fot. PAP/Jacek Turczyk

72. rocznica bitwy pod Monte Cassino

19 maja 1944 r. zakończyła się jedna z najkrwawszych bitew w II wojnie światowej. Swój udział mieli w niej także Polacy dowodzeni przez gen. Władysława Andersa. W głównych uroczystościach 72. rocznicy bitwy na polach pod Monte Cassino wziął dziś udział prezydent RP Andrzej Duda.

Monte Cassino to wzgórze we Włoszech, nad doliną rzeki Liri, między Rzymem i Neapolem. Jego wysokość to 519 m n.p.m. U podnóża wzgórza znajduje się miasto Cassino. Na szczycie wznosi się opactwo benedyktyńskie z 529 r.

Po wylądowaniu aliantów na Sycylii w 1943 r. zaczęli się oni powoli posuwać na północ Włoch. III Rzesza zmuszona była wesprzeć niepewnego sojusznika na nowym froncie, a po kapitulacji marszałka Badoglio – rozpoczęła okupację kraju. Mimo to alianci zdołali wylądować pod Salerno, zająć Neapol i od tego momentu powoli opanowywali kraj.

Alianci doszli do tzw. Linii Gustawa – niemieckiego umocnienia we Włoszech na długości 130 km. Kluczowymi pozycjami wojsk niemieckich były wzgórza Monte Cairo, San Angelo, Passo Corno i Monte Cassino. Jak wskazuje historyk wojskowości prof. Wiesław Wysocki, to właśnie Monte Cassino było dla aliantów najważniejsze.

Monte Cassino to jest punkt węzłowy, którego zdobycie oznaczało symboliczne zajęcie i przełamanie linii oporu. Nikt wcześniej nie wiedział gdzie jest Monte Cairo, a wszyscy wiedzieli gdzie jest Monte Cassino, bo jest tam przecież znany na całym świecie klasztor – mówi prof. Wiesław Wysocki.

Jednak zdobycie wzgórza Monte Cassino było bardzo trudne. Po pierwszym natarciu aliantów na wzgórze (17 stycznia do 11 lutego), które zakończyło się zupełnym niepowodzeniem, dowództwo sił alianckich podjęło decyzję o zbombardowaniu klasztoru benedyktyńskiego znajdującego się na Monte Cassino. 15 lutego 1944 r. 230 amerykańskich bombowców zrzuciło 1150 ton bomb na klasztor, kompletnie go przy tym niszcząc. Paradoksalnie ruiny klasztoru były znacznie lepszą pozycją obronną niż budowla jako całość.

Alianci próbowali kilkakrotnie zdobyć wzgórze, ale bezskutecznie. Prof. Wiesław Wysocki wskazuje, dlaczego to było tak ciężkie zadanie.

Jest to teren górski, gdzie w niektórych momentach, żeby wejść, trzeba było posługiwać się drabinami. Stromość tych skał spowodowała, że często żołnierze idący do ataku, dostawali ogień z tyłu, bo nie dostrzegli, że minęli ukryty bunkier niemiecki. Można powiedzieć, że są tam specyficzne uwarunkowania nawet i wysoko górskie. Jeśli ktoś był w tamtym miejscu, to wie, że trzeba niemałego wysiłku żeby dojść do pomników, a co dopiero jak to wyglądało, w momencie kiedy jeszcze jest ostrzał ze strony wroga – mówi prof. Wiesław Wysocki.

Mimo tak ciężkich warunków 18 maja 1944 r. w godzinach rannych patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich, dowodzony przez podporucznika K. Gurbiela, dotarł do opuszczonego nocą przez Niemców klasztoru. Na ruinach zawiała polska flaga i rozbrzmiał hejnał.

Wkład polskiej armii pod dowództwem gen. Władysława Andersa był ogromny, dlatego należy się jemu i ludziom, którzy tam wylewali krew, upamiętnienie – wskazuje prof. Wysocki w nawiązaniu do uroczystości upamiętnienia bitwy pod Monte Cassino.

Dla żołnierzy polskich, którzy wyszli z Rosji, to była droga do Polski niepodległej. Okazała się ona nieosiągalna, ale bitwa ta i krew tam przelana była świadectwem, że walczymy tam nie tylko o swoje sprawy, ale także wolność innych. W tradycji polskiej Monte Cassino sytuuje się jako polski wkład w wolność innych. Niestety ci „inni” o tym wkładzie często zapominają – podkreśla prof. Wiesław Wysocki.

W bitwie pod Monte Cassino straciło życie ponad 1000 polskich żołnierzy, którzy są pochowani na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino. W dzisiejszych uroczystościach upamiętniających tamto wydarzenie wziął udział prezydent Andrzej Duda, który tym samym wyraził głęboki szacunek, ale także i pamięć o poległych rodakach w II wojnie światowej.

RIRM

drukuj