Ukraina między Berlinem a Moskwą
Zbliżające się wybory prezydenckie na Ukrainie interesują zewnętrznego obserwatora nade wszystko ze względu na główne kierunki polityki zagranicznej tego państwa. Każdy z trojga głównych kandydatów do urzędu prezydenckiego – Wiktor Juszczenko, Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko – niesie ze sobą pewną wizję usytuowania Ukrainy w konstelacji międzynarodowej.
Oczywiście, do kwestii z dziedziny polityki zagranicznej dołączyć należy cały szereg problemów z zakresu spraw wewnętrznych, ale wybór któregokolwiek z kandydatów nie zapowiada jakiejś radykalnej rewolucji w tym względzie. Mylne wydaje się przekonanie, jakoby uosabiający interesy wschodniej, prorosyjskiej części Ukrainy Wiktor Janukowycz był jedynym kandydatem niosącym ze sobą obciążenia dotyczące niejasnych powiązań biznesowych. Także kariery Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki wyrosły na bazie różnorakich powiązań gospodarczych, które z trudem moglibyśmy określić mianem przejrzystych.
Juszczenko gloryfikuje UPA
Również w sferze wewnętrznych koalicji rządowych nie ma dziś na Ukrainie prostego podziału na prorosyjską Partię Regionów Janukowycza oraz prozachodnią koalicję Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki. Tak zwany prozachodni obóz „pomarańczowych” uległ dekompozycji. Zarówno Tymoszenko, jak i Juszczenko mieli w ciągu kilku ostatnich lat przygodę taktycznych koalicji z partią Janukowycza. Wszystkie ugrupowania polityczne na Ukrainie muszą się również liczyć z siłą wpływów rosyjskich. Wyjątkowa prozachodniość odchodzącego prezydenta Juszczenki łączyła się u niego z tzw. polityką historyczną gloryfikującą działania OUN-UPA w czasie II wojny światowej. Polityka ta wywoływała wiele niepokojów w państwach takich jak Polska, budziła również sprzeciw w centralnej i wschodniej części Ukrainy. Tego typu polityka ma rzekomo, wobec niepewnej przyszłości państwa ukraińskiego, wzmacniać w tym społeczeństwie tożsamość narodową. O ile jednak można dostrzec pewną skuteczność owej polityki na Ukrainie Zachodniej, o tyle w perspektywie całego kraju powoduje ona olbrzymią ilość antagonizmów, przede wszystkim dlatego, że polityka ta oparta jest na zasadniczym, historycznym fałszu. Zatem wiodącym tematem polityki wewnętrznej Ukrainy będzie nadal kwestia zbudowania jedności społeczeństwa i państwa. Jedność ta jest o tyle trudna, że mamy tam do czynienia z ogromnym zróżnicowaniem poziomu świadomości narodowej, językowej i kulturowej. Naturalne ciążenie wschodniej Ukrainy ku Rosji jest wciąż duże. Wydaje się, że dziełem najskuteczniej budującym jedność mogą być kwestie gospodarcze, ot chociażby działania podejmowane w związku z Euro 2012. W państwie, które jest pogrążone w kryzysie finansowym i gospodarczym, to projekt najbardziej znany na arenie międzynarodowej i najbardziej Ukrainę promujący.
Berlin, Moskwa czy Waszyngton
Bez względu na wynik wyborów prezydenckich polityka zagraniczna państwa ukraińskiego musi uwzględniać pewne stałe wektory sił oddziałujących na Kijów. Oczywiście w pierwszym rzędzie należy tutaj brać pod uwagę politykę Rosji. Państwo to w swej doktrynie międzynarodowej nie uznało pełnej niepodległości Ukrainy, traktując ją jako własną strefę wpływów. Kreml wykorzystuje do tego narzędzia gospodarcze nade wszystko z dziedziny energetyki. Szantaż gazowy wielokrotnie używany wobec Kijowa może z biegiem czasu być jeszcze bardziej skuteczny z uwagi na coraz większe możliwości omijania Ukrainy w tranzycie rosyjskiego gazu na Zachód. Budowa Gazociągu Północnego to tylko jeden z wielu projektów wprost uderzających w niezależność Kijowa od Moskwy. Przyszły prezydent Ukrainy będzie sobie zatem musiał zdawać sprawę z rosnącej przewagi rosyjskiej i z coraz większego osamotnienia Ukrainy. Owo osamotnienie jest związane przede wszystkim z polityką Zachodu. Mimo że przed laty Zbigniew Brzeziński nazwał Ukrainę mianem „sworznia politycznego”, ważnego miejsca dla rozstrzygnięcia rozgrywki o dominację w tej części Eurazji, to jednak współczesna polityka Waszyngtonu daleko odbiega od planów administracji George’a W. Busha na temat włączenia Ukrainy do NATO i próby zbudowania w tym regionie siły niezależnej od Moskwy. Polityka Baracka Obamy nastawiona jest na strategiczne porozumienie z Rosją w sprawie Iranu, Afganistanu czy Chin. W takim projekcie nie ma miejsca na podmiotowe traktowanie Kijowa. Amerykanie politykę wobec Ukrainy zostawiają w rękach swoich europejskich sojuszników z Unii Europejskiej, a więc w szczególności Niemiec. Berlin tymczasem, o wiele bardziej niż Waszyngton, konsekwentnie dąży do strategicznego sojuszu z Moskwą. A warunkiem sine qua non dobrych relacji niemiecko-rosyjskich jest zgoda Niemiec na pozostawienie Ukrainy w strefie wpływów rosyjskich. Działania niemieckie idące w przeciwnym kierunku od razu odczytane byłyby na Kremlu jako wypowiedzenie geopolitycznej wojny. Dlatego liczenie na działania Brukseli w celu wzmocnienia prozachodniego nurtu na Ukrainie jest mało realistyczne. Oczywiście wejście Ukrainy do Unii Europejskiej jest możliwe, ale pod warunkiem zgody Moskwy. Zatem mylne jest przekonanie, że formalnie prozachodni politycy ukraińscy (Juszczenko, Tymoszenko) są w stanie wprowadzić Ukrainę w struktury UE. Być może o wiele bardziej zdatnym do tego człowiekiem będzie Janukowycz i Partia Regionów, zważywszy na ich silne powiązania z Moskwą. Rosjanie na skutek wprowadzenia prorosyjskiej Ukrainy w struktury Unii mogliby zyskać większe możliwości gry na Zachodzie, nie jest więc wykluczone, że wyraziliby zgodę na taką integrację. Warunkiem podstawowym byłoby wtedy utrzymanie lub zwiększenie wpływów rosyjskich na ukraińską scenę polityczną oraz na politykę ukraińską w ogóle.
Polityka prometejska
Pozostaje pytanie o zachowanie Polski wobec wydarzeń rozgrywających się u naszego ukraińskiego sąsiada. Pamiętamy dziś żywo zaangażowanie polityków polskich w poprzednie wybory na Ukrainie, w czasie tzw. pomarańczowej rewolucji. Zaangażowanie to było silne, jednakże z dzisiejszej perspektywy wypadki, które nastąpiły po niej, niekoniecznie można uznać za pozytywne. Boleśnie odczuwaliśmy to w stosunkach bilateralnych, w szczególności w sytuacjach dotyczących kwestii historycznych (wspomniana sprawa UPA), a nawet gospodarczych. W tej chwili jedynym poważnym wspólnym projektem gospodarczym Polski i Ukrainy są Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku. Zupełnie niezrozumiałe jest nasze długotrwałe milczenie w sprawie zbrodni szowinistów ukraińskich z czasów II wojny światowej. Z jednej strony nawołujemy do wprowadzania Ukrainy w krąg polityki i kultury Zachodu, z drugiej zaś wyrażamy milczącą zgodę na pogrążanie się tego kraju w kulturze azjatyckiego przyzwolenia na polityczne ludobójstwo. Ów spór o historię ma zatem olbrzymie znaczenie współczesne. Jedność środkowoeuropejską powinno się budować nie na poziomie biurokratycznym (jak w przypadku UE), lecz na poziomie cywilizacyjnym i gospodarczym. Szukając odniesień do cywilizacji łacińskiej, nie możemy jednocześnie dawać przyzwolenia na historyczne kłamstwo i wybielanie zbrodni ludobójstwa.
Polska jest dzisiaj na arenie politycznej zbyt słabym podmiotem, by w sposób decydujący wpływać na bieg wypadków na Ukrainie. Nawet projekt tzw. Partnerstwa Wschodniego nie jest do końca kontrolowany przez Polaków. Pamiętajmy, że realna współpraca Ukrainy z Unią Europejską jest obwarowana nade wszystko zgodą Niemiec i Rosji. Realne zyski gospodarcze i polityczne z Partnerstwa Wschodniego mogą więc być osiągane przez podmioty zupełnie nam obce. Samo wciągnięcie Ukrainy w struktury unijne również niekoniecznie łączyć się musi ze wzmocnieniem pozycji Polski. Centralizująca się UE ogranicza nas w wielu kwestiach, w tym w prowadzeniu samodzielnej polityki zagranicznej. Nie ma dziś żadnej gwarancji, że Ukraina w Unii nie będzie w relacjach z Polską realizować założeń polityki Berlina. Aby się przed taką ewentualnością zabezpieczyć, przede wszystkim musimy pamiętać o wzmacnianiu swojej gospodarki i swojej podmiotowości. Istnienie niepodległego państwa ukraińskiego jest w naszym interesie, ale nie możemy zapominać, że należy przede wszystkim dbać o dobro naszych obywateli w relacjach z tym państwem, że należy również zabezpieczyć interes mniejszości polskiej żyjącej na dawnych Kresach Rzeczypospolitej. Naiwne przekonanie, że nasze prometejskie wsparcie dla wysiłków niepodległościowych na Ukrainie rozwiąże wszystkie problemy w stosunkach wzajemnych, może się okazać co najmniej polityczną bezmyślnością.
Jak pomóc Ukrainie
Wydaje się, że już sam fakt kilkunastoletniego istnienia państwa ukraińskiego umacnia poczucie narodowe w tym kraju. Przyszłość Europy Środkowej, owszem, w dużej mierze zależy od perspektywy rozwoju tego państwa, ale jeszcze w większym stopniu zależy od siły i niezależności państwa polskiego. Zatem rządzący Polską powinni przede wszystkim skupić się na odzyskiwaniu i budowaniu siły naszego państwa, wykorzystując przy tym różnorakie możliwe kontakty i kontrakty, nie wyłączając relacji z Ukrainą, Rosją czy Niemcami. W drugiej kolejności zaś możemy próbować wspierać tendencje niepodległościowe krajów posowieckich.
Wygląda na to, że nasz dzisiejszy potencjał nie dotyczy kwestii gospodarczych – tutaj jesteśmy podmiotem wciąż bardzo słabym. Nasza siła oddziaływania na Wschód opiera się przede wszystkim na wartościach kulturowo-cywilizacyjnych. Wzorce polskie są żywo odbierane u naszych wschodnich sąsiadów, a znaczenie misji ewangelizacyjnej i kulturowej polskich misjonarzy w tych krajach jest wręcz nie do przecenienia. Kto wie, czy nie na kwestiach cywilizacyjno-kulturowych właśnie (nie zaniedbując spraw gospodarczych) nie powinna nade wszystko skupić się Polska, by zbliżyć do siebie kraje powstałe po rozpadzie ZSRS i by pomóc im naprawdę wybić się na suwerenność.
Prof. Mieczysław Ryba
