Powiedzieć życiu TAK
Żyje dzięki rodzicom
Gdyby nie wielka wiara rodziców, nie byłoby jej na świecie. Dziś Asia ma trzy lata. Żyje. Rozwija się, chodzi, mówi. Ma lekko zdeformowane dłonie i stopy. – To drobnostka w porównaniu z tym, co przepowiadali nam lekarze, gdy córeczka żyła u mnie pod sercem. Wtedy mówili, że Asia w ogóle nie będzie żyła, a potem, że będzie całkowicie upośledzona – mówi pani Barbara z Podkarpacia.
Kiedy pani Barbara była w trzecim miesiącu ciąży, lekarze zauważyli, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego. Po badaniu USG okazało się, że maleństwo jest obrzęknięte. – Lekarz powiedział, że boi się, iż dziecko ma duże problemy z krążeniem. Chyba sam się przestraszył, bo uprzedził, że jeśli chcemy dowiedzieć się, co jest naszej pociesze, to możemy wykonać specjalistyczne badania. Pamiętam, że wtedy lekko zasugerował, że może nam pomóc pozbyć się problemu. Ja jednak byłam tak zszokowana, że nie zwróciłam na to uwagi. Wiedziałam tylko jedno – muszę dowiedzieć się, co grozi mojemu dziecku i jak mu pomóc – wspomina kobieta.
Aborcja?
Pani Barbara niemal wybiegła z gabinetu. Zaczęli z mężem szukać kogoś, kto pomoże ich maleństwu. Znaleźli, wydawałoby się, dobrego specjalistę. Ten jednak po specjalistycznych badaniach potwierdził pierwotną diagnozę. Widząc zatroskaną twarz matki, powiedział: – Jest pani jeszcze bardzo młoda. To dziecko, jeśli w ogóle się urodzi, może być roślinką, przy której spędzi pani resztę życia. Mogę temu zaradzić.
– Decyzję, ze względu na wiek dziecka, trzeba było podjąć natychmiast. Dla mnie jednak taka propozycja rozwiązania problemu nie wchodziła w rachubę – mówi pani Barbara. Jej mąż dodaje: – Kiedy myśleliśmy o kolejnym dziecku, bo Asia jest naszą drugą pociechą, nie poszliśmy do sklepu z zabawkami, by wybrać najładniejszą laleczkę. Bóg dał nam dziecko i takie, jakie nam dał, chcieliśmy przyjąć. Od samego początku nawet nie myśleliśmy o zabiciu córeczki, choć, aż wstyd powiedzieć, namawiały nas do tego babcie, dziadkowie, ciotki i przyjaciele.
W oczekiwaniu
Potem przyszedł bardzo trudny czas, kiedy rodzice szukali sposobu, jak pomóc maleństwu. Dzięki pomocy bliskich osób znaleźli na kilka miesięcy schronienie w Warszawie. Wiedzieli, że córeczka będzie dzieckiem niepełnosprawnym, wiedzieli, że będą musieli poświęcić jej dużo czasu, ale czuli też, że bardzo ją kochają. – Baliśmy się jednak porodu. Baliśmy się, jak będzie wyglądać. Prosiliśmy Boga i Matkę Najświętszą, by urodziła się i by nie bardzo cierpiała, by miała jak najmniejszą wadę – podkreślają rodzice.
Ta nieustanna modlitwa trwała kilka miesięcy. To właśnie ona dawała rodzicom siłę, by walczyć o życie dziecka.
W końcu przyszedł zaplanowany dzień i przez cesarskie cięcie urodziła się Asia. Po badaniach okazało się, że dziewczynka ma zdeformowane stopy i dłonie. – To była ta wielka wada, którą przepowiadali lekarze. To był powód, dla którego niejeden medyk chciał zabić naszą córkę. Dziś Asia ma trzy latka. Rozwija się bardzo dobrze, mówi, biega, sama potrafi jeść. Przez cały czas jest rehabilitowana. Dla niej porzuciłam pracę i wiem, że w najbliższym czasie do niej nie wrócę – podkreśla pani Barbara.
Oboje rodzice – na kolanach z dziewczynkami – wyglądają na bardzo szczęśliwych. – Do pełni szczęścia brakuje nam jeszcze chłopczyka, ale Tomek lada dzień do nas dołączy. Już niedługo będziemy mieć troje dzieci. Syn ma zespół Downa i z premedytacją wzięliśmy właśnie takie dziecko. Wiemy, że dzieci niepełnosprawne dużo rzadziej trafiają do adopcji. A dla nas każde życie jest piękne. Tomka już kochamy jak syna – podkreślają rodzice.
