TVP S.A. – nowy sen z fabryki snów?
Wraz z wiosną obudziła
się nadzieja w peerelowskich bloczyskach przy ul. Woronicza 17 w Warszawie.
Owinięty siatką ochronną, aby odpadające odłamki zmurszałego
betonu nie pozabijały pracowników, "wieżowiec" z gabinetami prezesa
i zarządu TVP z zewnątrz nie promieniuje radością, raczej wciąż jest kpiną
z naiwności widzów – taki bezczelny pomnik komuny, propagandy sukcesu, jak
w wielu
miastach Polski. Nędza dawnego ustroju.
Wewnątrz – niczym na froncie. Dawni zarządcy się pakują, a nowy prezes, zupełnie
bez kompleksów, odważnie wkroczył do należnego mu gabinetu, najważniejszego
pomieszczenia w całej TVP na słynnym IX piętrze. Bronisław Wildstein już w
pierwszych chwilach
urzędowania wstrzymał decyzje odchodzącego prezesa Dworaka o zawarciu kontraktów
dla trzech "kolegów", a każdy z kontraktów opiewał na 250 tysięcy złotych!
Czy to nie kryminalna historia – podpisanie takich umów w dniu, gdy podpisujący
już wie, że odchodzi? Niczym w pościgu w mafijnej strzelaninie – jednak "nowy" zdążył,
dobiegł, ocalił kolejny milion złotych publicznych pieniędzy…
Prezes Wildstein dalej więc będzie nam się kojarzył z bohaterskim szeryfem
dziennikarstwa. Nie zawahał się swego czasu, by upublicznić dane z katalogu
IPN i w ten sposób
wręcz przymusić do podjęcia działań lustracyjnych w Polsce. Bez tego – bez
poznania najbardziej gorzkiej prawdy o swojej najnowszej historii, ale i o
rzeczywistości,
z którą tak się zmagamy, nigdy ani nie wygralibyśmy ostatnich wyborów, ani
nie rozpoczęli odbudowy państwa zrujnowanego przez komunę, a potem rozkradzionego
i zdeprawowanego przez postkomunistyczne mafie.
Znaleźliśmy się w obliczu finalnej gry, wręcz bitwy o telewizję: tak polską,
jak publiczną, misyjną, to znaczy rzetelnie informującą, edukującą, uczciwą.
Czy wygranie tej bitwy jest możliwe, czy leży w zasięgu realnych mocy nowego
prezesa TVP?
Przede wszystkim lustracja
Potyczka I: niezbędna lustracja wszystkich dziennikarzy zatrudnionych w TVP.
I to nie jakaś deklaratywna, tylko weryfikowana w IPN, w innych miejscach.
Ale – czy nowy prezes wie o tym, jakie są korzenie wielu dziennikarzy w telewizji
publicznej? Czy zna w pełni procesy pozyskiwania spośród dziennikarzy wiernych
współpracowników bolszewickich służb specjalnych lub wywiadów wojskowych,
tak polskich, jak i bezpośrednio z centrali w Moskwie? Czy on o tym wszystkim
dobrze wie?
Lustracja, o której public znie mówimy, wydaje się taka prosta: jest IPN, są
jakieś archiwa, wysyła się dane dziennikarza i już. Przychodzi odpowiedź: tak
– albo nie.
A co z lustracją oficerów politycznych Ludowego Wojska Polskiego?! Ludzi z
piekła rodem, służących wiernie do dzisiaj – tak, do dzisiaj tkwiących w swoim
służalczym zaślepieniu – w poddaństwie generałowi Jaruzelskiemu!!! Jak dokonane
zostanie sprawdzenie polityczno-mafijnych powiązań tego rodzaju "dziennikarzy"?
Jednocześnie zapadną decyzje o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych,
podobno do końca czerwca. Ale dręczy pytanie: jak zostaną odsiani dziennikarze
holowani przez WSI, chronieni co najmniej od stanu wojennego?
Bitwa o telewizję publiczną to bitwa o wolność słowa. Nie tego wolnego, niczym
nieograniczonego gadulstwa uprawianego przez bezwględnych "dziennikarzy",
ale tego, które będzie, owszem, pod kontrolą, ale w interesie widza. Tego widza,
tych Polaków, którzy nie tylko sami opłacają funkcjonowanie telewizji, utrzymują
dziennikarzy i zarządzających, ale przede wszystkim – którzy mają konstytucyjne
prawo do pełnej informacji o życiu własnego Narodu, o działaniu państwa, o
nowych ustawach, prawach, obowiązkach. Widzowie medium publicznego mają prawo
do uzyskiwania obiektywnego obrazu rzeczywistego dnia codziennego swego Narodu.
Mają prawo do programów interwencyjnych, gdzie dziennikarz występować będzie
w obronie interesów widza, a więc – gdzie dziennikarzowi przypomniana zostanie
dawno już zamazana prawda, że dziennikarstwo to i służba, i powołanie. A telewizja
publiczna to nie niekończąca się rewia prymitywnych igrców, ale gwarant rzetelnej
informacji, dostępu do kultury, do szerokiego obrazu świata i nas samych w
świecie.
Jakich mocy użyje prezes Wildste in, by unieszkodliwić np. oficera KGB, byłego
dziennikarza, sprawozdawcę politycznego z inwazji wojsk Układu Warszawskiego
na Czechosłowację? Czy ten "twórca medialny" jest tak zdolny, że
ma prawo pozostać – za publiczne pieniądze – jako, jak dotąd, szara eminencja,
wieczny doradca zarządu? Jak podziękować za 20 lat pracy oficerowi – specjaliście
w dziedzinie… dezintegracji zespołów ludzkich? Albo licznym mrówkom, dzielnie
pracującym w systemie dezinformacji?
Jak odcedzić wysokiego redaktora o wielkim wpływie na codzienny program, pracującego
w TVP z protekcji generała wywiadu z byłego Sztabu Generalnego Ludowego Wojska
Polskiego? Lustracja działa jakby z urzędu do umownej granicy 1990 roku. Do
roku przyjętego za dziejowy, za moment odzyskania niepodległości. Ale z Polski
nie wyszły te "obce wojska", w których szeregach znaleźli się sami
Polacy! Wymaszerowała Armia Sowiecka, jednak związki z nią pozostały – poprzez
ludzi służących na jej rzecz, w ich mentalności, w ideologiach diabelskich.
Nasiąknięci nimi do dzisiaj działają na niekorzyść szarych, spracowanych, często
naiwnych braci Polaków…
Zapewne nowy prezes TVP wie dokładnie, że w ideologii bolszewickiej pierwsze
miejsce zajmowała i zajmuje walka z wiarą, z Kościołem, a więc i ze stabilizacją
rodziny. Zapewne więc wie, że nie dlatego mamy lustrować dziennikarzy, że tak
bardzo chcemy, aby byli lojalni wobec pracodawcy, ale – żeby nie było tych,
którzy umysłem i sercem wciąż pracują dla obcej ideologii, dla obcego i przestępczego
mocarstwa o korzeniach bolszewickich.
Postkomuniści dali się już do dna poznać – jako mafijne grupy nacisku politycznego
i finansowego. Kontrolowali obronność, finanse, służbę zdrowia, sprawiedliwość
i media. Dziś po raz pierwszy od lat pojawia się taka szansa, że odzyskamy
media publiczne – polskie, narodowe media. Telewizja ma z nich najpotężniejszy
zasięg i moc przekazu.
Czy nowy prezes ma iluzoryczne wyobrażenie, że "oni", ci wieczni,
bezwzględni kontrolerzy przekazów informacyjnych sami przyznają się do swoich
powiązań, że wyznają grzecznie, kto i skąd jest ich mocodawcą?
WSI walczyły rozmaitymi sposobami o nowych współpracowników
– osaczając dziennikarzy, których odcinano od dostępu do pracy, do zamówień,
do ekranu. Albo pod pretekstem obowiązku "współdziałania" na rzecz
bezpieczeństwa państwa. A wykonania tego zadania nikomu w zasadzie nie wolno
odmówić! Jedni podejmowali takie zobowiązania z zawodowego obowiązku, gdy ocierali
się o najtrudniejsze tematy dziennikarskie (np. terroryzm), ale wielu – jedynie
dla pieniędzy, dla wysokiego stanowiska, a za cenę wspierania dawnych struktur
postbolszewickich.
Lustracja w TVP może być szczególnie trudna, bo powinna objąć wszystkich pracowników!
Nie tylko dziennikarzy, lecz także decydentów oraz tych, którzy rozdysponowują
pieniądze na produkcje filmowe, na realizację cyklicznych, stałych programów
telewizyjnych, ba, nawet w swej gestii mają promowanie poszczególnych dzieł
i ich autorów – jednych np. wysyłano na wszelkie festiwale zagraniczne, a innym
całkowicie odmawiano autorskiej promocji. A odpowiedzialni za projektowanie
ramówki? Czy i oni nie są niezwykle wpływowymi pracownikami TVP? Ot, przykład:
za prezesa Kwiatkowskiego stworzono tzw. system producencki w TVP, niezwykle
korupcjogenny. Producent jest "podpięty" do szefa programowego –
nie ma redakcji, zespołów twórczych, dziennikarze zostali gdzieś tam rozsypani,
to od producenta zależy, czy, jaki i czyj program zostanie przedstawiony do
produkcji. I jakie honoraria otrzyma autor scenariusza.
Jest wielu uczciwych producentów, ale powszechnie znane są postaci niezwykle
obrotne, mówiąc wprost – uprzywilejowane, obracające się w grupie tych samych
kilku autorów, tych samych zleceniodawców. I nikogo to nie razi, że ktoś z
nich był kiedyś tylko… kontrolerem przy bramie do TVP, sprawdzał przepustki
w stanie wojennym, gdy tak wielu nie wolno było przestąpić progu swojego dawnego
miejsca pracy, gdy tak wielu internowano i wyrzucono za bramy TVP na zawsze.
I oto ten "kontroler" nie musi kończyć żadnych specjalnych kursów
ani studiów, po prostu widocznie "ma talent", po dziś dzień funkcjonuje
jako fantastycznie opłacany producent. Czy to znaczy, że wszyscy inni są tacy
jacyś niezaradni?
Ostatnia bitwa?
Jak zbudować TVP jako medium zaufania publicznego? Zadanie monstrualne. Może
się tej bitwy podjąć tylko wielki strateg, zdeterminowany i utalentowany
dowódca, jednak przede wszystkim – człowiek absolutnie niezależny od "grupy
nacisku", który nie kieruje się perspektywą abstrakcyjnie dla nas wysokiej
pensji (ile to już? wciąż nieco mniej od 100 tysięcy miesięcznie? "Doły" pracownicze
w TVP mogą tylko tonąć w domysłach, gdyż prezes Kwiatkowski, jeszcze SLD-owski,
po prostu utajnił wysokość swoich zarobków, nawet przed związkami zawodowymi
działającymi na terenie TVP!). Musi to być prezes odporny na apanaże. Nieprzekupny.
Ale i na tyle mocny duchem, że nie uzależni się – sam z siebie – od zawrotnych
kwot co miesiąc wpływających z kasy TVP na jego konto… Taki mocny człowiek,
który przede wszystkim kierować się będzie dobrem publicznym, potem dopiero
– godną tego wysiłku i umiejętności zapłatą. Prezes, który może kiedyś zejdzie
na trochę z mitycznego IX piętra i pospaceruje po montażowniach filmowych,
po dziennikarskich pokoikach, gdzie w wielu wypadkach widoczna jest wciąż
smętna stagnacja tak organizacyjna, jak i "meblowa"… Może dowie
się, jak wielu jest prawdziwych, oddanych, wszechstronnie wykształconych
dziennikarzy o długich stażach, często niewiarygodnie bogatym doświadczeniu
zawodowym, a także LUDZKIM, odsuniętych dawno zarówno na margines twórczy,
jak i poza margines zwykłego ubóstwa (znamy przypadki wspaniałych twórców,
resztkami sił uprawiających swój zawód-pasję, nagradzanych za granicą, pokątnie
wysyłających swoje prace tamże, a zarabiających w TVP po… 1000 złotych
miesięcznie).
Na kim ma polegać nowy prezes TVP? Czy tylko na własnej intuicji? Czy na ocalałych
cudem dokumentach Komitetu Obrony Kraju ze stanu wojennego? Czy na dokumentach
IPN? Czy na opiniach dawno już niewiarygodnych związków zawodowych albo na
zdaniu zupełnie podupadłych, rozbitych związków twórczych?
Jest w TVP S.A. malutkie stowarzyszenie – Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy,
powołane wbrew ludziom Kwiatkowskiego, jest też garstka wynędzniałych dokumentalistów
w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, jest i nowo powstały, powołany z rozpaczy
nikomu już niepotrzebnych dziennikarzy Zawodowy Związek Dziennikarzy TVP "Wizja".
Wydaje się jednak, że szeryfowi Wildsteinowi najbardziej przydałby się jakiś
pojazd opancerzony, no i wykrywacz kłamstw, taki aparat do prześwietlania ewentualnych
oświadczeń lustracyjnych składanych przez dziennikarzy, producentów, decydentów,
szefów, panie kadrowe rodem z komuny, księgowe, które wiedzą lepiej, ile potrzeba
dziennikarzowi na przeżycie – np. na wojnie w Afganistanie, i komu diety delegacyjne
się nie należą…
Szeryfowi Wildsteinowi uda się ta wielka bitwa o telewizję, bój ostatniej szansy,
jeśli sam będzie człowiekiem wolnym.
Ojciec Marian Żelazek, zmarły niedawno święty misjonarz trędowatych, tak mi
powiedział niespełna miesiąc temu: – Wszystko osiągniesz, gdy będziesz w o
l n a. Gdy nikt i nic nie będzie cię zniewalało…
To bardzo trudne. Ale możliwe.
Anna T. Pietraszek
