A. Maciejewski o wyjeździe Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego do USA: Można uciec z więzienia, ale jeżeli ktoś w sposób oficjalny wsiada do samolotu i przylatuje do USA, to nie jest ucieczka
Można uciec z więzienia, ale jeżeli ktoś w sposób oficjalny wsiada do samolotu i przylatuje do Stanów Zjednoczonych, to nie jest ucieczka. Pamiętajmy, że kraj ten ma zaostrzoną politykę migracyjno-azylową i nie każdy kto wyląduje na lotnisku, będzie przyjęty. W tym przypadku obaj politycy przeszli cała procedurę odprawy. Co więcej, oni medialnie informują, gdzie lecą. Tutaj mowa o ucieczce jest dużym nadużyciem. Oni po prostu się przemieścili, zmienili adres zamieszkania – mówił Andrzej Maciejewski, politolog, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Od niedzieli media trąbią o tym, że Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski wyjechali z Węgier do USA. Kierunek ich podróży nie jest przypadkowy. Jednocześnie coraz więcej pytań budzi sposób, w jaki obaj politycy są dziś przedstawiani w debacie publicznej. Trudno nie odnieść wrażenia, że wobec osób, które nie zostały prawomocnie skazane, już wydano polityczny i medialny wyrok.
– Nie będę ukrywał, że państwo, do którego się udali, nie było tajemnicą, można było to łatwo przewidzieć. W przypadku Zbigniewa Ziobry bardzo istotne było to, że jego problemy zdrowotne wymagają profesjonalnego leczenia i kontroli, dlatego Stany zjednoczone były miejscem oczywistym. Zastanawiające jest to, co się dzieje z byłym ministrem sprawiedliwości. Jest to niesamowite, bo zgodnie z polskim prawem winny jest ktoś, kto został skazany prawomocnie, tymczasem w przypadku obu ministrów mówimy o osobach, które nie miały żadnej sprawy. Tymczasem wyrok medialny i polityczny już zapadł – wskazał Andrzej Maciejewski.
Wyjazdu Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego nie można nazywać ucieczką. Oni oficjalnie przekroczyli granice i przeszli procedurę odprawy. W związku z tym coraz więcej kontrowersji budzi sposób prowadzenia tej sprawy przez polskie władze, bo konflikt wokół byłych ministrów przestaje być wyłącznie krajowym sporem i nabiera międzynarodowego wymiaru.
– Można uciec z więzienia, ale jeżeli ktoś w sposób oficjalny wsiada do samolotu i przylatuje do Stanów Zjednoczonych, to nie jest ucieczka. Pamiętajmy, że kraj ten ma zaostrzoną politykę migracyjno-azylową i nie każdy kto wyląduje na lotnisku, będzie przyjęty. W tym przypadku obaj politycy przeszli cała procedurę odprawy. Co więcej, oni medialnie informują, gdzie lecą. Tutaj mowa o ucieczce jest dużym nadużyciem. Oni po prostu się przemieścili, zmienili adres zamieszkania. W mojej ocenie to, co robi dziś Waldemar Żurek, jest dużą nieodpowiedzialnością. Dziwi mnie to, iż Donald Tusk na to pozwala, bo tym samym cała historia wokół ministrów staje się już nie tylko tematem europejskim, ale także światowym. Mam wrażenie, że jak w USA zaczną się przyglądać tej sprawie, to może się okazać, iż cały system – łącznie z premierem – będzie ośmieszony – akcentował politolog.
Tłem wyjazdu polskich ministrów jest zmiana władzy na Węgrzech. Nowy premier Węgier miał zrealizować scenariusz korzystny dla Donalda Tuska i doprowadzić do wydalenia polityków do Polski.
– To wszystko jest skoordynowane z tym, co się stało po wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Nowy premier miał być tym, który spełni obietnice Donalda Tuska, a więc miał wydalić ministrów do Polski. Ktoś mu zabrał tę przyjemność i Donald Tusk nie dostanie tej niespodzianki – stwierdził gość audycji „Aktualności dnia”.
Całą rozmowę z Andrzejem Maciejewskim można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl



