Zaścianek szkołą patriotyzmu i demokracji

Określenie „zaścianek” w powszechnym odczuciu ma dziś wydźwięk pejoratywny. Kojarzy się ze zbytnim konserwatyzmem, zacofaniem. Gdy jednak przyjrzymy się dokładniej dziejom Polski – szczególnie jej ściany wschodniej – okaże się, że zaścianek był wielką szkołą patriotyzmu i demokracji, poszanowania pracy i wierności wartościom wypracowanym przez pokolenia.



Profesor Stanisław Pigoń we wstępie do „Pana Tadeusza” pisze o szlachcie zaściankowej jako o „najwartościowszym fundamencie narodowości”. Niestety, świadomość tego jest wśród Polaków, także tych z Podlasia i wschodniego Mazowsza, słaba. Jednak w ostatnim czasie podejmowane są inicjatywy zmierzające do ukazania pozytywnych aspektów dziedzictwa, jakie zostało wypracowane przez wieki przez szlachtę zaściankową.

Gdy dziś przejeżdża się przez wioski – będące niegdyś szlacheckimi zaściankami – nie widać różnicy. Wszędzie obok nielicznych już domów drewnianych wyrastają nowoczesne budynki, przez wioski wiodą drogi asfaltowe, pobocza wykładane są chodnikami z kostki. Również w wyposażeniu domów królują nowoczesne meble, z obowiązkowymi meblościankami, dywany, telewizory, wideo. Tylko w niektórych, wstydliwie w sieni lub na strychu chowają się stare, ozdobne komody, obszerne szafy ze skrzypiącymi drzwiami, wielkie, rozsuwane stoły będące świadkami uroczystości rodzinnych, gromadzących liczne, wielopokoleniowe rodziny. Wanda Księżopolska, etnograf Muzeum Regionalnego w Siedlcach, w poszukiwaniu eksponatów do wystawy „W szlacheckim zaścianku” odwiedziła wiele domów. – W jednym gospodarstwie we wsi Jastrzębie Mroczki otwarto mi dom nieużywany od 20 lat, w którym znalazłam komplet mebli charakterystycznych dla dawnego domu szlacheckiego: komody, szafy, stoły. Niestety, wszystko zjedzone przez korniki – mówi.

Z godnością i honorem

Historię danej miejscowości najlepiej zacząć od poznania miejscowego cmentarza. W Gąsiorach – wiosce położonej między Radzyniem Podlaskim a Łukowem, z dala od głównej drogi, na zdecydowanej większości cmentarnych nagrobków widnieją nazwiska zakończone na -ski. Wiele z nich pochodzi od nazw wiosek rozrzuconych po bliższej i dalszej okolicy: Wierzchowski, Paskudzki, Rzymowski, Niewęgłowski, Karwowski, Grochowski, Borkowski… Inne nazwiska pojawiają się bardzo rzadko. – Gąsiory wraz z przylegającymi wioskami: Paskudami, Wierzchowinami, Rzymkami, były wioskami szlacheckimi, zamieszkałymi w całości lub w części przez dawną szlachtę zagrodową, od dawna zubożałą, majątkowo nieróżniącą się od chłopów, ale mającą swe odrębne obyczaje, chroniącą swą odrębność – tłumaczy proboszcz miejscowej parafii ks. Sylwester Borkowski.

Na Podlasiu i wschodnim Mazowszu istnieje wiele wiosek, w których większość mieszkańców stanowiła niegdyś szlachta zagrodowa, czyli zaściankowa. Jej liczebność dochodziła do 50-70 proc., w niektórych nawet 90-100 procent.

Wanda Księżopolska twierdzi, że mieszkańcy dawnych wsi szlacheckich obecnie z trudem dają się namówić na rozmowy o swym rodowodzie. Komunizm z jego nienawiścią do „panów”, lata zakłamania odnośnie do roli szlachty zagrodowej, zmiana ustroju społecznego, przemieszczanie się i przemieszanie ludności, szczególnie migracja do miast, popularyzacja mediów i unifikacja kultury zrobiły swoje. – Podczas rozmów widać zażenowanie, niechęć do kontynuowania pewnych wątków – twierdzi Wanda Księżopolska.

– Młodzi teraz na to nie patrzą, ale za czasów naszej młodości było inaczej – wspominają mieszkańcy Paskud Bronisława i Kazimierz Próchniewiczowie. – Choć w Paskudach szlachta zagrodowa mieszkała obok chłopów, małżeństwa mieszane były rzadkością. Ba, chłopska młodzież nie mogła uczestniczyć w zabawach organizowanych w szlacheckich domach, szlachcianki, proszone do tańca przez chłopców włościańskich, odmawiały – opowiada pan Kazimierz.

Zanim szlachcic wdał się z kimś w rozmowę, najpierw wypytywał, czy jego rozmówca jest z wioski szlacheckiej, czy pochodzi z godnej rodziny. Dopiero potem wyciągał rękę na powitanie czy zabierał pieszego na furę, by go podwieźć.

„Awans” w postaci małżeństwa dziewczyny włościańskiej ze szlachcicem był we wsi doceniany. – Szlachcianka, która rozgoniła zabawę, bo się na niej pojawiłam, po moim ślubie zaczęła do mnie – wówczas niespełna 18-letniej dziewczyny – mówić „pani” – wspomina pani Klementyna Zabielska.

Bronisława Próchniewiczowa przyznaje, że szlacheccy małżonkowie odnosili się do siebie z wielkim szacunkiem. – Nasz sąsiad zawsze zwracał się do żony w trzeciej osobie: „Marynia zrobiła, Marynia pójdzie, Marynia niech weźmie” itd. – nawet podczas prac polowych. W mowie nie było przekleństw, wesela i zabawy odbywały się zazwyczaj bez pijaństwa i bójek – snuje swą opowieść pani Bronisława.

Ksiądz Sylwester Borkowski, który w swej parafii ma oprócz włościańskich dawne wioski szlacheckie, twierdzi, że do dziś zauważalne są zachowania charakterystyczne dla środowiska drobnoszlacheckiego. – Widoczne jest poczucie własnej godności i tożsamości. Ma to odzwierciedlenie na przykład w zwrotach grzecznościowych, tytułach, którymi wyrażany jest szacunek do drugiego człowieka. Nie widać u tych osób zafascynowania miastem, chęci ucieczki ze wsi. Tu czują się u siebie i na swoim. Wymagają też szacunku wobec siebie, indywidualnego traktowania – tłumaczy proboszcz parafii Gąsiory. Szczególny charakter mają spotkania przy stole; są one zazwyczaj starannie przygotowane, towarzyszy im szczególna obrzędowość. Ale widać też dystans do osób z dawnych wiosek włościańskich.

Awans o własnych siłach

Pochodzący z Paszk Dużych pan Wacław Zabielski nie pamięta, by w jego wiosce były konflikty, podziały na tle pochodzenia. Choć przyznaje, że cała wieś była szlachecka, a o jednym jej mieszkańcu, z nazwiskiem zakończonym nie na -ski, mówiono „przybłęda”. O swym szlachectwie pan Wacław mówi z lekką nutą ironii, choć z opowieści o dawnych czasach wyłania się poważny obraz rodziny: z ust ojca nie padło jedno przekleństwo, nie stosował kar cielesnych wobec czterech synów. – Styl życia zależał nie od szlachectwa, ale zamożności. W biedniejszych rodzinach wszyscy, także dzieci, ciężko pracowali – wspomina pan Wacław. Bieda zmuszała wielu do szukania źródeł utrzymania w mieście.

– Już w XIX w. do siedleckich szkół furkami obładowanymi prowiantem ściągała młodzież z zaścianków. Potem młodzi ludzie po szkołach podejmowali pracę jako urzędnicy, oficjaliści we dworach, piastowali stanowiska publiczne. Młodzież z biedniejszych rodzin imała się zawodów rzemieślniczych – tłumaczy Wanda Księżopolska. Jaki był i jest tego efekt? W Siedlcach 70 proc. urzędników pochodziło z zaścianków szlacheckich. Znaczący procent alumnów w seminariach duchownych również stanowili potomkowie szlachty zagrodowej. Siedlce są miastem bardzo żywym intelektualnie i artystycznie, istnieją tu liczne, prężnie działające kluby literackie, wydawnictwa, odbywa się wiele inicjatyw o znaczeniu ogólnopolskim, a nawet międzynarodowym.

Żywość intelektualna jest cechą nie tylko Siedlec. Również np. o wiele mniejszy Radzyń Podlaski, otoczony niegdyś zaściankami, ma się czym pochwalić. W 16-tysięcznym mieście wydawane są cztery gazety: dwa tygodniki, dwutygodnik i kwartalnik kulturalny. Od kilku kadencji miasteczko ma 2-3 posłów do Sejmu. Działa tu wiele instytucji i stowarzyszeń społecznych, ich inicjatywy często mają charakter ponadlokalny.

– Ambicje, żywość umysłowa, kulturalna, zaradność i poczucie godności osobistej stały się dla wielu potomków szlachty zaściankowej motorem awansu społecznego. Choć nie zawsze zdają sobie sprawę ze swego dziedzictwa kulturowego i społecznego – podsumowuje Wanda Księżopolska.

Szlachectwo zobowiązuje

Pytanie: Skąd się wzięło szlachectwo?, powtarzają w rozmowach zarówno potomkowie włościan, jak i szlachty zagrodowej.

– Trudno się temu dziwić – twierdzi Krzysztof Tołwiński, wiceprezes PSL „Piast”, były wicemarszałek województwa podlaskiego, wiceminister gospodarki w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. I jednocześnie mieszkaniec Jasionówki koło Siemiatycz – zaścianka szlacheckiego, w którym stworzył Ośrodek Kultury Szlacheckiej. – W czasie zaborów szlachta zaściankowa była szczególnie represjonowana, szczyt represji przypadł na lata po Powstaniu Styczniowym. W czasie PRL władze komunistyczne bezlitośnie ją wydrwiwały – przypomina Krzysztof Tołwiński.

On sam o swym szlacheckim pochodzeniu dowiedział się, gdy miał 8 czy 9 lat. W szkole ktoś z pogardą rzucił w jego stronę: „Ty szlachcicu!”. Co to znaczy, dowiedział się od dziadka. – Do dziś pamiętam jego wypowiedziane wówczas słowa: „Szlachectwo to coś, co ma się we krwi. To dostałeś od swoich przodków”.

Co oznacza to dziedzictwo dla wschodniego Mazowsza i Podlasia? Jakie niesie ze sobą wartości i przesłanie?

Moi rozmówcy, znawcy przedmiotu, wśród najważniejszych wymieniają: patriotyzm, przywiązanie do ziemi i tradycji rodzinnych, poczucie własnej godności, honor szlachecki, religijność, silne związki rodzinne, nade wszystko zaś dziedzictwo demokracji tak powszechnej, jakiej nie było w Europie od czasów starożytnych Aten. Taki kanon wartości ukształtował się przez wieki.

– Zaścianek to osady, osiedla, przysiółki zamieszkiwane przy „ścianie”, czyli przy granicy państwa – tłumaczy dr Irena Kotowicz-Borowy, kierownik Działu Etnograficznego Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie, autorka m.in. publikacji „Honor to nie tylko słowo. Studium tożsamości kulturowej drobnej szlachty północnego Mazowsza” oraz wydawnictwa albumowego „Zaścianek. Siedliska drobnoszlacheckie na pograniczach”. Już od czasów piastowskich książęta i królowie szczególnie zasłużonym wojom nadawali ziemie w pobliżu granicy wraz z tytułem szlacheckim, by się na niej osiedlali i strzegąc swych domostw jednocześnie bronili państwa przed wrogami „zza ściany”. Politykę tę kontynuowali Jagiellonowie, dzięki czemu ziemie Podlasia, Podola, a także Litwę, Ukrainę i Białoruś, Wołyń zasiedliła drobna szlachta z Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza, a nawet Śląska i Kujaw.

Rozrastanie się jednej rodziny i rozdrabnianie majątku protoplasty prowadziło do ubożenia szlachty zaściankowej. Jednak w Rzeczypospolitej Obojga Narodów warstwa ta miała inne źródła dochodu. Dorabiali się, jak to streścił Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”: „w pańskich dworach/Lub w wojsku, na zajazdach, sejmikowych zborach”.

Tu należy ponadto przypomnieć, że drobna szlachta cieszyła się pełnią praw obywatelskich, mogła decydować o losach kraju. „Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” – głosiło znane do dziś przysłowie. Udział szlachty zaściankowej w życiu publicznym był niezwykle ważki z powodu masowości szlachectwa na Podlasiu. Podczas gdy na zachodzie Europy szlachta stanowiła od 2 do 6 proc. obywateli poszczególnych państw, na Podlasiu szlachty było, jak już wspominano, 50-90 procent.

– Szczególną zdobyczą i zasługą szlachty zaściankowej była demokratyzacja państwa, poczucie obywatelskości społeczeństwa – twierdzi Krzysztof Tołwiński. – Dziwię się współczesnym mówcom, którzy słowa „zaścianek” używają z tonem zaciekłości i pogardy, jako synonimu ciemnoty i zacofania.

Ostoja patriotyzmu

Patriotyzm kształtował się w czasie wojen, a tych nie brakło w dziejach Polski. – W historii każdej rodziny licznie występowali wojskowi różnych szarż. Byli to porucznicy, chorążowie, namiestnicy chorągwi pancernych, husarskich. Pełnienie służby dla Ojczyzny wytworzyło wysokie poczucie własnej godności, kształtowało głębokie odczuwanie patriotyzmu, honoru szlacheckiego – dodaje dr Irena Kotowicz-Borowy.

Szczególnie dramatyczny okazał się wiek XVII i XVIII, gdy przez ziemie Rzeczypospolitej przetaczały się wojska kozackie, tatarskie, tureckie, szwedzkie, moskiewskie.

Obraz ówczesnej szlachty zaściankowej zawarł Henryk Sienkiewicz w „Trylogii”. Szczególnie bogato przedstawił ją w „Potopie”, na przykładzie zaścianków otaczających majętność rodu Billewiczów. „Szlachta to była wojenna i w zawodzie rycerskim szczególnie rozmiłowana” – pisał. To właśnie ta szlachta – bitna, bohaterska, ale i rozważna, walczyła pod wodzą Wołodyjowskiego, wiernie opowiadała się wraz z nim za prawowitym władcą królem Janem Kazimierzem, stanowiła przeciwwagę zarówno dla zdradzieckich magnatów, jak i porywczego, wichrzycielskiego (przed przemianą duchową) Andrzeja Kmicica. W powieści Sienkiewicza ta warstwa, reprezentowana przez szlachtę laudańską, stanowi nośnik stałości, wierności, patriotyzmu.

Historycy zauważali, że drobna szlachta nie nosiła w sobie grzechów popełnianych przez magnatów (egoizmu, prywaty, anarchizmu), choć przejściowo ulegała ich wpływom, stawała się narzędziem ich ambicji i wichrzycielstwa. Joachim Lelewel w swym dziele „Polska, dzieje i rzeczy jej” pisał: „Powstawajmy na naszą oligarchię, na pany, na bezecne hrabie, narzekajmy na arystokratów, którzy obce wojska do kraju wprowadzili, co do rozszarpania Polski dzielnie się przyczynili, a nie poniewierajmy stanu drobnoszlacheckiego”. Mimo chwilowych słabości ta „chudopacholska szlachta stanowi ostoję ducha narodowego, jest skarbnicą potencjalnego heroizmu”. Romantyzm upatrywał w szlachcie zaściankowej – wolnej od wad wielkopańskich, ukształtowanej w szkole pracy, bliskiej ludu, ale mającej głęboką świadomość narodową – centrum odrodzenia Polski.

Egzamin z patriotyzmu szlachta zagrodowa zdała w okresie niewoli. – Uczucia patriotyczne charakteryzujące drobną szlachtę objawiały się szczególnie podczas zrywów narodowych, takich jak Powstanie Listopadowe, Styczniowe czy później Powstanie Warszawskie. Niepodległość Ojczyzny i jej wolność, a także wolność osobista stały u szlachty na pierwszym miejscu. Jako element bardziej oświecony, o wysokim wyrobieniu świadomości narodowej, drobna szlachta wyróżniała się pozytywnie już w Insurekcji Kościuszkowskiej – twierdzi dr Irena Kotowicz-Borowy. Drobną szlachtę widzimy nie tylko w powstańczych wojskach regularnych, ale także w oddziałach powstańczych i pospolitym ruszeniu.

– Ta warstwa zapłaciła największą cenę za walkę o niepodległość – dodaje Krzysztof Tołwiński.

Obrońcy Ojczyzny

W epoce porozbiorowej szlachta zaściankowa utraciła rolę obrońców rubieży oraz prawa obywatelskie. Nie mogła uczestniczyć w wyprawach wojennych ani w życiu publicznym. W ten sposób straciła rangę społeczną oraz źródła dodatkowych dochodów. Zubożała, codzienne zajęcia coraz bardziej upodobniały ją do chłopów. Zaborcy – zarówno Rosja, jak i Austria – widzieli w niej jedno z najbardziej niebezpiecznych środowisk oporu niepodległościowego.

Neutralizacji tej warstwy społecznej miały służyć weryfikacja przywilejów szlacheckich. Zarówno car Rosji, jak i cesarz Austrii dążyli do udowodnienia, że szlachta posiadająca od XIV-XVI w. nadania królewskie dysponuje ziemią tylko na zasadach dożywotniej dzierżawy. Cesarz po śmierci dzierżawcy stawał się właścicielem ziemi i sprzedawał ją w obce ręce, głównie osadnikom z Czech, Niemiec oraz Żydom. – W ten sposób realizowano plany rozbicia hermetycznych zaścianków drobnoszlacheckich, silnych przez więzy krewniacze i sąsiedzkie, jakie ich od wieków łączyły – twierdzi I. Kotowicz-Borowy. – Proces udowadniania szlachectwa był bardzo trudny, trwał niekiedy kilkanaście lat, wiązał się z dużymi kosztami – mówi Wanda Księżopolska. Wielu jednak podejmowało starania o potwierdzenie swego szlachectwa. Ostatecznie jedynie 10 proc. szlachty zaściankowej spełniło stawiane wymagania i uzyskało dyplomy.

Ci, którzy nie mogli się wylegitymować dyplomem, obracani byli w zaciężne chłopstwo albo stosowano wobec nich wysiedlenia. O ich skali może świadczyć fakt, że na Litwie i Rusi w latach 1832-1850 w głąb Rosji zostało wysiedlonych 55 tys. przedstawicieli drobnej szlachty. Sam ten fakt – szczególnie zaciekłe tępienie szlachty zaściankowej przez carat – najdobitniej świadczy o wartości tej warstwy społecznej. „Musi tam być życie, gdzie Moskal tnie siekierą” – pisał Mickiewicz.

Kolejne powstania narodowe przynosiły kolejne etapy martyrologii szlachty zaściankowej uczestniczącej w zrywach niepodległościowych. Trzeba zaznaczyć, że kary za udział w powstaniu były wyższe dla szlachty niż dla przedstawicieli innych warstw społecznych. Ponieważ uzyskanie dyplomu szlachectwa łączyło się z przysięgą na wierność carowi, walka narodowowyzwoleńcza traktowana była przez państwa zaborcze jako zdrada.

Represje ze strony zaborców nie niszczyły patriotyzmu i pragnienia wolności, ale je umacniały. Rusyfikacja prowadzona we wszystkich sferach życia wyzwalała opór, wzmagała patriotyzm, co obrazowo przedstawił Żeromski w „Syzyfowych pracach”.

Mówiąc o szlachcie zaściankowej, nie sposób nie wspomnieć o obrazie tej warstwy społecznej, jaki przedstawiła Eliza Orzeszkowa w powieści „Nad Niemnem”. Zaścianek Bohatyrowiczów nie tylko emanuje cnotami staropolskimi, ale także reprezentuje ideały ważne dla pozytywistów: społeczną użyteczność, szacunek dla pracy. U Orzeszkowej to właśnie środowisko jest, jakby to określił Mickiewicz, „arką przymierza między dawnymi a nowymi laty”, syntezą, o którą modlił się Krasiński w „Psalmie Miłości”: „Jeden tylko, jeden cud: z szlachtą polską, polski lud” – nośnikiem narodowych wartości i źródłem, z którego promieniują one na inne warstwy społeczne – także na resztę szlachty.

Wanda Księżopolska zwraca również uwagę na fakt, że szlachta zaściankowa wyróżniała się religijnością. W wielu domach jak relikwie przechowywane są dawne egzemplarze Pisma Świętego i książeczek do nabożeństwa. Szczególnie celebrowano uroczystości religijne. Uczestniczono w procesach, odpusty gromadziły całe rodziny. – Wysoka religijność drobnej szlachty wyrażała się nie tylko w postawach, ale również ma swoje zmaterializowane oblicze w postaci licznych krzyży i kapliczek, co do dzisiaj oznacza sakralizację przestrzeni zamieszkałej przez ród szlachecki i powierzenie jej opiece Boskiej – dodaje dr Irena Kotowicz-Borowy.

Korzenie są ważne

Wiele z przedstawionych cech – świadomość swego stanu, duma, szlachetność w relacjach międzyludzkich, silne więzy rodzinne, religijność – przetrwało kolejne burze dziejowe, zachowało się niemal do naszych czasów. Także za wschodnią granicą, gdzie przez kolejne lata żywioł polski i drobnoszlachecki poddawany był okrutnym represjom ze strony państwa sowieckiego. – Większość przedstawicieli rodów drobnoszlacheckich mieszkających obecnie na terenie Ukrainy, Białorusi czy Litwy rozumie polską mowę. Nieomal każda z tamtejszych rodzin drobnoszlacheckich ma bliskich krewnych w kraju, utrzymuje z nimi kontakt – mówi dr Irena Kotowicz-Borowy.

W ostatnich latach widać wzrost zainteresowania swymi korzeniami wśród młodszych pokoleń. – Coraz większej wagi nabiera dochodzenie genealogii rodów i potwierdzanie swojej rodowitości, a więc szlacheckiej tożsamości w dokumentach – mówi I. Kotowicz-Borowy. Dodać należy, że pojawiają się publikacje na temat szlachty zaściankowej, powstają stowarzyszenia mające na celu kultywowanie tradycji i wartości szlacheckich, zespoły taneczne mają w swych repertuarach tańce szlacheckie.

Szczególną inicjatywę podjął Krzysztof Tołwiński, wiceprezes białostockiego oddziału Związku Szlachty Polskiej. W Jasionówce koło Siemiatycz stworzył Ośrodek Kultury Szlacheckiej, organizuje i współorganizuje imprezy nawiązujące do tradycji szlacheckich: Wystawę Koni Hodowlanych, Hubertusa. – Związki mojej rodziny z tutejszym zaściankiem liczą już ponad 350 lat. Wierność Ojczyźnie, poczucie obowiązku jej obrony moi przodkowie okupili niejednokrotnie krwią, zsyłkami, konfiskatami – tłumaczy K. Tołwiński. – Trzeba dziś, po tylu latach zakłamania, jasno powiedzieć, że zaścianki szlacheckie były ośrodkami kultury i patriotyzmu. Odnajdywanie szlacheckich korzeni, nawiązywanie do rodzinnych tradycji to nie poszukiwanie rodowodów i herbów, by się nimi szczycić, ale przyjęcie na siebie obowiązku służenia Ojczyźnie, kierowanie się poczuciem odpowiedzialności i honoru. Szlacheckość to polskość, obywatelskość, zobowiązanie do służby.

Anna Wasak

drukuj