Ślepe tory

Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. (J 1, 9)

Przypadki wybudzenia z długoletniej śpiączki pacjentów, którzy dzięki nowoczesnym urządzeniom mogą komunikować się z otoczeniem, chociaż z pozoru są pozbawieni świadomości, to dowód słabości wiedzy ludzkiej. Zredukowanie bytu człowieka do poziomu najinteligentniejszego ssaka, wiara jedynie w „szkiełko i oko” ponoszą klęskę w zetknięciu z nieoczekiwanymi powrotami do zdrowia osób, którym przepowiadano wyłącznie śmierć. Dlatego debata na temat eutanazji jest kolejnym wchodzeniem w ślepą uliczkę. Już dyskusja o in vitro i wynikające z niej próby rozstrzygnięć prawnych powinny być przestrogą dla mędrców tego świata. Nikt nie wie, co należy uczynić z zamrożonymi istotami ludzkimi. Podobnie rzecz się ma z arbitralnymi osądami na temat ludzi, którzy ponoć nie mają już żadnej szansy. Sami widzimy, ile są warte. Dążenie do legalizacji eutanazji w wielu cywilizowanych państwach to przejaw chowania głowy w piasek i przyznanie się do braku chęci, pomysłów i przeznaczenia stosownych środków na opiekę nad ludźmi chorymi i ostatecznie niewygodnymi z jakichś względów. Przykład Holandii, kraju, w którym eutanazja pochłania rocznie kilkanaście tysięcy ofiar, powinien być przynajmniej źródłem refleksji. Zaledwie 4 proc. lekarzy w tym kraju jest przeciwnych stosowaniu tej „procedury medycznej” i doznaje z tego powodu różnych form szykan. Specyfiką rozwiązania holenderskiego jest eutanazja niedobrowolna, polegająca na ewidentnym nadużyciu związanym z zadaniem śmierci choremu bez jego zgody. Wystarczy, według zeznań świadków, że chory był stary, kłótliwy i sprawiał personelowi kłopot. Stanowi to dobitny dowód na to, że eutanazja stała się formą szybkiego i łatwego rozwiązania problemu nie tylko medycznego, ale przede wszystkim społecznego. Co prawda Holendrzy w przeciwieństwie do Niemców podkreślają brak obciążenia ideologią nazistowską, która doprowadziła do legalizacji eutanazji w Trzeciej Rzeszy, ale w rzeczywistości niczego to nie zmienia. Zadanie tego rodzaju śmierci i wtedy, i dziś jest dowodem najgłębszej degeneracji. Debatując, jakby tu uczynić eutanazję czymś normalnym i powszechnym, jednocześnie nie poświęca się odpowiedniego czasu i środków na rozwój opieki paliatywnej i związanej z pobytem w domach specjalnej troski dla starszych czy dzieci niepełnosprawnych. Obciążenia rodzin w tych przypadkach są nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do wkładu ze strony ubezpieczyciela. Można sądzić, że los chorych i ich najbliższych nie jest przedmiotem zainteresowania rządzących. Dodatkowo moda na młodość, bogactwo i zdrowie popularyzowana w mediach sprzyja wytworzeniu swoistej niechęci do starych, chorych i ubogich. Prawda natomiast jest taka, że co dziesiąta osoba w wieku produkcyjnym boryka się z jakąś formą niepełnosprawności widoczną dla innych, a w przypadku ludzi starych absolutnym wyjątkiem są osoby cieszące się zdrowiem do naturalnej śmierci. Prawie wszyscy zetknęli się lub zetkną z chorobą i kalectwem, a wszyscy bez wyjątku muszą przejść przez próg śmierci. Ten oczywisty fakt powinien stać się dla nas źródłem solidarności międzyludzkiej, bo co się zasiało, zbierać się będzie. Nikt pełniej i jaśniej nie ogarnął współcześnie zmagań ludzkości w omawianym przedmiocie jak Jan Paweł II. Wskazał zagrożenia i prosił, abyśmy potrafili wybrać cywilizację życia, a odrzucili cywilizację śmierci, która pochodzi od złego. Człowiek jest przeznaczony do życia, i to wiecznego.


Hanna Wujkowska
drukuj