Trybunał obronił konstytucyjność wyborów
Chyba nigdy w historii Trybunału Konstytucyjnego nie było sprawy tak
ważnej i budzącej tak wielkiego zainteresowania. Choć zgasły światła i flesze w
Sali Wielkiej Trybunału, gdzie była rozpatrywana sprawa, to emocje i
kontrowersje nie cichną do dziś. Nie mam też wątpliwości, że na kanwie tej
rozprawy będzie jeszcze wiele dyskusji, dysertacji i rozpraw naukowych, a także
wiele politycznych debat.
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zaskarżyli do Trybunału kodeks wyborczy –
ustawę kształtującą system polskiego prawa wyborczego.
Uchwalony w styczniu br. kodeks zastępuje obowiązujące wcześniej odrębne
ordynacje wyborcze dotyczące wyborów parlamentarnych, prezydenckich,
europejskich i samorządowych.
Te cztery akty prawne zostały połączone w jeden kodeks, ale przy okazji
wprowadzono szereg istotnych zmian, w tym takich, które posłowie PiS uznali za
niezgodne z Konstytucją i zaskarżyli do Trybunału. A Trybunał w kluczowych
kwestiach, choć nie we wszystkich, podzielił zarzuty posłów PiS. Można zatem
powiedzieć, że dzięki swojemu wnioskowi i uporowi uratowali oni konstytucyjność
prawa wyborczego w Polsce.
Niekonstytucyjne dwudniowe wybory
Kodeks wyborczy wprowadził możliwość przeprowadzania wyborów dwudniowych. Jeden
czy dwa dni wyborów – decyzja miała być podejmowana przez tego, kto wybory
zarządza, czyli w odniesieniu do wyborów parlamentarnych – prezydent,
prezydenckich i europejskich – marszałek Sejmu, a samorządowych – premier.
Sęk w tym, że zapisy w Konstytucji dotyczące wyborów zawsze mówią o dniu
wyborów, w dodatku wolnym od pracy. Dzień to dzień, czyli jeden, a nie dwa czy
siedem.
Broniący dwudniowych wyborów posłowie Platformy udowadniali przed Trybunałem, że
jak ustawodawca mówi "dzień" – to nie wyklucza dwóch dni. Absurd, gdyż równie
dobrze można by powiedzieć, że jeśli Konstytucja mówi "prezydent", to nie
wyklucza dwóch prezydentów.
Trybunał przyznał nam rację, że "dzień" znaczy jeden, wobec czego dwudniowych
wyborów nie będzie. I bardzo dobrze, gdyż dwudniowe wybory wiązałyby się z tym,
że urna wyborcza nocą między pierwszym a drugim dniem wyborów pozostawałaby pod
nadzorem wójtów, burmistrzów i prezydentów. Otwierałoby się pole do fałszerstw i
nadużyć.
Sprzeczny z Konstytucją zakaz billboardów i spotów
Kodeks wyborczy zawierał zakaz wykorzystywania w kampanii billboardów i spotów
wyborczych i Trybunał na wniosek PiS zakaz ten, jako sprzeczny z Konstytucją,
uchylił. Mamy przecież wolność słowa i nikt nie może narzucać partiom, jak się
mają komunikować ze społeczeństwem. Był to zresztą zakaz wyraźnie wymierzony w
opozycję. Wiadomo, że władza z racji swoich funkcji ma nieograniczony dostęp do
mediów, a opozycja musi docierać do wyborców w dużej mierze właśnie przez płatne
reklamy.
Premier Donald Tusk na wiadomość o uchyleniu zakazu wykorzystywania billboardów
powiedział, że szkoda pieniędzy. To oczywista hipokryzja, wydatki na kampanię
wyborczą są bowiem limitowane i czy ktoś wywiesi jeden wielki billboard, czy
tysiąc małych plakatów, to jest jego wybór i nie ma to wpływu na koszty.
Zabierz babci głos
Trybunał odrzucił niestety zarzuty PiS co do możliwości głosowania przez
pełnomocnika. Osoby niepełnosprawne lub w podeszłym wieku (powyżej 75 lat) będą
mogły ustanowić pełnomocnika, który za nich zagłosuje, kogoś z rodziny lub obcą
osobę.
Intencje były szlachetne – pomóc osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku,
żeby mogły uczestniczyć w wyborach. Ale jak mówi przysłowie: Dobrymi chęciami
piekło jest wybrukowane. Przecież tego pełnomocnika nie będzie można sprawdzić.
Osoba udzielająca pełnomocnictwa nie może mieć jakiejkolwiek pewności, że
pełnomocnik głosował zgodnie z jego wolą, bo głos pełnomocnika będzie tajny. I
to nie jest żadne pełnomocnictwo, tylko cesja głosu. Człowiek niepełnosprawny
oddaje swój głos innej osobie, która dzięki temu ma dwa głosy. Dwa razy głosuje
według własnego uznania i wcale nie musi kierować się wskazaniami mocodawcy.
To jest pójście o krok dalej niż sławna niegdyś i haniebna akcja "Zabierz babci
dowód". Ustawodawca chce zabrać babci głos.
To nie ma nic wspólnego z opieką nad osobami niepełnosprawnymi, ale bardziej
przypomina chęć wykluczenia ich z decydowania o losach kraju. Gdyby ustawodawca
chciał takim osobom naprawdę pomóc, nałożyłby na organy władzy obowiązek
udzielenia im pomocy w dotarciu do lokalu wyborczego, a nie zamykał ich w domu i
nakłaniał, żeby głosował za nich ktoś inny.
Dwa prawa w jednym
Spór przed Trybunałem dotyczył też wejścia w życie kodeksu. Ma on obowiązywać od
1 sierpnia br., ale ta data wprowadziła ogromne zamieszanie. Chodzi o to, że w
tym samym mniej więcej czasie prezydent ma konstytucyjny obowiązek zarządzić
jesienne wybory do Sejmu i Senatu. Konstytucyjnie może to zrobić do 7 sierpnia
br., ale może też zarządzenie wydać jeszcze w lipcu. Tymczasem kodeks został tak
zaprogramowany, że jeśli zarządzenie wyborów nastąpiłoby w lipcu, to wybory
odbyłyby się według starych przepisów, a jeśli w sierpniu – to według nowych.
Powstał w związku z tym stan niepewności, według jakiego prawa odbędą się
wybory. Nowy kodeks wprowadzał m.in. wybory jednomandatowe do Senatu, ale do
ostatniej chwili nie wiadomo było, czy wybory te odbędą się po staremu, czy po
nowemu.
Wprowadzenie tego stanu niepewności też zostało zaskarżone przez posłów PiS.
Trybunał przyjął wyjście nazbyt salomonowe. Z jednej strony przyznał rację
posłom PiS, że taka sytuacja narusza Konstytucję. W myśl konstytucyjnych zasad
prawa wyborczego nie wolno bowiem zmieniać na 6 miesięcy przed zarządzeniem
wyborów. Z jednej strony Trybunał uznał, że ta zasada została złamana, ale z
drugiej stwierdził, że najbliższe wybory mogą się mimo wszystko odbyć według
nowego kodeksu. W ten sposób Trybunał bardzo nadwyrężył tę świętą dotychczas
zasadę 6-miesięcznej ciszy prawnej przed wyborami.
W wyborach do Sejmu zmienia się niewiele, natomiast w wyborach do Senatu jest
rewolucja. Stu senatorów wybierzemy w stu jednomandatowych okręgach wyborczych.
Orzeczenie Trybunału w kwestii wprowadzenia w życie kodeksu wraz z okręgami
jednomandatowymi do Senatu nie podoba mi się pod względem prawnym. Zresztą 9
spośród 15 sędziów TK wniosło w tej kwestii zdania odrębne, podzielając zdanie
posłów PiS.
Politycznie jednak nie stało się nic złego. Sądzę, że jeśli wyborcy PiS naprawdę
się zmobilizują, to wybory jednomandatowe do Senatu wygrają. I kto wie – do
Sejmu może też.
Dobrze, że tam poszliśmy i wygraliśmy
Choć nie ze wszystkimi punktami wyroku Trybunału się zgadzam, to jednak cieszę
się, że tam poszliśmy i wygraliśmy.
Wygrało Prawo i Sprawiedliwość przez duże "P" i "S" – jako partia, która wniosła
sprawę do Trybunału, ale także Prawo i Sprawiedliwość przez wielkie "P" i "S",
jako wielkie i, niestety, nie zawsze przestrzegane w naszym państwie wartości.
Gdyby Trybunał nie naprawił jaskrawych naruszeń Konstytucji, mielibyśmy wybory
przeprowadzane na podstawie przepisów niezgodnych z Ustawą Zasadniczą. I dzięki
czyjemu wnioskowi został przywrócony porządek konstytucyjny w odniesieniu do
wyborów?
Dzięki PiS, które wielu mistrzów tzw. politycznej poprawności uważa za partię
antysystemową. Niech to zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w Trybunale będzie
dobrym znakiem zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w wyborach, bo Polska bardzo
tego zwycięstwa potrzebuje.
Janusz Wojciechowski
Autor jest posłem do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczącym Komisji
Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Występował w imieniu Prawa i Sprawiedliwości przed
Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie kodeksu wyborczego.
