Tylko w kuluarach
Winnipeg, Kanada. Trzystu polonusów czeka na marszałka Senatu
Bogdana Borusewicza. Część z nich pokonała niejednokrotnie kilkaset
kilometrów, by móc uczestniczyć w spotkaniu. Chcieli pytać o katastrofę
prezydenckiego tupolewa i sytuację polityczną Polski po 10 kwietnia.
Srodze się zawiedli.
Poczynania Borusewicza nie dziwią
senatorów opozycji, którzy mieli niejednokrotnie okazję się przekonać,
że tematu śledztwa dotyczącego przyczyn wypadku pod Katyniem polityk PO
unika jak ognia.
Borusewicz złożył oficjalną wizytę w Kanadzie na
zaproszenie NoĎla Kinselli, przewodniczącego kanadyjskiego Senatu. Jego
delegacja spotkała się z przedstawicielami kanadyjskich władz oraz
Polonii w ramach obchodzonego po raz dziewiąty Dnia Polonii i Polaków za
Granicą. W trakcie wizyty, 4 maja, Borusewicz został przyjęty w Ottawie
przez Stephena Harpera, premiera Kanady. Marszałek otrzymał od niego
księgę kondolencyjną, do której – po smoleńskiej katastrofie – wpisali
się m.in. członkowie parlamentu oraz premier. W kolejnym dniu pobytu, 5
maja, Borusewicz przybył do Winnipeg, gdzie w sali przy parafii Świętego
Ducha zgromadziła się około 300-osobowa grupa społeczności polskiej.
Przyjechali z różnych stron Kanady, niejednokrotnie musieli pokonać
kilkaset kilometrów. Chcieli porozmawiać z Borusewiczem na temat
aktualnej sytuacji polityczno-gospodarczej Polski oraz katastrofy pod
Smoleńskiem. Srodze się zawiedli.
Jak relacjonuje Maria Kuraszko
uczestnicząca w spotkaniu w Winnipeg, Borusewicz w kilkunastu
chaotycznych słowach wspomniał o odległości między Ottawą a Winnipeg,
wtrącając, „że tutaj jest chłodno”. Zapewnił, że „w Polsce… w Polsce
będzie dobrze, wszystko jest pod kontrolą”. Po czym oświadczył, że nie
będzie żadnej publicznej dyskusji, a uczestnicy delegacji rozejdą się po
sali i będzie można porozmawiać z nimi indywidualnie, co wywołało
zdziwienie przedstawicieli Polonii kanadyjskiej. „Pan marszałek nie
zgodził się na publiczną dyskusję” – pisze pani Kuraszko w liście
otwartym skierowanym m.in. do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pod
którym podpisało się kilkadziesiąt osób, świadków incydentu.
Senatora
Ryszarda Bendera z Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za
Granicą nie dziwi takie postępowanie Borusewicza. Przypomina batalię,
jaką musiał stoczyć w Senacie, by doszło do debaty na temat śledztwa w
sprawie katastrofy smoleńskiej. – Dopiero upór nas wszystkich i
stwierdzenie, że będziemy nieustannie składać wniosek w tej sprawie
spowodował, że ustąpił – informuje Bender. Borusewicz nie odpuścił
jednak w innej kwestii – nie zgodził się na propozycję senatora Bendera,
by powołać grupę obserwacyjną monitorującą śledztwo, „która mogłaby
łagodzić kontrowersje, jakie rodzą się wokół katastrofy”. – Dzisiaj
bowiem mamy do czynienia z sięganiem po coraz bardziej urozmaicone – ale
nie znaczy, że nierealne – supozycje. Wszystkie one aż się kłębią, więc
chodziłoby o ich uporządkowanie. I myślę, że taka grupa obserwacyjna
mogłaby tego dokonać – zauważa senator.
Niestety, nie otrzymaliśmy
stanowiska marszałka na temat jego spotkania w Winnipeg z Polonią
kanadyjską. – Nie ma pana marszałka, będzie w przyszłym tygodniu –
usłyszeliśmy w sekretariacie Borusewicza. W jego obronie staje natomiast
senator Łukasz Abgarowicz (PO), wiceprzewodniczący Komisji Spraw
Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. Jego zdaniem, wizyta w
Kanadzie składała się z szeregu spotkań i były to właściwie „dwie wizyty
w jednym”. – Po pierwsze – parlamentarna, zatem obowiązywał nas sztywny
kalendarz narzucony przez Kanadyjczyków w przypadku spotkań o
charakterze międzypaństwowym, czyli z parlamentarzystami i ministrami
kanadyjskimi. W efekcie dysponowaliśmy ograniczonym czasem podczas
niektórych spotkań – tłumaczy Abgarowicz. Dodaje jednocześnie, że w
parafii Świętego Ducha, „o ile pamięta, doszło do krótkiej dyskusji”.
Senator przyznaje, że znakomita większość zgromadzonych „chciała tego
rodzaju rozmów”. – Natomiast było kilka osób, które nie tyle oczekiwały
dyskusji i pytań, ile zamierzały przeprowadzić spektakl. Na ileś pytań
marszałek odpowiedział – ocenia Abgarowicz. Wiceprzewodniczący nie
potrafi jednak sobie przypomnieć, czego konkretnie dotyczyły kwestie
poruszone przez kanadyjską Polonię.
Jacek Dytkowski
