Libicki nie jest kłamcą lustracyjnym
Sąd Okręgowy w Poznaniu orzekł wczoraj, że były europoseł PiS Marcin
Libicki złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, a tym samym nie był
świadomym współpracownikiem komunistycznej bezpieki.
Sąd poddał analizie materiały IPN, z których wynikało, że był on kontaktem
obywatelskim, kandydatem na TW, a w latach 1965-1968 był „operacyjnie
wykorzystywany” przez wywiad PRL. Wywiad miał jeszcze w 1981 r. wykorzystywać
Libickiego „z uwagi na posiadane kontakty w RWE”. Sąd jednak nie znalazł w tych
dokumentach żadnego pisemnego zobowiązania do współpracy ani żadnych dowodów
wskazujących na prowadzenie świadomej i tajnej współpracy z bezpieką. – Oprócz
gołosłownych stwierdzeń KW MO, że Marcin Libicki jest wykorzystywany (…) przez
ten departament nie ma żadnych – na obecnym etapie – dokumentów na to, że Marcin
Libicki miał jakikolwiek kontakt z departamentem I – stwierdziła sędzia Maria
Kostecka. – Nie ma notatek sporządzonych przez Libickiego i brak notatek
funkcjonariuszy mówiących o kontaktach z Marcinem Libickim –
dodała.
Niektórzy posłowie PiS mówili przed wyrokiem, że w przypadku
oczyszczenia Libickiego z oskarżeń o współpracę będzie mógł on wróć do PiS. Były
eurodeputowany po prasowych informacjach o jego domniemanej współpracy z
wywiadem PRL nie znalazł się na liście kandydatów PiS do Parlamentu
Europejskiego, po czym zrezygnował z członkostwa w partii.
ZB, PAP
