Warto sprawdzać, na co się łoży

Z posłem Arturem Górskim (PiS), wiceprzewodniczącym Polsko-Litewskiej
Grupy Parlamentarnej, rozmawia Jacek Dytkowski

Z czasopisma mniejszości litewskiej w Polsce możemy się dowiedzieć „o
polskiej zaborczości i okupacji Wilna”…

– Takie odczytywanie
historii stosunków polsko-litewskich przez wielu Litwinów jest znane od lat. Oni
nigdy nie przestali uważać włączenia Wilna do Rzeczypospolitej po I wojnie
światowej za przejaw agresji i okupacji ze strony polskiej. Każdy z narodów w
tej kwestii miał swoje racje. Ale powracanie do ówczesnych wydarzeń po 90 latach
i spoglądanie na dzisiejsze relacje polsko-litewskie przez pryzmat konfliktu z
okresu międzywojennego to totalne nieporozumienie, które zakrawa na prowokację.
Bo takie wypowiedzi nie tylko budzą emocje, ale też dodatkowo psują atmosferę we
wzajemnych relacjach. Jeśli Litwini naprawdę chcą przyjaznych stosunków z
Polską, powinni skoncentrować się na rozwiązywaniu dzisiejszych problemów.
Proszę sobie wyobrazić, jakie byłyby szanse na dialog, gdyby polscy politycy
dzisiaj mówili o obecnej okupacji Wileńszczyzny przez Litwinów.

W jakim celu periodyk informuje mniejszość litewską o imprezach z
udziałem nacjonalistów litewskich z „Vilniji”, którzy postulują m.in.
lituanizację Polaków na Litwie?

– To jest pewien paradoks, że
najbardziej nacjonalistyczne są małe narody, które obawiają się o swoje
istnienie. Litwini czują się zagrożeni i ze strony litewskich Polaków, i ze
strony litewskich Rosjan, bo za obydwoma tymi mniejszościami stoją znacznie
większe państwa. Dlatego tak ważne jest dla wielu Litwinów podtrzymywanie i
kultywowanie własnej tożsamości narodowej, a realizują to niestety właśnie
kosztem mniejszości narodowych. Litewscy nacjonaliści traktują relacje
wewnętrzne jako ciągłą walkę. Uważają, że jeśli oni nie zlituanizują tamtejszych
Polaków i Rosjan, to z czasem my spolonizujemy Litwinów mieszkających na
Wileńszczyźnie albo Rosjanie narzucą Litwinom język rosyjski, co faktycznie jest
cznione przez bardzo mocno obecne na Litwie media rosyjskojęzyczne. Propagowanie
litewskiej organizacji nacjonalistycznej w piśmie wydawanym przez litewską
mniejszość na terenie Polski jest bardzo dużą niezręcznością, ale ma ten sam cel
– podtrzymywanie tożsamości narodowej i odrębności Litwinów mieszkających w
Polsce.

„Ausra” jest finansowana przez władze litewskie oraz polski resort
spraw wewnętrznych. Czy nie warto sprawdzać, za co się płaci?


Polska bardzo poważnie traktuje swoje zobowiązania wobec mniejszości narodowych
mieszkających w granicach naszego państwa. Wspieramy finansowo pisma mniejszości
i organizacje te mniejszości reprezentujące, tym samym realizując porozumienia
bilateralne i wypełniając zobowiązania wynikające z prawa międzynarodowego.
Oczywiście w naszym kraju jest wolność słowa, ale ta wolność ma swoją granicę,
którą jest polska racja stanu. Naszą racją stanu jest stworzyć jak najlepsze
warunki do funkcjonowania i rozwoju każdej mniejszości, ale absolutnie nie
powinniśmy przymykać oczu na teksty, które mogą podgrzewać wśród polskich
Litwinów antypolskie nastroje. Wiem, jak histerycznie Litwini czasem reagują na
krytyczne teksty czy też odnoszące się do wspólnej historii okresu
międzywojennego, w tym do polskiego Wilna, które niekiedy ukazują się w polskich
mediach na Litwie. My nie będziemy tak histerycznie reagować, ale niewątpliwie
MSWiA powinno monitorować wydawnictwa mniejszości funkcjonujące dzięki
pieniądzom z budżetu państwa polskiego. To byłoby trochę dziwne, gdybyśmy
milcząco godzili się na antypolskie artykuły ukazujące się w naszym kraju w
pismach mniejszości.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj