Ty jesteś od Domeyki

Z inż. Andrzejem Zabłockim, prezesem Zjednoczenia Polskiego im. Ignacego Domeyki, wiceprezesem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, rozmawia Katarzyna Cegielska

Jak Polonia południowoamerykańska, Polonia w Chile postrzega zmiany zachodzące w Polsce?

– Nie mogę mówić w imieniu całej Polonii południowoamerykańskiej, jedynie chilijskiej. Wiele u nas pisano o zmianach w Polsce. W Chile od 17-18 lat, po odejściu Pinocheta, rządzą socjaliści i dziwiono się, że w Polsce doszło do zmiany władzy. Kiedy przyjeżdża do Chile prof. Jerzy Achmatowicz, zawsze zapraszamy go, żeby mówił na te tematy do studentów i dziennikarzy. Dlatego dziwię się, że mimo tych zmian, które odbieramy pozytywnie, dochodzi jeszcze do takich sytuacji, jak przy okazji XII Walnego Zebrania Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, kiedy nie pozwala się przedstawicielom Senatu przyjechać do nas. Dziwi nas postawa marszałka Bogdana Borusewicza, ponieważ tak długo czekaliśmy na zmianę rządu na prawicowy, a potem otrzymujemy takie wiadomości. Wydaje mi się, że marszałek winien być większym dyplomatą. Powinien wiedzieć, że tu nie pierwszy raz przyjeżdżają ludzie z Senatu czy z rządu, dlatego zaprotestowaliśmy przeciwko takiemu nas traktowaniu. Bo takie działanie uderzyło w senatorów, ale przede wszystkim w nas, Polaków mieszkających na obczyźnie.

Niedawno w Chile gościła Pierwsza Dama, pani Maria Kaczyńska…

– Okazją do wizyty była zmiana prezydenta w Chile, którym jest teraz kobieta. Zazwyczaj inne państwo reprezentuje wtedy prezydent albo jego przedstawiciel, a w tym przypadku przyjechała żona prezydenta. Na uroczystości było obecnych wiele kobiet, wiele żon prezydentów.

W Polsce w mediach przedstawiany jest, delikatnie mówiąc, niezbyt korzystny wizerunek prezydentowej Marii Kaczyńskiej. Jak Państwo odebrali małżonkę prezydenta podczas jej pobytu w Chile?

– To, co dało się zauważyć podczas wizyty i co trzeba podkreślić, to fakt, że pani Maria Kaczyńska swobodnie porozumiewa się po angielsku i francusku. W rezydencji ambasadora odbyło się spotkanie Polonii i dyplomatów z panią prezydentową, która była niezwykle elegancka, bardzo sympatyczna, otwarta. Atmosfera była wspaniała, Maria Kaczyńska swobodnie rozmawiała z wieloma ludźmi, nie tylko z Polakami, ale i dyplomatami. Trochę się dziwiliśmy po tym, co czytaliśmy wcześniej na jej temat, ale to dowodzi, że media celowo chciały taki wizerunek stworzyć, a nie ma on odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo jest to kobieta bardzo wykształcona i z klasą.

A jak liczna jest Polonia w Chile?

– Liczy około 300 osób plus 300 osób z rodziny Domeyków, które niestety nie mówią po polsku. Emigracja do Chile nigdy nie była masowa, chłopsko-robotnicza, jak do Argentyny czy Brazylii. Jeśli ktoś przyjechał do Chile, to na ogół miał wykształcenie. Wśród nas jest dużo muzyków, inżynierów, lekarzy, artystów, sławnych fotografów. Ja też staram się być znany, chcąc kontynuować domeykowskie tradycje.

No właśnie, tradycje domeykowskie zostały na nowo odkryte dzięki panu profesorowi Zdzisławowi Rynowi…

– W 2002 r. mieliśmy Rok Domeykowski. Profesor Ryn nie był już ambasadorem, ale przyjeżdżał na różne konferencje, a poza tym my, jako Zjednoczenie Polskie, uczestniczyliśmy w różnych konferencjach, wystawach. Zauważyliśmy, że Chilijczycy, owszem, znali nazwisko Domeyki, ale nie bardzo wiedzieli, z czym je powiązać. Nawet wiele osób nie wiedziało, że to był Polak. A dziś, jeśli ktoś powie o Domeyce, to zaraz można usłyszeć: „Ach, to ten słynny Polak”, albo jak ktoś ze mną rozmawia i słyszy, że jestem Polakiem, to mówi: „To ty jesteś od Domeyki”. A poza tym ja jestem górnikiem, więc z tej samej branży, co Domeyko.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj