fot. wikipedia.org

74 lata temu zaczęła się Rzeź Ochoty

Powstańcza ofensywa trwała tu kilka godzin, obrona – jedenaście dni. Przez cały ten czas trwało zaplanowane ludobójstwo cywilów przeprowadzane przez Niemców, ale w znacznie większym stopniu przez kolaboranckie oddziały Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej.

To była bardzo krótka bitwa. 1 sierpnia, tuż przed godz. 17.00, rozległy się pierwsze strzały w okolicach domu akademickiego przy placu Narutowicza.

„Salwa! Chyba się zaczyna, jest za minutę piąta. Piąta dwadzieścia. Grzeją jak jasna cholera” – wspominała ten moment Anna Bagieńska, wówczas dwudziestotrzyletnia harcerka przydzielona do pomocy medycznej w budynku przy ul. Grójeckiej 45.

Więcej zapamiętała Jadwiga Rużyłło-Stasiakowa mieszkająca przy Mianowskiego 15:

„Wkrótce usłyszałam strzały od strony pl. Narutowicza. Wyjrzałam oknem, ale mogłam zobaczyć tylko górne piętra domu akademickiego. W każdym oknie łeb żandarmski w hełmie bojowym! Strzały nie cichły, a w oknach obok hełmów zauważyłam lufy broni skierowanej w naszą stronę. Wkrótce odgłosy walki dochodziły i z innych stron, z kierunku Szkoły Nauk Politycznych i Głównej Dyrekcji Lasów Państwowych. Nad wszystkim zaczął dominować jazgot karabinów maszynowych. Zrozumiałam, że toczy się bitwa”. W tamtym momencie na pl. Narutowicza powstańcy prawdopodobnie nie mieli broni maszynowej. Komendant Chorągwi Warszawskiej Szarych Szeregów Stefan Mirowski wspominał: „Obserwowałem zbiórkę tych plutonów na podwórzu, raczej na połączonych podwórzach domów Barska 3 i 5. Na kilka plutonów może znalazło się tam dwadzieścia pistoletów i dwa karabiny” – opisuje.

„Jazgot”, o którym wspominała Jadwiga Rużyłło-Stasiakowa, zapewne pochodził z broni niemieckiej, która natychmiast dziesiątkowała drastycznie niewystarczające siły Polaków. Właśnie bitwa o dom akademicki uświadomiła natychmiast wszystkim, że powstańcy nie mają najmniejszych szans na opanowanie dzielnicy. Po pierwsze, sił niemieckich było tu wielokrotnie więcej i były nieporównywalnie lepiej uzbrojone. Po drugie zaś, Niemcy posiadali kilka prawdziwych twierdz – jak naturalnie obronny, dodatkowo mocno wówczas ufortyfikowany akademik, w którym mieściły się koszary policji; jednak były również koszary SS w budynku szkoły przy Tarczyńskiej, zakłady Toebbensa czy szkoła na rogu Raszyńskiej i Niemcewicza.

Wszystkie natarcia na obiekty strategiczne: budynek Głównej Dyrekcji Lasów Państwowych, Szkołę Nauk Politycznych i wspomniane koszary SS, skończyły się podobnie jak bitwa o akademik – zdziesiątkowaniem, rozbiciem i rozproszeniem większości sił powstańczych. Udało się zdobyć jedynie budynek Marynarki Wojennej na rogu Wawelskiej oraz Żwirki i Wigury, ale w żaden sposób nie zmieniło to ogólnej sytuacji strategicznej. Była ona w tak oczywisty sposób beznadziejna, że dowódca IV Obwodu Mieczysław Sokołowski „Grzymała” podjął decyzję o wycofaniu oddziałów z miasta. Wczesnym rankiem 2 sierpnia kilkuset powstańców zgromadzonych w kwadracie domów przy ulicach: Niemcewicza, Asnyka, Filtrowej i Grójeckiej, wymaszerowało w kierunku Lasów Chojnowskich. Ewakuacja przebiegła w większości bez przeszkód. Jedynym tragicznym jej epizodem była bitwa w Pęcicach, podczas której zginęło ok. 90 z nich, w tym sanitariuszki.

Był to koniec powstańczej ofensywy na Ochocie, ale nie koniec zrywu w tej dzielnicy. Prawdopodobnie kilkuset rozproszonych po okolicy żołnierzy zgromadziło się w dwóch kompleksach budynków, które, wzmocnione barykadami, zamieniły się w twierdze. Były to tzw. Reduta Kaliska (bloki przy ul. Kaliskiej, Kopińskiej, Białobrzeskiej i Joteyki – dowodził por. Andrzej Chyczewski „Gustaw”) oraz Reduta Wawelska (ul. Wawelska, Uniwersytecka i Mianowskiego – dowodził ppor. Jerzy Gołębiewski „Stach”).

„Wzdłuż Filtrowej i Uniwersyteckiej Niemcy bez przerwy strzelali. Więc z naszej bramy (ul. Filtrowa 62) wpadłam wprost na Mochnackiego, przez domy przeszłam na Mianowskiego. Przebiegłam Uniwersytecką i już jestem pod 15. A tam forteca. Brama zabarykadowana. Spuścili mi z okna drabinę. Jak się dowiedzieli, że przyszła łączniczka od komendanta, to myślałam, że mnie rozerwą z radości. Byli zupełnie odcięci i nic nie wiedzieli, co się w Warszawie dzieje” – opisywała Anna Bagieńska wygląd Reduty Wawelskiej, dodając ciekawy wątek o sposobach dostawania się do i wydostawania z powstańczej fortecy: „Na szczęście pod ulicą biegnie rura od centralnego ogrzewania, co prawda bardzo wąska, ale przedostać się można. Trzeba położyć się na desce bardzo płasko i dwóch ludzi przeciąga tę deskę na lince przez rurę długości 22 metrów”.

2 sierpnia 1944 r. zaczęła się na Ochocie wojna pozycyjna.

Pod datą 4 sierpnia Anna Bagieńska zanotowała: „Ciągle wali artyleria. Posterunki zawiadomili, że mają wytrzymać jeszcze maksimum trzy dni”. Wytrzymały dłużej, ale ta notatka mówi właściwie wszystko o proporcjach walczących stron. Uwięzionym we własnych twierdzach powstańcom nieustannie kurczyły się zapasy amunicji, ostrzał był zatem prowadzony w zasadzie wyłącznie w celach defensywnych. Niemcy zaś mieli do dyspozycji czołgi i artylerię ostrzeliwującą polskie pozycje od strony Pola Mokotowskiego. Dla wszystkich było jasne, że porażka jest kwestią czasu.

A jednak walczono. Właściwie w pewnym momencie trudno było odróżnić powstańców od cywilnych mieszkańców Ochoty. Ci ostatni co prawda teoretycznie zostali ulokowani w piwnicach, praktycznie jednak obie reduty natychmiast stały się komunami wspólnie walczących i wspierających się w każdy możliwy sposób ludzi. Przyznaje to we wspomnieniach z Reduty Wawelskiej sanitariuszka Zofia Namitkiewicz:

„Powstańcy i ludność cywilna tworzyli jedną zwartą załogę. Mieszkańcy domów brali udział w walce, gasili pożary, naprawiali uszkodzenia w zabarykadowaniu, pomagali przenosić rannych. Przez jedenaście dni żywili liczącą stu kilkudziesięciu ludzi załogę, oddając do wspólnego kotła zapasy lub też organizując w swoich domach małe stołówki” – wskazuje.

Więcej szczegółów w kwestii organizacji obrony Reduty Wawelskiej przekazuje Jadwiga Rużyłło-Stasiakowa: „Mieszkańcy domu podporządkowali się wszystkim zarządzeniom. Ale załoga nie znała własnych sił ani uzbrojenia. Blok ten według planu obsadził pluton AK”.

PAP/RIRM

drukuj