Sługa żywej nadziei
Ksiądz prof. dr hab. Janusz Nagórny zmarł 17 października w Lublinie, mając 56 lat. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w piątek, 20 bm., w Tomaszowie Lubelskim w kościele parafialnym pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. W ostatniej drodze na miejsce wiecznego spoczynku zmarłemu obok rodziny towarzyszyli księża biskupi z Polski i Ukrainy na czele z ordynariuszem zamojsko-lubaczowskim ks. bp. Wacławem Depo, liczni kapłani, siostry zakonne, przedstawiciele środowisk akademickich, studenci oraz rzesze wiernych. Jeden z najwybitniejszych polskich teologów moralistów spoczął na cmentarzu parafialnym w Tomaszowie Lubelskim.
Doświadczenie cierpienia
W codziennym kapłańskim posługiwaniu, pracy twórczej na KUL, a zwłaszcza w drodze do Domu Ojca przez świadectwo własnego cierpienia ks. prof. Nagórny – autor wielu publikacji naukowych – pisał swą najważniejszą książkę. Jak wspomina jego siostrzeniec ks. Tomasz Rybiński z parafii pw. św. Józefa w Tomaszowie Lubelskim, droga krzyżowa księdza profesora rozpoczęła się w lutym 2005 r., kiedy przygotowywał się do pierwszej operacji. – Kiedy dowiedział się, że jest poważnie chory, przeżył to bardzo boleśnie. Nie dlatego że bał się cierpienia, ale dlatego że obawiał się leżenia w szpitalu, a co za tym idzie – wyłączenia z aktywnej pracy. Po tej operacji na życzenie wujka zgromadzeni wokół Jego łóżka odśpiewaliśmy „Magnificat” – wspomina ks. Rybiński.
Zwłaszcza ostatni okres życia ks. Nagórnego to czas naznaczony boleścią. – Miał kłopoty z poruszaniem się, nie mógł chodzić, ale co ważniejsze dla człowieka niezwykłej aktywności i pracowitości, ból palców uniemożliwiał mu pisanie na komputerze. Mimo to się nie poddawał, a podczas wielu nieprzespanych nocy dużo się modlił. To, czym ujmował chyba wszystkie osoby ze swego otoczenia, to chęć pracy do końca. Jeszcze w sobotę, 14 października, a więc na trzy dni przed śmiercią, pisał referat na inaugurację roku akademickiego – wspomina ks. Rybiński.
W czasie choroby, która postępowała bardzo szybko, z dnia na dzień odbierając siły, ks. Nagórny nie wstydził się swego cierpienia. – Kiedy żegnałem się z wujkiem, a byłem przy Nim do końca, przytulił mnie do siebie bardzo mocno… Odchodził w wielkim spokoju, pojednany z Bogiem i pogodzony z losem, który mu Opatrzność wyznaczyła.
W bólu i cierpieniu towarzyszył ks. Nagórnemu Jego wieloletni przyjaciel, lekarz medycyny prof. dr hab. Andrzej Dąbrowski z II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej Akademii Medycznej w Lublinie. Jak wspomina, ksiądz mimo choroby był bardzo cierpliwy, radosny i nigdy nie zanudzał otoczenia swoimi dolegliwościami. – Przez cały czas wydawało mi się, że ksiądz nie wie o swojej chorobie wszystkiego do końca. Tymczasem kiedy podczas uroczystości pogrzebowych usłyszałem słowa Jego testamentu, spisane jeszcze przed pierwszą operacją, zrozumiałem, że był świadomy tego, co może Go czekać, do tego dorastał i do tego się przygotowywał. Jednocześnie zachowywał się tak, jakby tej choroby nie było – mówi prof. Dąbrowski. Dodaje, że łatwo jest mówić o cierpieniu, zwłaszcza kiedy człowiek jest zdrowy, kiedy los mu sprzyja. Inaczej bywa, kiedy pojawia się ból i perspektywa śmierci. – Ksiądz Janusz mówił i nauczał o cierpieniu, ale też sam tego doświadczył. Pokazał klasę i własnym przykładem udowodnił, że to, czego nauczał i o czym mówił, zwłaszcza w okresie choroby i śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, nie było puste, ale stanowiło treść Jego życia. Było to kazanie głoszone Jego własnym życiem, które zapamiętam do końca moich dni – uważa prof. Dąbrowski.
Wymagający profesor, oddany przyjaciel
Śmierć ks. prof. Nagórnego szczególnie dotknęła środowisko naukowe i akademickie KUL, z którym związany był od wielu lat. W odczuciu pracowników uczelni ksiądz profesor był człowiekiem wymagającym zarówno od siebie, jak i od innych, a jednocześnie bardzo przyjacielskim. Marta Lizut, kierownik Dziekanatu Teologii KUL, wspomina ks. Nagórnego jako autorytet w sensie moralnym i naukowym. – Był naprawdę sumienny, wymagający, nie znosił przeciętności i bylejakości, a jednocześnie bardzo sprawiedliwy. Czytelny, stawiał bardzo jasne, konkretne wymagania, a zarazem traktował każdego z miłością. Studenci mieli świadomość, że wymaga od nich, ale przede wszystkim od siebie – opowiada kierownik dziekanatu teologii.
Kapłan, patriota, przyjaciel
Księdza Janusza Nagórnego cechowało bezkompromisowe podejście do prawdy, nawet za cenę utraty ludzkich względów. Jak podkreśla ks. dr Janusz Lekan, adiunkt przy katedrze historii dogmatów Instytutu Teologii Dogmatycznej KUL, przyjaciel ks. prof. Nagórnego, był to naukowiec znający swoją wartość, a jednocześnie człowiek, który potrafił być duszą każdego zgromadzenia. – Umiał zachęcić do rozmowy, ale też wspólnie dobrze spędzać czas. Pamiętam, jak w czasie moich studiów seminaryjnych jako nasz profesor towarzyszył nam w pielgrzymce na Jasną Górę. Nasz wagon raz cały był rozmodlony, to znów cały rozśpiewany – wspomina ks. Lekan. Jednocześnie był człowiekiem głębokiej więzi z Bogiem. – Mam żywo w pamięci wspólnie celebrowane Msze św., wzajemną posługę sakramentalną, kierownictwo i duchowe rozmowy. Był zatroskany o zbawienie innych, ale też świadomy, że dokonuje się to przez troskę o własne zbawienie. Ksiądz Janusz był także wielkim kaznodzieją, bardzo konkretnie wskazującym człowiekowi ślady Chrystusa i sposoby stąpania po nich dzisiaj. Kapłan miłujący Kościół jak matkę, sługa żywej nadziei, do ostatnich swoich dni. Zawsze mocno zjednoczony z Chrystusem: czy to w osobistej modlitwie, czy w chwilach swojego Ogrójca i współcierpienia z Ukrzyżowanym – mówi ks. Janusz Lekan.
W odczuciu uczestników pogrzeb śp. ks. prof. Janusza Nagórnego był iście królewskim pożegnaniem, a zarazem prawdziwą nauką głoszącą, że nie można oglądać się wstecz, ale należy realizować swoje życiowe posłannictwo, czerpiąc z doświadczenia tych, którzy poprzedzili nas na drodze ku wieczności. W końcowych słowach swego testamentu ks. prof. Janusz Nagórny, żegnając się, napisał: „Zostańcie z Bogiem, a módlcie się, abym i ja został z Nim i w Nim na zawsze. Alleluja, Jezus żyje. W Nim mam nadzieję”. Niech to wyznanie wiary wielkiego Polaka, kapłana, patrioty i humanisty będzie i dla nas zachętą do pogłębienia relacji z Bogiem i ludźmi.
Mariusz Kamieniecki
