W przeczuciu duszności

Ścieżka obok drogi

W dziewiętnastowiecznych powieściach podróżniczych często pojawia się scena podróży pirogą w górę rzeki pełnej krokodyli. Kiedy zgłodniałe krokodyle napierają szczególnie zuchwale na pirogę i grożą jej wywróceniem, biali podróżnicy wyrzucają do rzeki murzyńskiego chłopca, dzięki czemu piroga może płynąć dalej. Po jakimś czasie sytuacja jednak się powtarza; znęcone łatwą zdobyczą krokodyle napierają ponownie, biali podróżnicy wyrzucają im kolejnego murzyńskiego chłopca – i tak dalej, aż do momentu, kiedy nie ma już kogo wyrzucić. Wtedy podróż się kończy albo dlatego, że piroga właśnie dopłynęła do celu, albo wskutek wywrócenia przez krokodyle rozwścieczone brakiem murzyńskich chłopców.

Przypomniały mi się te sceny, kiedy tak z oddalenia obserwuję rozwój sytuacji politycznej w Polsce. Po zagadkowym zdymisjonowaniu ministra Sikorskiego i ministra Dorna stanowisko utracił również prezes państwowej telewizji Wildstein. Odwołała go przytłaczającą większością głosów Rada Nadzorcza TVP. Sam zainteresowany twierdzi, że z przyczyn politycznych, ale i one muszą wyglądać zagadkowo, skoro przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji pani Elżbieta Kruk uważa, że nie było ku temu żadnych uzasadnionych podstaw. Siedząc w Chicago, skąd zresztą wkrótce odlatuję do Nowego Jorku, nie mam możliwości poznania warszawskich plotek i dlatego odnoszę wrażenie, że premier Kaczyński wyrzuca kolejnego murzyńskiego chłopca z rządowej, a właściwie PiS-owskiej pirogi. Bo że krokodyle napierają – to widać gołym okiem nawet stąd, choćby pod postacią wniosku Platformy Obywatelskiej o powołanie sejmowej komisji śledczej do zbadania prawidłowości wykonania ustawy o rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych przez ministra Antoniego Macierewicza. Podobna rzecz zdarzyła się zresztą już w roku 1992, kiedy to – po obaleniu (przez koalicję obydwu stron umowy Okrągłego Stołu) rządu premiera Olszewskiego za próbę ujawnienia agentury w strukturach państwa – Sejm powołał specjalną komisję do zbadania prawidłowości wykonania przez ministra Macierewicza uchwały lustracyjnej. Na czele tej komisji stanął poseł Jerzy Ciemniewski, który po przyjęciu przez Sejm tej uchwały wykrzykiwał, że zrzeka się poselskiego mandatu. Widać jednak ktoś mu wyperswadował, że „nie nada, Fiedia”, więc skwapliwie podjął się zadania pogrążenia znienawidzonego Macierewicza, który salonowi napędził tyle strachu. Komisja ta większością głosów uchwaliła, że Macierewicz uchwałę wykonał źle, chociaż członek tej komisji, poseł Lech Pruchno Wróblewski, opowiadał mi, iż konfidenci, których akta przeglądał, zostali umieszczeni na „liście Macierewicza” najzupełniej prawidłowo. Rozumiem tedy, że podobne zadanie będzie miała projektowana sejmowa komisja śledcza. Żeby jednak została ona w ogóle powołana, wniosek PO musi zostać poparty przez bezwzględną większość w Sejmie. Takiej większości sama opozycja zapewnić nie jest w stanie, a zatem musi liczyć na jakichś posłów z koalicji rządowej. Na których? Ano chyba najbardziej na posłów Samoobrony, i to z kilku powodów. Po pierwsze, dlatego że w Raporcie przewinęło się nazwisko jednego z posłów tego klubu parlamentarnego, po drugie – że pan wicepremier Lepper też wyrażał głośno dezaprobatę wobec Raportu, a po trzecie – że niedawno otrzymał on do kolekcji skalpów kolejny doktorat honoris causa z jakiegoś moskiewskiego wyższego ucziebnego zawiedienija, dzięki czemu łatwiej mi taką reakcję na Raport zrozumieć.

Czyżby zatem Platforma Obywatelska podjęła wobec Samoobrony jakieś umizgi w tej sprawie? Wykluczyć tego nie można, tym bardziej że już od pewnego czasu widać wyraźnie, że pan Andrzej korzysta z każdej nadarzającej się okazji, by podbić cenę swego poparcia dla rządu premiera Kaczyńskiego, w którym owocnie administruje konfiturami rolniczymi. Ponieważ po odejściu nienawistnego Balcerowicza następnym kandydatem Samoobrony do odejścia był właśnie prezes państwowej telewizji Bronisław Wildstein, nie jest wykluczone, że był on ceną zapłaconą panu Andrzejowi przez premiera Kaczyńskiego, dzięki której rząd jakoś przetrwa do Wielkanocy. No a co potem? Czy rząd w swojej pirodze ma jeszcze jakichś murzyńskich chłopców dla razwiedkowych krokodyli, czy też zbliży się ona do kresu swojej podróży? Można sobie wyobrazić, jaką radość w środowisku krokodyli, zarówno w kraju, jak i w bliskiej zagranicy, wzbudziłaby wywrotka rządowej pirogi. Radowałyby się krokodyle, zarówno te dzikie, jak i te salonowe, a zarówno w górze, jak i w dole rzeki byłoby pełno radości i krzyku, że oto znowu „zima wasza – wiosna nasza”. No a na wiosnę, jak to na wiosnę, na świecie robi się coraz cieplej i cieplej. W końcu może zrobić się tak gorąco, że aż duszno…

Stanisław Michalkiewicz
drukuj