Świat się męczy

W znanej anegdocie przedsiębiorca przychodzi do rabina i powiada, że ma
wielkie zmartwienie. – Co to za zmartwienie? – pyta rabin. – Jeśli świat umarł,
to dlaczego bankrutuje moja wytwórnia trumien? – pyta przedsiębiorca – a jeśli
świat żyje, to dlaczego bankrutuje mój spożywczy sklep? – Uj, ty nic nie
rozumiesz – powiada rabin. – Świat ani nie umarł, ani nie żyje. Świat się
po prostu męczy.
Rzeczywiście się męczy – widać to gołym okiem. Jeszcze
nie skończył się światowy kryzys finansowy i związane z tym męki, a już
puka do drzwi kryzys gospodarczy ze swoimi torturami. No dobrze, męczy się –
ale dlaczego właściwie się męczy? Odpowiedź dają nam ludowe przysłowia, a
mianowicie, że jaki pan, taki kram i że ryba psuje się od głowy. Obydwa
porzekadła skupiają uwagę na przywództwie, wskazując, że zepsucie świata
jest skutkiem zepsucia przywództwa.

Jak
wiadomo, teoria spiskowa została przez Jasnogród zdecydowanie
potępiona, i jeśli Salon udziela swoim wyznawcom dyspensy, to tylko w
momentach szczególnych, kiedy np. Rywin przychodzi do Michnika w ramach
piekielnego spisku przeciwko znanej z poczciwości spółki „Agora”. W
takie spiski wolno „ludziom rozumnym” wierzyć, ale we wszystkie inne
jest zakaz. Jednak wszyscy pozostali, którzy nie czują się związani
przykazaniami Salonu, snują różne opowieści, m.in. o „rządzie
światowym”. Rządu światowego, jak wiadomo, „nie ma” podobnie, jak „nie
ma” Wojskowych Służb Informacyjnych, jednak ta formalna nieobecność może
oznaczać tylko wyższą formę obecności. Bo na przykład po podmianie
rządu w 2007 r. zweryfikowani negatywnie przez poprzedni rząd
funkcjonariusze WSI powrócili do służby – oczywiście już pod firmą
Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W tym
przypadku razwiedka posłużyła się tym samym patentem, jakiego wcześniej
używała na tzw. scenie politycznej; wprawdzie partie zmieniają szyldy,
ale ludzie, a zwłaszcza agenci, pozostają cały czas ci sami. Jak mawiano
za moich czasów w kołach wojskowych: tak czy owak – sierżant Nowak!
Więc być może i ze światowym rządem jest podobnie; niby go „nie ma”, ale
czyżby światem nikt nie kierował? Wygląda na to, że jednak ktoś nim
kieruje, bo w przeciwnym razie jak wytłumaczyć bezkarność postępowania
Izraela, który na oczach całego świata w biały dzień dopuszcza się aktów
piractwa morskiego, mordując nieuzbrojonych ludzi? Nic tylko władze
tego państwa muszą być chronione przez jakieś Siły Wyższe, którym z
jakichś powodów najwyraźniej musi zależeć na ukrywaniu swojego istnienia
i poprzez swoich agentów starają się upowszechnić opinię, że ich „nie
ma”. My jednak pamiętamy, że w „Listach starego diabła do młodego”
doświadczony diabeł pouczał adepta, że najważniejsze jest wzbudzenie w
ludziach przekonania, iż diabłów „nie ma”. Wtedy kuszenie idzie już jak z
płatka.
Wprawdzie więc rządu światowego „nie ma”, ale za to nie da
się ukryć istnienia Komisji Trójstronnej utworzonej w 1973 r. przez
amerykańskiego nababa Dawida Rockefellera. Czym konkretnie się ona
zajmuje – trudno zgadnąć, bo z jej tajnych konwentyklów nie przedostają
się żadne wiadomości. Możliwe zatem, że próbuje rządzić światem,
dokonując różnych poufnych ustaleń – niczym generał Kiszczak ze swoimi
konfidentami i garstką pożytecznych idiotów w Magdalence – które potem
są uroczyście uchwalane w różnych demokratycznych przedstawicielstwach.
Jeśli jednak Komisja tak konspiruje swoje ustalenia, to nieomylny to
znak, że ma coś do ukrycia. A co można ukrywać? Ano jakieś łajdactwa, to
chyba jasne. W przeciwnym razie chętnie by się nimi chwaliła, no nie?
„Gazeta Wyborcza” rozpływałaby się w pochwałach, że Komisja, dajmy na
to, wprawiła klamkę na przystanku w Cisach albo przeprowadziła staruszkę
przez jezdnię. Tymczasem nic z tych rzeczy. Ani mru-mru! Dodatkową
poszlaką przemawiającą za łajdactwami jest uczestnictwo w Komisji
Trójstronnej niektórych Polaków. Nie mówię o pani Wandzie Rapaczyńskiej
(née Gruber), bo związana jest ona raczej z lobby żydowskim, ale o
Andrzeju Olechowskim, Marku Belce, a zwłaszcza – pośle Januszu
Palikocie. Doktor Andrzej Olechowski był w swoim czasie agentem sławnego
„wywiadu gospodarczego”, zaś prof. Marek Belka – zdaje się, że „bez
swojej wiedzy i zgody” – zarejestrowany został przez razwiedkę aż pod
dwoma pseudonimami naraz. Że profesor Zbigniew Brzeziński nie widzi
niczego niestosownego w kolegowaniu się z byłymi (?) agentami
komunistycznej razwiedki, to już byłoby dziwne samo w sobie, ale
najdziwniejsze jest dopiero to, że nie tylko on, ale również pozostali
uczestnicy Komisji Trójstronnej nie mają nic przeciwko członkostwu pana
posła Janusza Palikota. Jest to bowiem niezbity dowód, że Komisja
Trójstronna schodzi na psy, a skoro właśnie ona ma ambicję odgrywania
roli rządu światowego, to nic dziwnego, że świat tak się męczy. Inaczej
być nie może, bo jaki pan, taki kram, a ryba psuje się od głowy. Oj, jak
się psuje! Widać, słychać i czuć.

Stanisław Michalkiewicz

drukuj