Demoralizują i ogłupiają
Wprawdzie kto słucha pana wicemarszałka Stefana Niesiołowskiego, którego
Platforma Obywatelska wzięła sobie na chłopaka do pyskowania, ten sam sobie
szkodzi – ale tym jedynym razem warto, bo jest on znakomitą ilustracją nie tylko
tego, jak władza demoralizuje, ale również – a może przede wszystkim – jak
ogłupia. A nawet nie "władza", bo przecież nasi Umiłowani Przywódcy żadnej
władzy nie mają, a tylko, z łaski okupującego Polskę dyrektoriatu tajniaków,
piastują jej zewnętrzne znamiona. Okazuje się, że również one demoralizują i
ogłupiają.
Na przesłuchaniu u pani Moniki Olejnik pan wicemarszałek do tego stopnia
utracił instynkt samozachowawczy, że skrytykował nawet Aleksandra Smolara, że to
niby "szkodzi Polsce". Tymczasem pan Smolar, jako prezes Fundacji Batorego, jest
mecenasem, żeby nie powiedzieć – żywicielem większości autorytetów moralnych w
naszym nieszczęśliwym kraju, którzy – dzięki wajchowemu, który w odpowiednim
momencie przestawił im wajchę – poparli PO i w ten sposób przyczynili się do
wyniesienia również pana Stefana Niesiołowskiego, który by w przeciwnym razie
"cienką herbatkę wciąż siorbał" – jak w słynnym wierszyku "Pan Karol i Kostuś",
dedykowanym przez Janusza Szpotańskiego właśnie Stefanowi Niesiołowskiemu. "Pan
Karol jest mówca i złote ma usta, do czynu porywa słuchaczy; a Kostuś z
miedzianym obliczem oszusta wyznawców swych trzódkę duraczy". Najwyraźniej
Kostuś do tego stopnia w swojej pysze się zapamiętał, że w porywie
niewdzięczności zaczął kąsać rękę, która wystrugała zeń wicemarszałka tubylczego
Sejmu. Jedyna nadzieja, że pan Smolar tego nie zauważy, bo w przeciwnym razie
gazety zaczną "docierać" do rozmaitych śmierdzących dmuchów i dopiero się
narobi! "Niech się nigdy na Konia nie porywa Kucyk – przestrzegał poeta – bo
będzie tak wyglądał, jak Jan Nepomucyk!".
Ale pan wicemarszałek Niesiołowski nie tylko i nawet nie przede wszystkim
zgrzeszył wobec pana Smolara niewdzięcznością, będącą przecież jednym z objawów
demoralizacji. Bo oto Monika Olejnik w pewnym momencie pyta: "To znaczy, pan
uważa, że nie można nic krytycznie mówić o Platformie?". Na co pan wicemarszałek
odpowiada: "Nie powiedziałem tego. Trzeba się zastanawiać. To musi być
zbilansowane, zrównoważone, rozumne. To musi być jakaś głębsza analiza. Dla mnie
płytkie, powierzchowne ataki i powtarzanie takiej kalki propagandowej jest
niezrozumiałe". No i co Ci, drogi Czytelniku, przypomina widok znajomy ten? Ależ
tak, naturalnie! Nawoływania Władysława Gomułki, Edwarda Gierka i Wojciecha
Jaruzelskiego do "krytyki konstruktywnej", znaczy się – na nieubłaganym gruncie
akceptacji ustroju socjalistycznego, przewodniej roli partii i sojuszu ze
Związkiem Radzieckim. Dopiero na takim nieubłaganym gruncie można było
krytykować różne "niedociągnięcia", które wprawdzie "jeszcze" mogły się zdarzać,
chociaż broń Boże nie "wszędzie", a tylko co najwyżej "tu i ówdzie". W swoim
czasie Stefan Niesiołowski sam się z tego natrząsał i się z tym nie zgadzał, no
a teraz, na starość, najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że został własną
karykaturą. Wprawdzie Boy-Żeleński zauważył, że "gdy się człowiek robi starszy,
wszystko w nim po trochu parszy-wieje" – ale żeby aż do tego stopnia?! To nie
może być tylko jakiś indywidualny ześlizg, bo – jak twierdził śp. ks. Bronisław
Bozowski – "nie ma przypadków, są tylko znaki". O czym zatem może świadczyć ten
nieomylny znak? O tym, że jak Pan Bóg chce kogoś zgubić, to najpierw odbiera mu
rozum. Cóż może lepiej to sygnalizować w przypadku pana wicemarszałka
Niesiołowskiego niż wybuch czarnej niewdzięczności, i to akurat wobec pana
Aleksandra Smolara? Jeśli te objawy w Platformie Obywatelskiej się
upowszechniły, to najwyraźniej czeka nas zmiana etapu.
Stanisław Michalkiewicz
