Wybuch metanu w „Krupińskim”

Nie udało się uratować jednego z górników rannych podczas wypadku w
Kopalni Węgla Kamiennego "Krupiński" w Suszcu pod Pszczyną. W efekcie pożaru, do
jakiego doszło w czwartek wieczorem, w kopalni należącej do Jastrzębskiej Spółki
Węglowej kilkunastu górników zostało poparzonych. Nie żyje też jeden z dwóch
zaginionych w akcji ratowników. W kopalni, w której przez kilkanaście godzin
trwała walka o życie górników, wstrzymano wydobycie, załoga została wycofana.
Opanowanie sytuacji może potrwać nawet kilka dni.

Do wypadku doszło w czwartek przed godz. 20.00 na głębokości 820 metrów. W
wyniku pożaru nastąpił zapłon metanu, ale na szczęście nie było wybuchu pyłu
węglowego, który mógłby zniszczyć doszczętnie wyrobisko, a przebywające tam
osoby pozbawić szans na przeżycie.
W ocenie specjalistów, prawdopodobnie ten fakt przesądził o życiu pracujących
tam górników. Z reguły wybuchowi metanu w podziemnych wyrobiskach towarzyszy
silna eksplozja, która niszczy wszystko na odcinku nawet kilkuset metrów. W
takich sytuacjach temperatura, która sięga 1500-2600 st. C, jest w stanie
zniszczyć nawet metal, zaś człowiekowi nie daje żadnych szans na przeżycie. W
"Krupińskim" w chwili wybuchu na zagrożonym odcinku znajdowało się 32 górników,
którzy podjęli bezskuteczną próbę gaszenia pożaru. Dwudziestu udało się wydostać
na powierzchnię bez większych obrażeń. Dwunastu górników zostało poparzonych,
ośmiu z nich wydobyto na powierzchnię. Przez kilkanaście godzin ratownicy nie
mogli dotrzeć do czterech odciętych górników, którzy do południa w piątek
znajdowali się pod ziemią, a przetrwali tylko dzięki znajdującemu się w pobliżu
rurociągowi doprowadzającemu powietrze. Niestety, po wyciągnięciu na
powierzchnię okazało się, że jeden z nich, u którego jeszcze pod ziemią
wyczuwano puls, nie przeżył.
Na ratunek poszkodowanym jeszcze w nocy pospieszyli ratownicy. Dwóch z nich
zaginęło w czasie akcji i jak się okazało, jeden nie przeżył. Zadymienie w
kopalni praktycznie ograniczyło widoczność do zera, tak że ratownicy mieli nawet
problemy z odczytaniem wskaźników na urządzeniach pomiarowych. Do zlokalizowania
zaginionych w podziemnym wyrobisku kolegów użyto kamery termowizyjnej
sprowadzonej z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Katowicach. Dzięki
temu udało się dotrzeć do nieżyjącego ratownika. Obok zadymienia akcję
ratowniczą utrudniały niesprzyjające warunki: wysoka temperatura i wilgotność
przekraczająca 90 procent. – Robimy wszystko, żeby obniżyć temperaturę i
rozrzedzić dym, do akcji ratunkowej sprowadziliśmy najlepszych fachowców,
również autorytety z Akademii Górniczo-Hutniczej, które specjalizują się w
badaniu zjawisk zapłonu, wentylacji i obiegu powietrza – informował Jarosław
Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której należy kopalnia
"Krupiński".
Poszkodowani górnicy trafili do szpitali: dwóch z oparzeniami 1. i 2. stopnia i
obrażeniami mechanicznymi do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w
Jastrzębiu-Zdroju, a kolejnych dziewięciu przetransportowano do Centrum Leczenia
Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Jak powiedział dr Marek Kawecki, zastępca
dyrektora ds. lecznictwa w CLO w Siemianowicach, powierzchnia oparzeń górników
mieści się w przedziale między 10 a 50 procent. Lekarze stan górników ocenili
jako ciężki, życiu poszkodowanych nie zagraża niebezpieczeństwo, a rokowania są
pomyślne. – Poszkodowani górnicy zostali poddani badaniom specjalistycznym,
konsultacjom z zamiarem wprowadzenia terapii w komorze hiperbarycznej –
zaznaczył dr Kawecki. Ranni są w stanie wstrząsu pourazowego, który zwykle trwa
ok. 48 godzin, ale żaden nie trafił na oddział intensywnej terapii. Jak zauważył
dr Piotr Wróblewski z CLO, trzeba też wziąć pod uwagę, że górnicy, zanim została
im udzielona pomoc lekarska, przez kilka godzin przebywali pod ziemią w wysokiej
temperaturze. – Staramy się nadrobić czas, w którym trwała ewakuacja. Obecnie
trwa okres stabilizacji ich stanu, natomiast musimy sobie zdać sprawę z tego, że
w trakcie leczenia mogą występować dodatkowe, nieprzewidziane powikłania
związane z oparzeniami – dodał dr Wróblewski.

Kto zawinił
W ocenie Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach, kopalnia "Krupiński" w Suszcu
należy do najbezpieczniejszych w obrębie Jastrzębskiej Spółki Węglowej. W
kopalniach szczególnie groźny jest metan. Nie jest to problem nowy, ale wciąż
bardzo groźny, który należy rozwiązać. Ważne przy zachowaniu bezpieczeństwa jest
niedopuszczenie do wysokiego poziomu stężenia metanu. Niebezpieczny jest już
metan, którego stężenie przekracza 2 procent. Najbardziej niebezpieczne jest
jednak stężenie metanu od 4,5 do 15 proc., w którym metan wybucha. Natomiast
poniżej i powyżej tych wartości metan się pali, co także jest niebezpieczne.
Adam Rogacki z PiS w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" podkreśla, że dopóki
sytuacja nie zostanie wyjaśniona przez ekspertów, trudno autorytatywnie odnosić
się co do ewentualnej winy i przyczyn zaistniałej tragedii, z której szybko
trzeba będzie wyciągnąć wnioski na przyszłość. – Takie tragedie jak w kopalni
"Krupiński" przypominają o skali niebezpieczeństwa i ryzyku, jakie niesie ze
sobą praca górników i przemysł wydobywczy. Niepokoi jednak fakt, że do takich
wypadków dochodzi coraz częściej, dlatego warto zastanowić się nad ich
przyczynami, by w przyszłości ograniczyć do minimum podobne zdarzenia – ocenia
poseł Rogacki. Według niego, zabezpieczenia i wszystko, co temu towarzyszy,
dobrze wygląda tylko na papierze, tymczasem rzeczywistość jest zgoła inna.
Świadomość niebezpieczeństwa, jaka jest wpajana górnikom pracującym pod ziemią,
to stanowczo za mało i nie zwalania to wcale państwa z obowiązku zadbania o
bezpieczeństwo pracujących pod ziemią. Mimo zapewnień dyrekcji kopalń kontrole
specjalistów niestety potwierdzają, że w polskich kopalniach istnieje wciąż duże
zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi. – Jeżeli specjaliści wypowiadają się, że
nawet do 90 proc. kopalni w Polsce powinno zostać zamkniętych, to pokazuje, że
zagrożenie jest bardzo wysokie, a co za tym idzie – państwo, chociażby poprzez
swoje organy dozoru, powinno czuwać nad minimalizacją takich tragedii. Rodzą się
także obawy, czy prywatni właściciele kopalń, szukając oszczędności, aby
powiększyć zyski, nie robią czy też nie będą tego robić w przyszłości kosztem
bezpieczeństwa – argumentuje parlamentarzysta PiS. O tym, że nie jest najlepiej,
świadczy chociażby głośny wypadek w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej w 2006
r., kiedy zginęły 23 osoby. Okazało się, że łamiąc względy bezpieczeństwa,
dostrajano urządzenia tylko po to, by wskazywały niższe stężenie metanu, niż
było to w rzeczywistości. Pozwalało to na większe wydobycie węgla z mało
bezpiecznych pokładów.
Obecnie w Polsce wydobycie i eksploatacja węgla kamiennego prowadzone są w 30
kopalniach, których stan górniczo-geologiczny jest różny. W skali roku wydobycie
tego surowca osiąga granice od 70 do 72 mln ton. 80 procent z tej puli
wydobywane jest z pokładów metanowych. Jak podkreśla dr inż. Piotr Buchwald,
dyrektor ds. badań i rozwoju Centrum Badań i Dozoru Górnictwa Podziemnego sp. z
o.o., wydobycie odbywa się na coraz niższych pokładach, w wielu kopalniach na
głębokości poniżej 1000 metrów, gdzie złoża metanu są większe. – Mimo to również
w takich warunkach istnieje techniczna możliwość zabezpieczenia pracy górników,
o ile problem ten nie jest lekceważony czy zdominowany chęcią jak najwyższego
zysku. Warto się także zastanowić nad racjonalną polityką wydobywczą i
wypracować bilans paliwowo-energetyczny, którego – w ocenie specjalistów – w
Polsce brakuje, a który określiłby konkretne potrzeby wydobywcze węgla
kamiennego – uważa dr Buchwald. Przypomnijmy, że ostatni zapłon metanu w
polskiej kopalni miał miejsce w połowie marca w kopalni "Staszic" w Katowicach.
Natomiast do najtragiczniejszego wybuchu metanu po tragedii z 2006 r. doszło 18
września 2009 r. w kopalni "Wujek-Śląsk" w Rudzie Śląskiej, w wyniku którego
śmierć poniosło 20 górników. Tylko od początku bieżącego roku w wypadkach
górniczych w polskich kopalniach życie straciło 17 górników.

 

Mariusz Kamieniecki

drukuj