„Migalski, oddaj mandat”
Lektura komentarzy internautów w reakcji na publikacje dziennikarzy i
polityków zamieszczane na portalach czy blogach internetowych bywa męcząca,
irytująca, czasami wręcz odpychająca przez swoją ordynarność, ale niekiedy jest
to bardzo pouczająca lektura. Zostawmy jednak tę gorszą część internetowej
"twórczości", z którą powinni się zmierzyć właściciele stron internetowych. To
od nich będzie zależeć poziom kultury dyskusji. Być może przyjdzie taki moment,
gdy właściciele portali, kiedy już okrzepną organizacyjnie i finansowo, określą
podstawowe zasady etyczne, jakimi powinni się kierować piszący swoje teksty
internauci. Na razie nie mają najlepszych wzorców. Gdyby media nie lansowały
Palikota, nie byłoby dna, jakie osiągnęliśmy dzięki jego chamskim wybrykom, do
których trzeba także zaliczyć ostatnią skandaliczną kampanię billboardową "haft
miejski", gdzie pojawia się niecenzuralne słowo, finansowaną z naszych podatków
przez ministerstwo kultury, czy równie skandaliczny komiks o Chopinie dla
Niemców, finansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, i wiele innych
zdemoralizowanych zachowań czy akcji.
Szukając pozytywnych wzorców zachowań na internetowych forach, sygnalizuję
dyskusję, jaka toczy się od kilku miesięcy na temat nowej formacji politycznej
Polska Jest Najważniejsza, szczególnie zwracam uwagę na wątek, który jest
poświęcony osobie europosła Marka Migalskiego. Jak wiadomo, został on zaproszony
przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego do grona polityków kandydujących do
Parlamentu Europejskiego z list Prawa i Sprawiedliwości. Stosunkowo młody doktor
politologii, komentator polityczny i wykładowca uniwersytecki, tępiony przez
własne grono uniwersyteckie, odniósł w 2009 roku sukces w okręgu katowickim,
zdobywając w wyborach do Parlamentu ponad 112 tysięcy głosów. Rok później
napisał tzw. list otwarty do prezesa PiS, w którym skrytykował sposób, w jaki
kieruje on partią. W następstwie tego został wykluczony z delegacji PiS w
Parlamencie Europejskim i zaangażował się w tworzenie nowej formacji politycznej
PJN, która rozbiła jedność w PiS i funkcjonuje raczej jako przystawka PO.
Dziś temperament Marka Migalskiego realizuje się głównie w eksplozji
publicystyki i komentarzy zamieszczanych w wielu portalach internetowych.
Ciekawa i pouczająca okazuje się reakcja na tę "zadyszkę" tekstów Migalskiego ze
strony internautów. Nie ma łatwo Migalski w internecie, choć dwoi się i troi,
uzasadniając swoje racje i motywy krytyki prezesa PiS, słuszność powstania PJN i
własnej roli w tworzeniu tej partii. Reakcje internautów są w zasadzie
jednoznaczne i niekoniecznie motywowane politycznymi sympatiami dla PiS.
Odejście Migalskiego z PiS (choć formalnie nie był on członkiem tej partii) oraz
jego udział w tworzeniu PJN zostało odebrane przez internautów jako ewidentna
zdrada i zaprzaństwo. Stąd liczne skojarzenia z "Judą Iskariotą", które wydają
się jednym z łagodniejszych epitetów pod adresem Marka Migalskiego.
Co tak rozwścieczyło ludzi, z których duża część domaga się bojkotu Migalskiego
w internecie i niereagowania na jego felietony czy komentarze? Sądzę, że jest to
zdrowa reakcja na złamanie przez Migalskiego elementarnych zasad przyzwoitego
postępowania, którego ludzie oczekują od każdego człowieka, nie tylko od
polityka. Być może chodzi tu także o kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie,
jakie otrzymuje Migalski od podatników z tytułu bycia europosłem. A są to
pieniądze, które dostaje regularnie co miesiąc tylko dzięki mandatowi, jaki
przypadł mu z tytułu wstawienia jego osoby na listy wyborcze PiS. Internauci nie
odmawiają Migalskiemu prawa do wyrażania własnych opinii, publikowania
komentarzy w internecie, ale nawołują do braku reakcji na nie w postaci
komentarzy i wpisów internautów aż do czasu, kiedy europoseł odda swój mandat. W
ich opinii, mandat ten i jego materialna ekwiwalencja nie należą się posłowi po
krytyce, jaką kieruje wobec PiS i prezesa Kaczyńskiego, a także dlatego, że
buduje konkurencyjną partię. "Kiedy oddasz mandat?" – tak najczęściej pytają
Migalskiego internauci. I uzasadniają. Gdyby nie PiS i prezes Kaczyński, dr
Marek Migalski nie miałby najmniejszych szans na uzyskanie głosów jakichkolwiek
wyborców, w tym sympatyków PiS, aby dostać się do europarlamentu. Gdyby nie
rekomendacja partii, wsparcie jej prezesa, Migalski nie mógłby zaistnieć w
polityce, a potem nie mógłby zakładać partii stojącej w kontrze do PiS.
Internautów oburza człowiek, który opluwa tych, którym zawdzięcza swoją pozycję
i pieniądze. W tym uzasadnieniu zawiera się oczekiwanie zachowania zwykłej
ludzkiej lojalności w stosunku do grupy (partii), która działając w dobrej
wierze, obdarzyła Migalskiego swoim zaufaniem. Dlatego nazywam tę reakcję
zdrową, gdyż szczególnie dziś polityka wymaga powagi i przyzwoitości. Co
ciekawe, nikt z internautów nie domaga się od Migalskiego zachowania zgodnego z
honorem, tak jakby było to zbyt wielkie oczekiwanie od polityka.
Krytycy Migalskiego występują w ten sposób przeciwko politykom, którzy swoją
pracę (deklaracje, zobowiązania itd.) traktują nieuczciwie, koniunkturalnie.
Internauci dają przekaz, że polityk, który zmienia jak rękawiczki swoją partyjną
przynależność, jest niepoważny i niewiarygodny. Wiarygodność tę mógłby w części
zachować, gdyby poniósł konsekwencje swojej decyzji, czyli oddał mandat i
zrezygnował z pieniędzy, jakie są z nim związane. Jakie to proste.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w programie 3. Polskiego Radia SA.
