Bez paniki, ale nadal niebezpiecznie

Po burzach i intensywnych deszczach, jakie w ostatnich dniach nawiedziły
Polskę, sytuacja na większości rzek powoli zaczyna się stabilizować. Najgorzej
jest na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku. Straty są duże, nieprędko też nastąpi
powrót do normalnego życia mieszkańców wielu zalanych gospodarstw.

Wystarczyło kilka dni deszczu, by znów wezbrały rzeki, potoki, a na drogach i
przed domami znów pojawiły się worki z piaskiem i nadzieja, że woda nie będzie
zbyt wysoka. Natura, ale też bezmyślność znów dały o sobie znać, bo – jak się
okazuje – nie wszyscy wyciągnęli wnioski z zeszłorocznej powodzi. Alarmy
powodziowe obowiązywały w 22 gminach na Dolnym Śląsku, ale poziom wody w
rzekach, zwłaszcza w Odrze, gdzie w górnym i środkowym odcinku przemieszcza się
fala wezbraniowa, już nie wzrastał. Przez kilka ostatnich dni prawdziwy horror
przeżywali mieszkańcy Bogatyni mocno doświadczonej przez ubiegłoroczną powódź.
Jak powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Jerzy Stachyra, zastępcza
burmistrza Bogatyni, alarm powodziowy został odwołany dopiero w sobotę. – Deszcz
już nie pada, a woda w Miedziance mocno opadła. Jednak od czwartku, kiedy rzeka
zaczęła bardzo gwałtownie przybierać i przekroczyła stan alarmowy o ponad
półtora metra, aż do soboty, byliśmy pełni obaw – tłumaczy. Cały sztab kryzysowy
został postawiony w stan gotowości. – Przez dwa dni byliśmy przygotowani na
każdą ewentualność, monitorowaliśmy rzekę i zabezpieczaliśmy najbardziej
zagrożone miejsca. W gotowości były punkty ewakuacyjne dla ludności – dodaje
Jerzy Stachyra. Jak podkreśla, nie byłoby pewnie problemu, gdyby po
ubiegłorocznej powodzi wszystkie zniszczenia w obrębie koryta Miedzianki zostały
naprawione. Mury oporowe zostały wprawdzie załatane, ale w niektórych miejscach
praktycznie nie istnieją, co powoduje, że brzeg jest niższy niż w ubiegłym roku.
To z kolei stwarza realne zagrożenie i powoduje, że nawet niższy poziom wody od
tego przed rokiem może doprowadzić do tragedii. Koszt odbudowy koryta Miedzianki
to kwota rzędu ok. 190 milionów złotych, a inwestycja ta jest w gestii zarządcy
rzeki – Dolnośląskiego Zarządu Melioracji Urządzeń Wodnych we Lwówku Śląskim. Z
tego, co udało się nam ustalić, dokumentacja jest w przygotowaniu, a inwestycja
ma ruszyć dopiero w przyszłym roku. – Owszem, zdajemy sobie sprawę z tego, że
jest to inwestycja, która kosztuje dużo pieniędzy i musi potrwać. Z drugiej
jednak strony wychodzimy z założenia, że nie ma na co czekać, bo to, co
Miedzianka może zrobić, widzieliśmy w ubiegłym roku – przestrzega zastępca
burmistrza Bogatyni. Stany wody w dorzeczu górnej i środkowej Odry w woj.
dolnośląskim, opolskim, wielkopolskim, lubuskim i śląskim mogą się utrzymywać w
strefie stanów wysokich, ale z tendencją do opadania. Z kolei w dorzeczu
środkowej i dolnej Wisły mogą jeszcze występować wahania stanu wód. Jak
poinformowała nas Monika Frenkiel z biura prasowego wojewody małopolskiego,
wczoraj w regionie pogotowie przeciwpowodziowe obowiązywało już tylko w Tarnowie
i gm. Muszyna w pow. nowosądeckim, a przekroczenia stanów ostrzegawczych
zanotowano na Wiśle w Jaszowicach i Szczucinie. Na razie zagrożenia powodziowego
nie ma w Świętokrzyskiem i na Podkarpaciu. Meteorolodzy uspokajają, że od
dzisiaj sytuacja pogodowa ma zacząć zmieniać się na lepsze, opady powinny
zanikać i obok lokalnych podtopień powódź na większą skalę Polsce nie powinna
zagrażać.
Wzrost poziomu wody w rzekach to jednak nie jedyny problem regionów, nad którymi
przeszły burze. Niszczycielskie pioruny palą pralki, lodówki, komputery,
telewizory. Jak wielkie spustoszenie może siać nieokiełznany żywioł, najlepiej
widać w punktach serwisowych, do których w ostatnich dniach trafia coraz więcej
zepsutego sprzętu. Dlatego eksperci radzą, by w trakcie burz wyłączać z gniazdka
na stałe rzadko używane urządzenia. Zabezpieczeniem dla komputerów czy pralek są
listwy antyprzepięciowe, które wykrywają natężenie napięcia i same wyłączą
urządzenie. Warto też pamiętać, że nawet jeżeli sprzęt jest na gwarancji, to w
sytuacji kiedy został uszkodzony na skutek wyładowań atmosferycznych, bo nie
wyłączyliśmy go z gniazdka, nie będziemy mogli skorzystać z naprawy
gwarancyjnej.

 

Mariusz Kamieniecki

drukuj