Z „bantustanu” na litewską scenę polityczną
Wybory samorządowe na Litwie zakończyły się olśniewającym sukcesem Polaków.
Całkowicie chybiona okazała się litewska taktyka frontalnego ataku na prawa
Polaków, która zamiast ich osłabić – ostatecznie wzmocniła. Wynik wyborów
potwierdził, że Akcja Wyborcza Polaków na Litwie przestała być partią
partykularną i z powodzeniem pełni rolę partii regionalnej, reprezentującej
interesy mieszkańców Wileńszczyzny, niezależnie od narodowości. W najbliższej
przyszłości ma dużą szansę, by przekształcić się w partię ogólnolitewską.
W rejonach wileńskim i solecznickim, gdzie Polacy stanowią większość
mieszkańców, a razem z innymi mniejszościami (Rosjanami, Białorusinami) są
większością dominującą, sprawują oni władzę samorządową od pierwszych wolnych
wyborów na Litwie w roku 1990. Przerwa nastąpiła od września 1991 r. do maja
1993 r., kiedy to pod osłoną procesu międzynarodowego uznawania niepodległości
Litwy sajudisowskie władze przystąpiły do rozprawy z Polakami, rozwiązując
samorządy rejonów wileńskiego i solecznickiego i wprowadzając administracyjne
zarządzanie. Po wszczęciu procedury wyborczej restytuującej rejonowe samorządy,
mimo fałszerstw i manipulacji wyborczych porównywalnych z wyczynami
administracji Alaksandra Łukaszenki, Polacy kandydujący w wyborach z ramienia
Związku Polaków na Litwie (ZPL) wybory ostatecznie wygrali i odzyskanej władzy
już nie oddali, wygrywając kolejne.
Najpierw władzę w obu rejonach sprawował Związek Polaków na Litwie. Jednakże w
roku 1994 litewski sejm uchwalił prawo zabraniające uczestnictwa w wyborach
organizacjom społecznym, a taką właśnie był ZPL. W tej sytuacji Polacy
zdecydowali się powołać organizację polityczną uprawnioną do uczestniczenia w
wyborach – polską partię – Akcję Wyborczą Polaków na Litwie (AWPL). Jeśli
litewscy inicjatorzy powyższych regulacji prawnych liczyli na to, że pojawienie
się nowego polskiego podmiotu zaowocuje nieuchronnym konfliktem między liderami
Związku i Akcji, a tylko tak można logicznie wytłumaczyć tę inicjatywę, to
srodze się przeliczyli. Akcja Wyborcza – w zgodnej współpracy nie tylko ze
Związkiem Polaków, ale i z innymi polskimi, i nie tylko polskimi organizacjami –
wygrywała każde wybory, aż do ostatnich, niedzielnych, już szóstych z kolei.
Siła rodzi się w ucisku
Każdy kolejny zamach na wyborcze prawa Polaków, każda kolejna antypolska
manipulacja srodze mści się na jej inicjatorach. Tak było przy okazji
poprzednich wyborów samorządowych, kiedy to sztandarowy litewski szowinista i
polakożerca Vytautas Landsbergis wezwał swoich rodaków, mieszkańców Wilna
posiadających działki i domy w okolicach miasta, by zameldowali się na terenach
pod Wilnem… i odebrali Polakom władzę w rejonie wileńskim. Apel ten
poskutkował rekordowo wysoką polską frekwencją wyborczą i rekordowo wysokim dla
AWPL wynikiem. Tak stało się i w ostatnią niedzielę.
Otóż w trakcie przygotowań wyborczych, w grudniu ubiegłego roku, litewska Główna
Komisja Wyborcza jednogłośnie postanowiła, by spośród przedstawicieli AWPL nie
powoływać przewodniczącego żadnej z 58 okręgowych komisji wyborczych. Powody tej
bezprecedensowej w Europie dyskryminacji mogły być dwojakie. Przygotowywano
"cuda nad urną" i trzeba było utrudnić Polakom kontrolę prawidłowego przebiegu
wyborów albo chodziło o to, by polskie sztaby wyborcze, zamiast prowadzić
kampanię wyborczą, "kopały się" z litewskim koniem (Główną Komisją Wyborczą).
Jak miało być, trudno powiedzieć. Ale jak widać i tym razem wyszło jak zwykle.
Polacy wybory samorządowe wygrali. Z olśniewającym wynikiem.
Geneza polskiego sukcesu
Po pierwsze, wydaje się, że legła w gruzach taktyka rządzących obecnie na Litwie
postsajudisowskich i antypolskich konserwatystów polegająca na kwestionowaniu
prawa do reprezentowania interesów Polaków przez zweryfikowanych w wyborach
radnych z ramienia AWPL. Ze szczególnym zacięciem uprawiali ją premier Andrius
Kubilis i szef MSZ Audronius Az˙ubalis, samozwańczo przyznając sobie prawo i
kompetencje do oceniania słuszności i zasadności polskich postulatów oraz do
powoływania się na opinie anonimowych rozmówców i traktowania ich jako
uprawnionych reprezentantów ludności polskiej. Uzyskany w niedzielnych wyborach
mandat do reprezentowania interesów Polaków przez radnych AWPL będzie trudny do
zakwestionowania.
Po drugie, całkowicie chybiona okazała się taktyka frontalnego ataku na prawa
Polaków – szykany wobec stosujących język polski w życiu publicznym, groteskowe
działania odnośnie do zapisu polskich nazwisk, przedwyborcze manewry i
manipulacje, renacjonalizacja części zwróconej niedawno ziemi, zakusy na polskie
szkolnictwo, dyskryminacja w przyznawaniu funduszy na polską działalność
społeczną i kulturalną, szowinistyczna, antypolska propaganda. Na razie
antypolska kampania nie osłabiła Polaków. Wprost przeciwnie, wzmocniła ich i
skupiła wokół Akcji. Teraz bowiem idzie o przetrwanie. Co więcej, dała ona do
myślenia innym, niepolskim mniejszościom. Unaoczniła im potencjalne zagrożenie.
Stąd zapewne wynika wyborczy sukces polsko-rosyjskiej koalicji.
Po trzecie, wybory te ostatecznie udowodniły, że Akcja Wyborcza Polaków na
Litwie przestała być partykularną partią reprezentującą interesy Polaków, a
stała się partią regionalną reprezentującą interesy mieszkańców Wileńszczyzny
niezależnie od ich narodowości – inaczej Rosjanie by na Polaków nie głosowali. I
choć nie wszyscy mieszkańcy, w szczególności mieszkańcy narodowości litewskiej,
są tego świadomi, proces ten postępuje.
Po czwarte, wybory potwierdziły niekwestionowaną pozycję i autorytet Waldemara
Tomaszewskiego sprawnie i skutecznie kierującego polską partią i równie
skutecznie zabiegającego o sojuszników w różnych środowiskach polskich oraz
wśród społeczności innych, niepolskich mniejszości na Litwie.
Po piąte, jeśli rozważy się rezultaty ostatnich wyborów sejmowych (zwiększenie
reprezentacji sejmowej, otarcie się o próg wyborczy), wyborów prezydenckich
(ewidentny sukces kandydatury Waldemara Tomaszewskiego), wyborów do Parlamentu
Europejskiego (zdobycie mandatu przez Waldemara Tomaszewskiego) oraz
niedzielnych wyborów samorządowych, można zaryzykować tezę, że Akcja Wyborcza
Polaków na Litwie stoi przed szansą przekształcenia się z partii regionalnej w
partię ogólnolitewską. Jak z powyższego wywodu wynika, już dziś na litewskiej
scenie politycznej zaznacza swoją obecność.
I na koniec refleksja osobista. Dobrze pamiętam, jak w połowie lat 90. ówczesny
polski ambasador w Wilnie Jan Widacki lansował pogardliwe pojęcie "bantustanu",
stosując je do Polaków na Litwie. Gdy odniesie się tamtą sytuację do obecnej,
wydaje się zasadne stwierdzenie, że Polacy, a w szczególności ich reprezentacja
polityczna – Związek Polaków na Litwie i Akcja Wyborcza Polaków na Litwie –
przebyli długą i mozolną drogę, by z "bantustanu", w którym chcieli ich
solidarnie zamknąć rządzący na Litwie i w Polsce, znaleźć się na litewskiej
scenie politycznej. Ku pożytkowi litewskiego państwa i jego obywateli różnych
narodowości.
Adam Chajewski
Autor jest wiceprezesem Federacji Organizacji Kresowych, w latach 90. XX
wieku był sekretarzem Obywatelskiego Komitetu Obrony Polaków na Wileńszczyźnie.
Pisze na tematy polskiej polityki wschodniej.
W wyborach samorządowych na Litwie (27 lutego br.) polska partia – Akcja
Wyborcza Polaków na Litwie (AWPL) wystawiła 430 kandydatów w 11 okręgach
wyborczych odpowiadających 7 rejonom: wileńskiemu, solecznickiemu, trockiemu,
święciańskiemu, szyrwinckiemu, malackiemu i jezioroskiemu, oraz 4 miastom:
Wilnu, Druskiennikom, Wisagini i Elektrenom. W pięciu okręgach wyborczych
zawarła koalicję z jedną z organizacji mniejszości rosyjskiej na Litwie –
Sojuszem Rosjan, tworząc Blok Waldemara Tomaszewskiego. W pozostałych zabiegała
o głosy wyborców pod własną nazwą. W skali Litwy AWPL i Sojusz Rosjan uzyskały
6,5 proc. głosów i 65 mandatów (Akcja 61, Sojusz 4). W Wilnie Blok zdobył 15,24
proc. głosów (drugi wynik po kandydatach niezależnych, a przed wszystkimi
listami partyjnymi) i 11 mandatów (9 Akcja i 2 Sojusz) w 51-osobowej radzie
miasta, prawie podwajając stan posiadania (dotychczas 6 mandatów). W rejonie
wileńskim AWPL uzyskała 64,72 proc. głosów i 19 mandatów (na 27); w rejonie
solecznickim 70,29 proc. głosów i 22 mandaty (na 25). W rejonach, gdzie na
części ich terytoriów zwarcie zamieszkują Polacy, Akcja uzyskała: w rejonie
trockim 18,74 proc. głosów i 5 mandatów, święciańskim – 13,24 proc. i 4 mandaty,
szyrwinckim – 4,62 proc. i 2 mandaty. Pozostałe dwa mandaty zdobył Sojusz Rosjan
w Wisagini.
