Wywiad z nowym Przełożonym Generalnym Zgromadzenia Redemptorystów
flowplayer(„player1”, „https://www.radiomaryja.pl/flowplayer/flowplayer-3.1.5.swf”,{
clip : { // Clip is an object, hence '{…}’
autoPlay: false,
autoBuffering: false,
},
});
Drodzy widzowie Telewizji Trwam i słuchacze Radia Maryja, jest z nami nowo wybrany przełożony generalny redemptorystów o. Michael Brehl. Ojcze Generale, dziękuję za poświęcenie nam czasu na rozmowę.
– Proszę bardzo, cała przyjemność po mojej stronie.
Na początek proszę, aby Ojciec powiedział coś o sobie i o posłudze w Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela.
– Jestem Kanadyjczykiem, urodziłem się w Toronto. Po ukończeniu studiów na uniwersytecie – było to 35 lat temu, w roku 1974 – wstąpiłem do zgromadzenia redemptorystów. Po otrzymaniu święceń w roku 1979 już jako diakon zostałem wysłany na Nową Funlandię do posługi parafialnej. Nowa Funlandia to najdalej wysunięty na wschód zakątek Kanady. Przez ostatnie 35 lat posługiwałem w parafiach, głosiłem misje święte i rekolekcje w naszych zespołach misjonarskich. Później jako mistrz nowicjatu oraz prefekt kleryków byłem zaangażowany w pracę formacyjną. Potem znów wróciłem do posługi duszpasterskiej na parafii, a następnie zostałem wybrany na prowincjała i posługę tę pełniłem przez ostatnie 8 lat. To tak trochę o mnie. Zawsze cokolwiek robiłem: misje, rekolekcje, praca w parafii, funkcje administracyjne, zawsze starałem się być blisko człowieka.
Zatem zdobył Ojciec ogromne doświadczenie w pracy z ludźmi, by przekazywać im Dobrą Nowinę o Odkupieniu.
– Myślę, że jest to nasze powołanie, a przynajmniej najważniejsza jego część. Chcemy nieść Dobrą Nowinę o miłości Boga, o Odkupieniu, o tym, jak być w pełni człowiekiem, jak podążać za Jezusem, o tym, co to znaczy wypełnić swoje życie Bogiem. Jeśli żyjemy na co dzień naszym powołaniem, wtedy wszystko, co czynimy, jest służbą. Naprawdę nie gra roli, do jakiej pracy jesteś posłany, ale po prostu dajesz świadectwo Chrystusowi.
Aktualnie Ojca posługą jest urząd przełożonego generalnego Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela. Czy był Ojciec zaskoczony tą decyzją Kapituły Generalnej?
– No cóż, byłem trochę zaskoczony, choć jako jeden z moderatorów prowadzących sesję w czasie pierwszego głosowania zorientowałem się, że taki wybór może nastąpić. Zatem byłem trochę zaskoczony, ale powiedziałem: „Jeśli tego chce Bóg?…”. Owszem, niczego się nie spodziewałem, ale czekałem na końcowe rozstrzygnięcie. To, co było dla mnie ogromnie charakterystyczne w głosie kapituły, to duch, w jakim wszystko było prowadzone. Tu nie było zwycięzców i przegranych, ale staraliśmy się wyłonić zespół, jaki poprowadziłby zgromadzenie przez następne 6 lat. Myślę, że Kapituła Generalna uformowała bardzo dobry zespół. Podsumowując – tak, była to dla mnie niespodzianka, jednak było to coś więcej, niż mogłem sobie wyobrazić. Nabrałem przekonania, że Bóg chce, abym niósł to brzemię, tę posługę pośród ludzi, i że On chce, bym wypełniał to wszystko najlepiej, jak tylko potrafię.
Jak Ojciec powiedział, nie ma znaczenia, jaki pełni się urząd – jeśli realizujesz powołanie od Boga, wtedy wszystko jest służbą. Teraz Ojca posługa dotyczy wielu krajów, wielu kultur, kontekstów i wielu bardzo trudnych sytuacji. W Ojca opinii, w jaki sposób jako zgromadzenie redemptorystów możemy zmierzyć się z wyzwaniami współczesnego świata?
– To prawda, jesteśmy aż w 78 krajach na świecie. W wielu z nich nigdy nie byłem. Różne państwa to różne wyzwania. Dla redemptorystów żyjących w Europie Zachodniej, Ameryce Północnej, Australii i Oceanii wielkim wyzwaniem jest sekularyzacja tych społeczeństw, spadek liczby powołań i starzenie się członków naszego zgromadzenia. Jak utrzymamy żywotność misji redemptorystowskiej w środowisku, które nie zawsze jest życzliwe i nie zawsze jest otwarte na to, co przepowiadamy? Myślę, że zasadniczo nawet w tych krajach jest bardzo wielu ludzi głodnych Słowa Bożego, złaknionych Dobrej Nowiny; ludzi, którzy potrzebują sakramentów. I my mamy tu misję, mamy tu coś pięknego do zrobienia. Jako że starzejemy się, nie jest łatwo podołać temu zadaniu. Równocześnie w tych krajach pojawia się wielu nowych ludzi przychodzących z różnych kultur, którzy szukają wsparcia w Kościele, którzy szukają u redemptorystów podtrzymania i wzmocnienia wiary. Musimy zatem podjąć ogromny wysiłek, aby dotrzeć do tych ludzi, których język jest różny od języka większości mieszkańców, którzy pochodzą z różnych krajów, mają odmienną kulturę. Czasem Kościół lokalny nie jest w stanie sprostać tym wyzwaniom, ale możemy uczynić to my – ogólnoświatowe zgromadzenie zakonne.
W innych krajach, jak na przykład w części Afryki czy Ameryki Łacińskiej, widzimy kolosalny problem ubóstwa i niesprawiedliwości, problem rządów, które nie do końca są uczciwe i otwarte. W tych krajach mamy jednak wiele powołań i redemptoryści są tam bardzo młodzi. Dlatego prowincje te potrzebują doświadczenia w pracy formacyjnej, potrzebują wprowadzenia w dobrą pracę duszpasterską. Ponieważ tam dopiero zaczyna się transformacja ustrojowa i społeczna, potrzebne jest wsparcie innego rodzaju, jakiego mogą udzielić starsze prowincje Europy Północnej i Zachodniej. I znów: jako międzynarodowe zgromadzenie zakonne możemy czerpać z bogatych zasobów różnych części świata. Mam tu na myśli ludzi zaangażowanych w edukację, formację, ludzi z wieloletnim doświadczeniem duszpasterskim, którzy potrafią wspierać tych, którzy dopiero rozpoczynają posługę duszpasterską.
W niektórych częściach Azji chrześcijanie są bardzo nieliczną mniejszością pośród ogromnej populacji. Czasem skupiają się w bardzo gęsto zaludnionych wielkich miastach. I tu mamy do czynienia z biedą, czasem z niesprawiedliwością, a czasem z nietolerancją okazywaną chrześcijanom przez wyznawców innych religii. Pytanie, jak my jako międzynarodowe zgromadzenie zakonne możemy wspierać naszych braci, którzy podejmują posługę na rzecz swoich braci i sióstr Kościoła prześladowanego, Kościoła cierpiącego? Mam tu na myśli Kościół w Wietnamie i w części Indii, część Filipin, gdzie mamy do czynienia z wielkim ruchem antychrześcijańskim. Myślę, że w tym kontekście pomocą jest już sama świadomość, iż nasi współbracia w tych krajach przynależą do wspólnoty większej, ponadnarodowej. Nasi współbracia w Wietnamie często mówią, że bez modlitwy redemptorystów z całego świata, którzy także piszą do nich, wspierają ich studia uniwersyteckie, którzy chcą gościć ich w innych prowincjach i umożliwić im dalszą edukację – bez tego wszystkiego nie przetrwaliby. Dlatego należąc do międzynarodowego zgromadzenia zakonnego, bardzo liczą na tę pomoc.
Gdy spojrzymy na Europę Wschodnią, zauważymy, jak krucha jest tu sytuacja. Sami dobrze wiecie, że Kościół jest tu żywy, że wzrasta, ale w minionych 20 latach przyszło mu stawić czoła nowym, wcześniej nieznanym, wyzwaniom. Konsumpcjonizm, sekularyzacja, szerzenie laicyzmu, osłabianie rodziny, osłabianie pobożności. Równocześnie zgromadzenie redemptorystów jest bardzo żywotne i mocne w Polsce, na Słowacji i na Ukrainie. Przeżywa nieco trudności w Republice Czeskiej, ale tu jest wspierane przez inne prowincje Europy Wschodniej, by działalność redemptorystów i w Czechach była owocna. Myślę, że międzynarodowy charakter naszego zgromadzenia, gdzie współbracia pochodzą z różnych kultur, jest naszą siłą i bogactwem, jakie wnosimy tam, gdzie pojawia się słabość.
Chcę w tym momencie zapytać o sytuację w Wietnamie, w Indiach czy w rejonie Filipin na wyspie Cebu. W jaki sposób katolicy w Polsce mogą wspierać naszych prześladowanych braci i siostry czy redemptorystów, którzy tam posługują?
– Najpierw powiem, że gdy pełniej zorientuję się w sytuacji, wtedy będę mógł powiedzieć coś bardziej konkretnego o poszczególnych krajach. Zatem po pierwsze pamiętajmy o modlitwie. Należymy do Kościoła powszechnego. Bóg pragnie zbawić cały świat. To musimy mieć na uwadze: Bóg chce zbawić wszystkich ludzi, różnych narodowości. Zatem nasza modlitwa zawsze powinna wychodzić szerzej, poza sprawy lokalnej społeczności. Mamy obowiązek modlitwy za ludzi w innych krajach, szczególnie jeśli wiemy, że są tam prześladowania. Gdy czytacie katolicką prasę, śledzicie katolickie media, możecie dowiedzieć się o prześladowaniach chrześcijan w różnych miejscach, na przykład w Wietnamie. Czasem prosi się nas, byśmy pisali listy bezpośrednio do naszych współbraci, listy z zapewnieniem o modlitwie i wsparciu. Na przykład jeśli chodzi o Indie, prosiliśmy ludzi z całego świata, aby pisali listy do rządu indyjskiego, by mu uzmysłowić: „W waszym kraju są prześladowania – musicie coś z tym zrobić”, i by w ten sposób dodać odwagi cierpiącym chrześcijanom. Zatem gdy słyszymy tego rodzaju prośby, możemy stanąć do modlitwy, ale także możemy usiąść, napisać list i wysłać go – czy to przez internet, czy zwykłą pocztą, wyrażając w ten sposób nasze zatroskanie o cierpiących braci.
Innym sposobem, w jaki możemy wesprzeć prześladowanych, jest pomoc finansowa. Odpowiednie władze kościelne raz po raz apelują o pomoc na konkretne cele – to także bardzo wymierne wsparcie. Jednak chcę podkreślić, że pierwsza rzecz, o jaką proszą mnie moi prześladowani współbracia, to solidarność z nimi w modlitwie: „Przejmijcie się naszym losem, nie zapomnijcie o nas! I pomóżcie, aby nasz głos był słyszany!”.
Powróćmy do Polski, do Tuchowa. Swoją pierwszą, nieoficjalną jeszcze, wizytę jako generał składa Ojciec w Polsce. Dlaczego tutaj?
– Zaraz po wyborze na generała podszedł do mnie polski prowincjał o. Ryszard Bożek i zapytał, czy nie mógłbym przybyć do Polski 13 grudnia na obchody 100-lecia prowincji warszawskiej zgromadzenia? „To dla nas niezwykły jubileusz. Proszę przyjechać i świętować z nami” – mówił. Odpowiedziałem, że jeśli nic nie stanie mi na przeszkodzie, przyjadę, gdyż bardzo chcę być z wami, choć nawet nie znam jeszcze dobrze mojego kalendarza. Jest wiele powodów, dla których chciałem odwiedzić Polskę. Gdy byłem jeszcze w nowicjacie, czytałem życiorys św. Klemensa Hofbauera. Od tej chwili stał się on moim szczególnym patronem. Jednym z moich marzeń było zawsze odwiedzenie kościoła św. Benona, jednak nigdy nie miałem szansy, by tam pojechać. Nie byłem pewien, czy kiedykolwiek uda mi się to uczynić. Jednak z uwagi na moje nabożeństwo do św. Klemensa zawsze chciałem nawiedzić to miejsce, gdzie rozpoczynał on działalność zgromadzenia redemptorystów poza Italią. Wiele lat temu św. Klemens pragnął wysyłać redemptorystów z Warszawy, od św. Benona, do Kanady. Mimo że Klemens umarł 50 lat przed wysłaniem pierwszych redemptorystów do Kanady, to widzę tu jego wpływ.
Gdy ojciec prowincjał Ryszard Bożek zaprosił mnie, to trochę egoistycznie pomyślałem, że wreszcie mogę spełnić swoje marzenia. Zaraz po przylocie do Polski nocowałem właśnie w klasztorze św. Benona. Zresztą spotkaliśmy się tam przed moim wyjazdem do Tuchowa.
Po drugie, chciałem przyjechać do Polski, gdyż nie mogłem uchylić się od tego, by osobiście podziękować tej prowincji, która tyle wycierpiała i która okazała się tak wielkoduszna w posłudze dla całego zgromadzenia redemptorystów i dla całego świata. Prowincja warszawska jest dla tak wielu z nas prawdziwą inspiracją, gdyż polscy redemptoryści poszli dosłownie na cały świat, by głosić Ewangelię. Pospieszyli też z pomocą innym prowincjom, które były w potrzebie. Przybyli do obcych krajów, by nieść posługę emigrantom, jak np. w USA czy w północnej Kanadzie, jednak nigdy nie ograniczali się jedynie do posługi polskim emigrantom. Oni poszli służyć ludowi Bożemu, gdziekolwiek ten był w potrzebie. Poszli na cały świat: do Afryki – Burkina Faso, Ameryki Południowej – Argentyny i teraz Patagonii, posługują w brazylijskim Bahia, w Boliwii, gdzie polscy redemptoryści we współpracy z braćmi ze Szwajcarii utworzyli nową prowincję i wciąż pracują razem. Oto prawdziwy znak i symbol mówiący, co to znaczy być międzynarodowym zgromadzeniem zakonnym. Wobec wielkiego daru, tak wspaniałomyślnie ofiarowanego, jakżebym mógł odmówić przybycia do Polski? Ktoś powie: można było napisać list gratulacyjny na jubileusz. Jednak uważam, że czasem list nie wystarczy, trzeba powiedzieć: „dziękuję” osobiście, twarzą w twarz.
Jest jeszcze jeden powód mojego przyjazdu do Polski. Nigdy nie spotkałem żadnego Polaka, który nie byłby gościnny. Zatem z góry wiedziałem, w jaki sposób będziemy tu świętować, i bycie tutaj sprawia mi po prostu radość.
Te powody sprawiły, iż bez wahania odpowiedziałem na zaproszenie: jeśli nic nie przeszkodzi, chcę przyjechać.
Przeżyliśmy już Mszę św. jubileuszową, jednym z punktów uroczystości 100-lecia był pokaz filmu dokumentalnego „Redemptoryści w okowach dwóch totalitaryzmów”. Jakie są wrażenia Ojca już po zakończonej celebracji?
– Po obejrzeniu tego filmu przez kilka chwil trudno było w ogóle coś powiedzieć. To bardzo poruszające świadectwo. Nie ma słów, by wyrazić to, co dziś czuję wobec tych redemptorystów, którzy byli gotowi oddać i oddali życie podczas prześladowań zarówno nazistowskich, jak i stalinowskich. To byli wspaniali, a jednocześnie tak zwyczajni ludzie. Jestem przekonany, że gdybyśmy wcześniej zadali pytanie: „Co byś zrobił, gdyby Pan wezwał cię do męczeństwa?”, wielu odpowiedziałoby: „Nie wiem, ale będę chyba zdolny zostać męczennikiem”. A gdy nadszedł ten moment, pośród zwykłych codziennych okoliczności, oni poszli razem z ludźmi, razem z ludźmi modlili się i umierali. Ich świadectwo jest po prostu nadzwyczajne. I dlatego jeśli pytacie mnie, dlaczego polska prowincja tak mocno wzrosła, to myślę, że ten film ukazał przyczyny. Jak dobrze wiemy, to krew męczenników jest posiewem i wzrostem Kościoła. I myślę, że to samo odnosi się do warszawskiej prowincji.
Sobotnie Nieszpory były przepiękne. Śpiew psalmów, refleksja, jaką podczas homilii tak poruszająco podzielił się z nami ojciec prowincjał Ryszard Bożek. Mówił, by nie zapominać, na jakich fundamentach wzrastamy, by nie zapominać o historii, dzięki której warszawska prowincja jest dziś tym, czym jest, o tym, by pamiętać o mówieniu „dziękuję” przeszłości i „tak” przyszłości. Niedzielna Msza św. jubileuszowa była celebracją, która ukazała pełne znaczenie Eucharystii. Bo Eucharystia to wielkie dziękczynienie Bogu za wielkie dzieła, jakie uczynił dla nas. Przede wszystkim za to, co uczynił dla nas przez Jezusa, za dar Jego Ciała i Krwi, przez które my uczestniczymy w Jego ofierze całkowitego oddania się. To największy i pierwszy dar Boga. No i dziękczynienie za dobro, jakie Bóg uczynił w prowincji warszawskiej, dziękczynienie zanoszone pośród tych współbraci posługujących ludziom dobrej wiary i woli. Widok zatłoczonej świątyni, gdzie liczni wierni stali, ponieważ nie było już gdzie usiąść, dźwięk wspaniałych śpiewów podejmowanych przez wszystkich – to podnosiło ducha ku Bogu. Wspaniała była homilia ojca Jacka Dembka, który nie zachęcał nas jedynie do radości, ale wzywał do wierności. To wszystko było przepiękne. Później świętowanie przy wspólnym stole, rozmowy z ludźmi, słuchanie ich historii. Bardzo wzruszyło mnie wiele opowiadań, jakie słyszałem od wielu sióstr zakonnych i ludzi świeckich, którzy dzielili się, jak wiele znaczy dla nich posługa redemptorystów. Był to zaiste wspaniały czas dziękczynienia.
Bez wątpienia to dar od Boga, że mógł Ojciec jako generał rozpocząć swoją posługę wśród tych ludzi w kontekście tej wielkiej historii redemptorystów.
– Absolutnie tak.
Ojcze Generale, na zakończenie, jakie chciałby Ojciec przekazać życzenia redemptorystom, szczególnie redemptorystom w Polsce?
– Po pierwsze – dziękuję. Dziękuję za waszą posługę i za świadectwo życia, za wasze zaangażowanie i za to, że skłaniacie nas do refleksji nad zaangażowaniem redemptorystów na całym świecie. Jak wspomniałem na zakończenie jubileuszowej Mszy św., to, czego nam dziś potrzeba i na co zwróciła uwagę ostatnia Kapituła Generalna, to wzrost poczucia własnej tożsamości nie tylko jako mieszkańców jednego kraju czy członków konkretnej prowincji zgromadzenia. Musimy widzieć potrzeby ludzi ubogich i opuszczonych na całym świecie i odpowiadać na te wyzwania ze wszystkich naszych sił. Gdy mówimy o warszawskiej prowincji redemptorystów, trzeba wiedzieć, że jedna trzecia polskich redemptorystów posługuje poza krajem. Polska usłyszała i odpowiedziała na to wezwanie już bardzo dawno temu. I swoje świadectwo wobec innych dajecie nie tylko jako jedna z prowincji, ale jako ci, którzy odpowiadają na Boże powołanie w najbardziej radykalny sposób. Zatem czyńcie tak dalej. Chcemy uczyć się od was. Pragniemy przejąć od was tę postawę otwartości i chęci uczenia się innych języków i kultur w celu przepowiadania Ewangelii w kontekście tak różnym od tego, w którym wzrastaliście, aby głosić Dobrą Nowinę po prostu dlatego, że Bóg was to tego powołuje. Zgromadzenie potrzebuje waszego świadectwa i wielce je sobie cenimy. Do słuchaczy Radia Maryja, którzy łączyli się z nami, uczestnicząc w jubileuszowej Mszy św., którzy na wiele sposobów wspierają redemptorystów, zwracam się z prośbą: nie ustawajcie w modlitwie za redemptorystów, w modlitwie o powołania, rozszerzajcie Dobrą Nowinę, gdyż Bóg wzywa wszystkich ludzi do tej posługi. Nadal bądźcie wielkoduszni i wspierajcie redemptorystów, gdy podążają oni na krańce świata. Owszem, czasem będziecie musieli z tego powodu rozstać się z waszym ulubionym kapłanem, może nawet kimś bliskim, ale wiedzcie zawsze, że idzie on, by odpowiedzieć na Boże powołanie. Wtedy zarówno wam, jak i misjonarzom Bóg pobłogosławi. Zatem wspierajcie nas modlitwą i obecnością oraz dodawajcie odwagi innym ludziom, pomagając im poświęcić własne życie na wspaniałej drodze powołania.
Dziękuję bardzo za rozmowę. W imieniu wszystkich Słuchaczy Radia Maryja i Widzów Telewizji Trwam obiecuję, że będziemy się za Ojca modlić, jak już czyniliśmy to podczas Kapituły Generalnej. Na zakończenie, zgodnie z naszym zwyczajem – jako że mówimy poprzez media katolickie – proszę Ojca o błogosławieństwo dla wszystkich Widzów TV Trwam i Słuchaczy Radia Maryja.
– Z wielką radością Wam błogosławię: Wszechmogący Boże, który zesłałeś nam swojego Syna Jezusa Chrystusa jako Odkupiciela, aby nas wyzwolił od grzechu, ubogim ogłosił Dobrą Nowinę i aby pojednał nas między sobą i z Tobą, niech Twoje błogosławieństwo zstąpi na każdego, kto słucha i ogląda ten program. Niech ono wzmocni serca tych, którzy stają się uczniami Chrystusa i pomoże głębiej przeżywać tajemnicę Twojej miłości, jaką okazujesz nam w Duchu. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
