem zobaczyła. Druga sprawa – wiemy, że są możliwości wskazane przez UE, których może używać polski rząd, żeby nam pomóc, choćby działania de minimis – mówi Marek Szypulski.

W połowie stycznia z kolei armatorzy rekreacyjni, którzy byli w podobnej sytuacji, podpisali z Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej porozumienie o wsparciu finansowym.

Prezes Związku Rybaków Polskich oraz doradca ministra ds. rybołówstwa Grzegorz Hałubek ocenił, że strona polska powinna jednym głosem naciskać na KE. Podkreślił także, że to działania unijne doprowadziły do zaniku dorsza w Bałtyku.

– Rybacy mają pełną świadomość, że winna jest Bruksela. Uważam,  że najlepszym wyjściem byłoby, gdyby rybacy – wspólnie z rządem – zintensyfikowali naciski na KE, żeby nie trzeba było używać polskich pieniędzy. Nie jestem zwolennikiem tego, że to Bruksela wprowadziła zakaz, a polski rząd ma ponosić tego konsekwencje – zaznaczył Grzegorz Hałubek.

W ciągu najbliższych miesięcy mają być znane szczegółowe warunki pomocy dla armatorów rekreacyjnych. Koszt programu jest szacowany na 150 mln zł.

Ministerstwo zwróciło się także do KE o rozszerzenie programu operacyjnego, dzięki któremu możliwa będzie pomoc dla wędkarzy rekreacyjnych.

RIRM

drukuj